sobota, 28 maja 2011

Dla Agaty i Pawła


Agatko i Pawle to przepis dla Was. 
Z najlepszymi życzeniami:)

Jakiś czas temu Paweł po długiej drodze dotarł do nas. Twierdził, że nie jest głodny:).Był późny wieczór. Nie znam nikogo (poza A. która jest vege) kto mógłby się oprzeć temu daniu więc zaryzykowałam. Miałam już wszystko gotowe. 20 minut później na stole wylądowła patelnia. Widok miny Pawła był bezcenny. Z niedowierzaniem patrzył na smażone cytryny. Spróbował... i zapewnie domyslacie się co stało się z zawartością patelni. Nic tak nie cieszy kucharza jak uznanie dla jego dzieła. Mając w pamięci jego reakcję postanowiłam specjalnie dla Niego przygotować to dnie. Pojawi się na blogu w sobotę 28 maja o 15.
Przepis zaczerpnęłam z książki prawdziwego Włocha Giancarlo Russo "Kuchnia włoska bez granic". Pozycja ta jest prosta i w bardzo przystępny sposób opisuje przygotowanie klasyków kuchni włoskiej. Co do samej potrawy ważne jest użycie najlepszej jakości składników a wszystko pójdzie gładko. Przepis lekko zmodyfikowałam i to moją wersję Wam polecam.
Przyjemności z gotowania we dwoje. I nie zapomnijcie o białym winie. Otwórzcie butelkę, nalejcie do kieliszków i dopiero teraz zacznijcie gotowanie. Wtedy wino smakuje jeszcze lepiej a i gotowanie idzie bezstresowo:).

Scaloppine al limone czyli Eskalopki cielęce z cytryną


600 g cielęciny najlepiej zadniej pokrojonej w cienkie sznycle
2 soczyste cytryny porządnie wyszorowane i sparzone wrzątkiem z czego 1i1/2 pokrojone w plasterki
mąka do obtaczania
2 łyżki oliwy i łyżka masła
szalotka lub 2 dymki (generalnie mała cebulka) drobno posiekana
100 ml bulionu warzywnego, cielęcego lub białe wytrawne wino, w ostateczności woda.
sól, pieprz (najlepiej biały)
koperek (ewentualnie)


Mięso można przygotować kilka godzin wcześniej. Lekko zbić każdy sznycel tłuczkiem, przez folię kuchenną i jeśli nie smażymy od razu skropić sokiem z cytryny i schować w przykrytej misce do lodówki. Na  bardzo grubej patelni rozgrzewamy  na średnim ogniu oliwę z połową masła i wrzucamy cebulę. Nie rumienimy. Mięso obtaczamy tylko z jednej strony w mące i tą omączoną stroną wrzucamy na patelnię. Delikatnie rumienimy i odwracamy na druga stronę. Dodajemy omączone z obu stron plasterki 1 cytryny. Smażymy ok 5 minut często przewracając. Wlewamy bulion i wciskamy sok z połowy cytryny. dusimy do momentu aż sos odparuje a mięso bedzie miękkie. Solimy i dodajemy pozostałe masło. Na patelnię wrzucamy również pozostałą cytrynę. Po minucie możemy posypać koperkiem i zajadać.


Ja najbardziej lubię te eskalopki z rukolą skropioną lekkim sosem vinegret  z soku cytrynowego, soli i oliwy i kieliszkiem wina.







wtorek, 24 maja 2011

Rozpieszczam się...



Gotowanie dla jednej osoby nie należy do moich ulubionych czynności - po prostu nie lubię jeść sama. Na szczęście wiosna w pełni a na straganach truskawki już w rozsądnych cenach. Miał być koktail - powstał omlet. Delikatny i puszysty. Pachnący wanilia i masłem. Jego przygotowanie i zjedzenie zajęło mi mniej niż 15 minut. Mniej niż napisanie posta. A przyjemność rozpieszczania samej siebie? Bezcenna. Ale nie musicie brać ze mnie przykładu - wystarczy że proporcjonalnie zwiększycie ilość składników i możecie raczyć się do woli we dwójkę, trójkę....Omlet przygotowałam według mojego własnego sprawdzonego od lat przepisu. W tym wypadku rzadko kuszę się na eksperymenty. Metodą prób i błędów już dawno osiągnęłam satysfakcjonujace mnie smak, konsystencję i sposób wykonania.

Zapraszam

Waniliowy omlet biszkoptowy zwany "Grzybkiem"
(na 1 porcję)

2 jajka
2  średnie łyżeczki cukru
2 średnie łyżeczki mąki
kilka kropli ekstraktu waniliowego lub cukru z prawdziwą wanilią
szczypta soli
łyżeczka masła klarowanego (jeśli nie mamy to dodatkowo oliwa do smażenia razem z masłem ok 1 łyżeczki)
płatki migdałowe w wersji deluxe  - tym razem nie miałam

Jeśli mamy mikser stacjonarny ubijamy jajka z cukrem, solą i wanilią do białości. Jeśli nie, to oddzielnie ubijamy białka dodając do nich połowę cukru i oddzielnie żółtka z druga połową cukru i wanilią.
Delikatnie rozgrzewamy patelnię z masłem klarowanym lub z masłem i oliwą. Do jajek dodajemy przesianą mąkę i delikatnie wszystko mieszamy aby piana nie opadła. Wylewamy wszystko na patelnię i smażymy na małym ogniu na złoty kolor. (W wersji deluxe posypujemy nieusmażoną strona migdałami).
Odwracamy omlet i dosmażamy z drugiej strony. Przyda się nam dobra patelnia - moja nieco ucierpiała podczas opisanego tutaj zdarzenia - aby wszystko przebiegło bezproblemowo i omlet wyszedł idealny.
Gotowe:)
Na zdjęciach omlet z truskawkami i miętą ( czyli posiekane truskawki ze szczyptą cukru i porwanym listkiem mięty nadającej wszystkiemu jeszcze więcej świeżości). Zazwyczaj jednak jemy go na niedzielne lub sobotnie śniadanie z dżemem od Mamy lub Pali.


PS. Jeśli chcecie, możecie potraktować ten omlet jako pomysł na "Dzień Matki" lub smaczne danie dla Waszych maluszków. W obu przypadkach uśmiech gwarantowany:)

poniedziałek, 23 maja 2011

Skutki wyjazdu K.


Upiekłam te chleby na targi na których moje K. częstuje niemi swoich gości. Wybrałam dla nich 2 rodzaje. Piwny na zakwasie i Razowy według moich przepisów. Zapraszam. 

Chleb piwny na zakwasie żytnim
(przepis na 2 bochny lub 3 bochenki)



Zaczyn:
przygotować wieczorem lub min. 10 h wcześniej

100 g gęstego zakwasu żytniego
400 g mąki żytniej typ 720
250 ml piwa najlepiej niepasteryzowanego pszenicznego lub orkiszowego
50 g maślanki lub jogurtu naturalnego

Ciasto:

cały zaczyn
800 g mąki pszennej typ 850
50 g semoliny lub kaszki manny
50 g mąki ziemniaczanej
6 małych łyżeczek soli
250 ml piwa (czyli to co zostało w butelce po zrobieniu zaczynu)
ok 200 ml wody (ilość zależy od mąki - ciasto powinno być dosyc luźne - ale nie lejące)
mak lub mąka do obsypania chleba
maślanka do posmarowania chleba (niekoniecznie)

Mieszamy wszystkie składniki oprócz soli zagniatając ok 15 minut ciasto. Powinno nam wyjść luźne i puszyste ciasto. Dopiero teraz dodajemy sól i zagniatamy jeszcze ciasto przez 2-3 minuty. Wszystko zostawiamy do podwojenia objętości co zajmuje ok 3.5h. 4 h. (było bardzo ciepło więc ciasto rosło szalenie) W czasie wyrastania dwukrotnie składamy ciasto ( to znaczy rozciągamy je na blacie lekko posypanym mąką, i składamy jak list urzędowy na trzy części i potem jeszcze raz na trzy tak, że powstaje paczuszka).
Z części ciasta formujemy pierwszy bochenek (tym razem był podłużny) i zostawiamy do wyrośnięcia maksymalnie na ok 40 minut. Ja używam miski lub koszyka do którego wkładam obsypaną mąką ściereczkę. Sposób w jaki formujemy bochenki jest dobrze przedstawiony tutaj (youtube  ogólnie jest bardzo pomocny w przypadku gdy nie wiemy jak coś zrobić;)).
Drugą część ciasta składam po raz kolejny zostawiając je na ok 1h.
W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 250 stopni C wraz z blachą na której będziemy piekli chleb. Obok szykujemy sobie pędzel i miseczkę z zimna wodą lu maślanką.
Chleb wykładamy na gorącą blachę. Nacinamy wzdłuż żyletką i rozchylając nacięcie posypujemy je makiem. Chleb obficie smarujemy maślanką i wsuwamy do piekarnika.
 Po 10 minutach obniżamy temperaturę do 200 stopni. Pieczemy jeszcze 35 minut. Dobrze jest sprawdzić czy się upiekł stukając w spód chleba. Ma mieć głuchy odgłos. Jeśli nie dopiekamy jeszcze 5 minut.
Wyjmujemy i odkładamy na kratce do wystudzenia. Od razu delikatnie smarujemy wodą. Piekarnik znów nagrzewamy do 250 stopni C.
Drugi bochenek zaczynamy formować w momencie gdy wstawiliśmy pierwszy do piekarnika. Postępujemy tak samo jak z pierwszym. Jeśli chodzi o kształt to uformowałam bochenek okrągły, obficie obsypany mąką i nacięty w kratkę. Piekarnik przed włożeniem chleba spryskałam wodą.





W chlebie nie czuje się piwa. Jest pyszny.

niedziela, 22 maja 2011

Śniadanie



Dziś kolejna propozycja śniadaniowa. Prosta, szybka, pyszna. 
Zapraszam na jedną z naszych ulubionych past śniadaniowych. Dla mnie wspomnienie dzieciństwa. Tam spoiwem było masło - tutaj jest majonez. To jedyna różnica - bo jajka są wciąż z tego samego źródła - czyli od Babci. 
Ciekawa propozycja również na podwieczorek dla dzieciaków. Zwłaszcza, że mogą pomagać w przygotowaniach. Alternatywa dla kupowanych w sklepie past.
Składniki są tylko 3 jesli nie liczymy pieprzu i ewentualnie soli.


Pasta jajeczna ze szczypiorkiem

3 jajka ugotowane na twardo
posiekany szczypiorek
3 łyżeczki majonezu.

Jajka siekamy nożem, lub krajalnicą do jajek. Wrzucamy do miski - dodajemy majonez i szczypiorek i ewentualnie pieprz i sól. Mieszamy wdelcem - rozgniatając ewentualne wieksze kawałki. 
Gotowe. Można przechowywać w lodówce - szczelnie zakryte do 36h. 
Życzę smacznego:)


A na śniadanie były jeszcze bułeczki i dżem truskawkowy od Mamy. Oraz oczywiście kawa z mlekiem. Moje K. robi najlepszą;)








sobota, 21 maja 2011

Testuję drożdżowe Mistrza







Odkąd jestem szczęśliwą posiadaczką książki "Ciasta pikantne i słodkie" autorstwa Michela Roux testuję jego przepisy. Nie byłabym sobą nie próbując ciasta drożdżowego. To mój ulubiony rodzaj ciasta. Gdybym miała wybrać między nim a czekoladą byłby to bardzo trudny wybór. Kiedyś uważałam, że jest dla mnie zbyt skomplikowane. Moim niedoścignionym wzorem była Babcia - i jej placki, babki, strucle, zawijasy. Wszystko co upiekła było pyszne. Ja, odkąd pamiętam, służyłam jako siła robocza i wyrabiałam rękami te ciasta. Pytałam Babci jak się je robi a ona w biegu - miedzy gospodarstwem, obiadem dla całej rodziny i lekcjami w szkole mówiła że po prostu "garść tego, garść tego i wyrabiać na oko". Tylko jak to zapisać, zwłaszcza że czasem po prosu dotykała ciasta omączonym palcem i stwierdzała jeszcze 5 minut i wrzucała łyżkę masła lub "garść" mąki. 
Jedyne na co się samodzielnie odważyłam - było ciasto na pizzę tak około 6 klasy podstawówki. Gdy zamieszkałam we własnym domu, a na drożdżowe do Babci było daleko rozpoczęłam własne eksperymenty. Wiedziałam, że nie osiągnę ideału ale próbowałam się do niego zbliżyć. Od tego czasu upiekłam sporo słodkich i wytrawnych bułeczek, placków z owocami a raz nawet Baby świąteczne gdy moje K. nie mogło tego zrobić. Przetestowałam wiele przepisów z książek, blogów od znajomych. O tym cieście dyskutuję z moim K., mogę tez wreszcie porozmawiać z Babcią. Tworzę własne smaki. Nie zmieniło się tylko jedno - wciąż preferuję wyrabianie ręczne.
To ciasto jest wyjątkowe pod kilkoma względami. Po pierwsze do wyrobienia użyłam miksera stacjonarnego, po drugie do ciasta dodaje się całe jajka ( nie ukrywam że bardzo sceptycznie do tego podeszłam), po trzecie zawiera rozpustną wręcz ilość masła. 
Wyszło całkiem smaczne. Niezbyt słodkie i pomimo gigantycznej ilości masła to dzięki długiemu wyrastaniu w lodówce bardzo lekkie. Nie będzie częstym gościem na naszym stole ( to masło)  - ale na pewno je powtórzę. Na jego zrobienie poświęcamy 2 dni - ale nie jest bardzo pracochłonne.





Maślane ciasto drożdżowe
(wg przepisu Michela Roux)

70 ml letniego mleka
15 g świeżych drożdży
500 g mąki
15 g drobnoziarnistej soli
6 jajek
350 g masła, lekko zmiękczonego
30 g cukru pudru (użyłam drobnego do wypieków)
1 żółtko roztrzepane z łyżką mleka

Przepis za Michelem Roux - z moimi nielicznymi uwagami

Do miseczki wlewamy mleko, dodajemy drożdże i mieszamy do rozpuszczenia. W misce miksera umieszczamy mąkę, sól i jaka, dolewamy mieszankę mleka i drożdży. Mieszamy na niskich obrotach 5 minut, aby składniki dokładnie się połączyły. Na koniec zwiększamy obroty i wyrabiamy ciasto 6-10 minut, aż będzie gładkie, błyszczące i zacznie odstawać od brzegów naczynia. 
Odstawiamy pod ściereczką do wyrośnięcia na 2 godziny- w tym czasie powinno dwukrotnie zwiększyć swoja objętość. 
Uderzamy ciasto kilkakrotnie dłonią ( ja dziurawię palcem), by opadło, przykrywamy szczelnie i wstawiamy do lodówki na kilka godzin - max 24. 
Na drugi dzień formujemy bułkę lub bułeczki z zimnego ciasta i zostawiamy w cieple na 1.5 h do podwojenia objętości. Smarujemy rozmąconym z mlekiem żółtkiem. Pieczemy w 180 stopniach C ok 25-35 minut w zależności od grubości ciasta. 
Ja upiekłam małe bułeczki w formie do mufinków, bułkę w keksówce i mały placek z suszona żurawiną i czekoladą. 
Foremek z uwagi na ilość masła niczym nie smarowałam. Zdaniem Mistrza jest to doskonała baza do wykwintnych kanapek. Ja polecam jako podstawę do słodkich ciast np. z bakaliami.
Smacznego:)



Zamiast rosołku



Uwielbiamy ten makaron! Jeśli w niedzielę jemy obiad u siebie, jeśli nie mamy domowego rosołu to gotujemy  to cudo. 

Zalety: 

  • gotujemy razem, 
  • gotowanie zajmuje mniej niż 30 minut ( ale to ogólna zaleta dań z makaronu),
  • rozgrzewa jak rosół,
  • ma makaron :)
  • jest pyszny
  • jest odświętny (przynajmniej dla nas)






Przepis jest oparty o "Spagettini z krewetkami i chili" z książki Nigelli Lawson "Nigella Gryzie". Zmniejszyłam nieco ilośc chili ale to nie jest konieczne. Danie jest bardzo włoskie w wyrazie dzieki suszonym pomidorom.
Danie jest bardzo proste do przygotowania - jak zawsze w makaronach istotne jest ugotowanie go al dente - Tak przyrządzony powinien być jędrny, lekko twardy i stawiać lekki opór zębom. Ponadto właściwie ugotowany jest lekko strawny a  po jego zjedzeniu dłużej pozostajemy syci.





Makaron z krewetkami i suszonymi pomidorami
(porcja dla 2 osób)


300 g krewetek (używam mrożonych, które tuż przed przyrządzeniem przelewam wrzątkiem i odsączam na sicie - jesli mają ogonki to obrywam)
250 g linguini (możemy zastąpić spagettini lub spagetti)
łyżka oliwy
ząbek czosnku
4 dymki (białe części pokrojone w piórka)
pół posiekanego chili - lub szczypta suszonego
8 sztuk suszonych pomidorów w oliwie (lub idealnie 8 sztuk suszonych pomidorów  zalanych wrzatkiem)
125 ml białego wytrawnego wina
75 ml soku pomidorowego (niekoniecznie)
garść rukoli
łyżka drobno posiekanej natki z pietruszki
sól, pieprz


Gotujemy makaron w dużym garnku w lekko osolonej wodzie. W tym czasie w rondlu, który pomieści całe danie podgrzewamy na średnim ogniu dymki z chili. Po ok 2 minutach dodajemy czosnek i właściwie od razu wrzucamy krewetki. Zwiększamy ogień i po ok 3 minutach wlewamy wino i sok pomidorowy. Gotujemy jeszcze 2 minuty. Odcedzamy makaron zostawiając ok 100 ml wody. Dorzycamy kluski do garnka razem z rukolą i natką. Jeśli wydaje nam się za suche dolewamy wody - mieszamy i wykładamy na talerze. 
Zjadamy ze smakiem popijajac białym winem.




piątek, 20 maja 2011

Chleb z ziemniakami i koperkiem







Ten chleb upiekłam w środę a dziś czyli w piątek jest wciąż świeży. Użyłam do przygotowania młodych ziemniaków i koperku. Wyszedł bardzo smaczny bochenek - o sprężystym miąższu i delikatnym pasującym do wszystkiego smaku.
Skąd taki niespotykany często dodatek czyli koperek?
No cóż - młode ziemniaki jemy z duuuużą ilości koperku - a do chleba użyłam "wczorajszych". Postanowiłam wzmocnić aromat tego typowo polskiego zioła dodając go więcej. Nie dominuje w smaku jest tylko subtelnie wyczuwalny. Polecam.





Chleb na zakwasie z młodymi ziemniaczkami i koperkiem


Zaczyn:
przygotować wieczorem lub min. 10 h wcześniej

50 g gęstego zakwasu żytniego
50 g semoliny - ale można zwiększyć ilość mąki pszennej
150 g mąki pszennej typ 850
200 g maślanki lub jogurtu naturalnego

Moczka:
przygotować równocześnie z zaczynem

50 g płatków orkiszowych zalanych 100 g wrzącej wody

Ciasto:

cały zaczyn
cała moczka
200 g maki orkiszowej typ 700
200 g mąki pszennej typ 850
3 średnie ugotowane młode ziemniaki - roztarte na pure (mogą być z wczorajszego obiadu)
łyżka posiekanego świeżego koperku (niekoniecznie)
3 małe łyżeczki soli
200- 250 g wody - ilość zależy od ziemniaków i gęstości jogurtu.

Mieszamy wszystkie składniki oprócz koperku i soli zagniatając ok 15 minut ciasto. Powinno nam wyjść luźne i puszyste ciasto. Dopiero teraz dodajemy sól i koperek zagniatając jeszcze ciasto przez 2-3 minuty. Wszystko zostawiamy do podwojenia objętości co zajmuje ok 3.5h. W czasie wyrastania dwukrotnie składamy ciasto ( to znaczy rozciągamy je na blacie lekko posypanym mąką, i składamy jak list urzędowy na trzy części i potem jeszcze raz na trzy tak, że powstaje paczuszka).
Dalej już tradycyjnie: formujemy bochenek i zostawiamy do wyrośnięcia maksymalnie na ok 40 minut. Ja używam miski lub koszyka do którego wkładam obsypaną mąką ściereczkę.

W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 250 stopni C wraz z blachą na której będziemy piekli chleb. Obok szykujemy sobie pędzel i miseczkę z zimna wodą.
A teraz szybko. :)
Chleb wykładamy na gorącą blachę. Nacinamy żyletką i wsuwamy do piekarnika. Chleb obficie posmarowałam wodą. Po 10 minutach obniżamy temperaturę do 200 stopni. Pieczemy jeszcze 35 minut. Dobrze jest sprawdzić czy się upiekł stukając w spód chleba. Ma mieć głuchy odgłos. Jeśli nie dopiekamy jeszcze 5 minut.
Wyjmujemy i odkładamy na kratce do wystudzenia. Od razu delikatnie smarujemy wodą.





To zdjęcie trzydniowego chleba. Wciąż pyszny - właściwie coraz lepszy.

czwartek, 19 maja 2011

Nie wygląda - ale jest pyszne:)



Kupiłam kawałek wołowiny z zamiarem przerobienia jej na hamburgery. Aby była bardziej delikatna została zalana litrem maślanki i wstawiona do lodówki. Miała spędzić tam 24h. Niestety deszcz zniszczył nasze plany grillowe. Ale wołowina została. Co jest najprostsze? Oczywiście pieczeń. 
Tajemnica głębokiego smaku tkwi w czasie. Długi czas duszenia na małym ogniu i mamy coś genialnego. O bogatym smaku i niesamowitym aromacie. Polecam:) zwłaszcza z domowymi kluskami.

Nie zniechęcajcie się długim czasem gotowania! Danie jest wyjątkowo proste a przez większość czasu nie musimy nic robić. 

Pieczeń wołowa w sosie pieczarkowo - tymiankowym
(dla 6 -8 osób lub na 3 obiady dla 2)


1,5 kg wołowiny ( w tym wypadku była to pręga wołowa, która 48h spędziła w maślance ale to nie jest konieczne)
łyżka oliwy zwykłej lub neutralnego w smaku oleju do smażenia
0.5 kg pieczarek
3-4 cebule
100 ml czerwonego wina
10 gałązek świeżego tymianku
2 listki laurowe
sól i pieprz
500 ml bulionu ( użyłam wywaru z suszonych warzyw) lub wody

W grubym rondlu, w którym zmieści się pieczeń, rozgrzewamy oliwę i wrzucamy osuszone papierowym ręcznikiem mięso. Obsmażamy je na rumiano z każdej strony.  W tym czasie siekamy cebulę - możemy ja tylko pokroić na ósemki. Dorzucamy do mięsa. Smażymy przez chwilę i gdy też zacznie się rumienić - zalewamy winem i bulionem. To również czas na dodanie soli, pieprzu (najlepiej pokruszonego), związanych w pęczek 8 gałązek tymianku i listków laurowych. Mięso dusimy ok 2 h na bardzo małym ogniu. Po tym czasie dodałam pokrojone  na ćwiartki pieczarki (ale jeśli kupicie mniejsze - mogą być w całości) i dusiłam jeszcze pół godziny. 
Danie możemy podać w sosie, który powstał w czasie pieczenia - ale podkręciłam je poprzez zmiksowanie ok 1\3 pieczarek i cebuli blenderem. Dzięki temu zabiegowi uzyskałam gesty, aksamitny sos - bez konieczności zgęszczania śmietana, masłem itp.. 
Przed podaniem wyrzucamy listki laurowe i pozostałości ziół, dodając do sosu listki otarte z 2 pozostałych gałązek tymianku. Mięso podgrzewamy w sosie.
Kluski z deski
(2 porcje - lub 4 w gulaszu)


300 g mąki pszennej
1 jajko z lodówki
lodowata woda
sól

Mąkę mieszamy z jajkiem i szczyptą soli dolewając tyle zimnej wody aby powstało ciasto geste , lecz dające się wyrabiać widelcem. Ciasto wyrabiamy tak długo aż na jego powierzchni powstaną pęcherzyki powietrza a całość zacznie odchodzić od łyżki ( ok 10 minut). Można użyć od razu ale ja polecam min pół godziny w lodówce.W szerokim garnku gotujemy lekko osoloną wodę. Ciasto wykładamy na zwilżoną wodą deskę i odcinając kawałki wrzucamy je do wody. Powstaną długie nieregularne kluski. Gotujemy je ok 3 minut. 

Smacznego:)

środa, 18 maja 2011

Uwielbiam rabarbar



Króluje na straganach i blogach już od miesiąca. Jest kwaśny wiosenną świeżością nowalijek. Co roku z utęsknieniem czekam na niego. Kiedyś z grządki - obecnie z rynku. Zawsze pyszny. 
Pochłaniamy go tak szybko, że nie zawsze zdążę zrobić zdjęcie.
Była już kruszonka z rabarbarem - czyli crumble. Zrobiona bardzo prosto, czyli posiekany obrany rabarbar zapieczony pod kołderką z migdałów, masła i brązowego cukru. 
Był rabarbarowy sos do lodów - zrobiony znów najprościej jak się da -obrany i  posiekany uduszony z cukrem i odrobiną wanilii. Lody waniliowe polane tym gorącym sosem znikają w okamgnieniu. Zwłaszcza posypane świeżo uprażonymi płatkami migdałów.
Był też kompot. Kwaśny, bo bez cukru.
No i oczywiście ciasto. Też proste. Takie zwyczajne.
Po raz kolejny mój własny przepis - idealny do ciast owocowych. 


Ciasto z rabarbarem
(przepis na blaszkę o wymiarach 23 na 40 cm lub tortownicę o średnicy 30 cm)


100 g bardzo miękkiego masła
300 g maki pszennej
220 g cukru (używam drobnego do wypieków)
4 jajka
otarta skórka z połowy wyszorowanej cytryny lub łyżeczka ekstraktu z wanilii
3 łyżki śmietany 18% - ale może być jogurt grecki
płaska mała łyżeczka proszku do pieczenia
ok 500 g rabarbaru

Kruszonka:(niekoniecznie)
50 g zimnego masła 
50 g cukru
40 g maki
20 g płatków migdałowych


Blaszkę wystarczy wyłożyć papierem do wypieków lub dodatkowo wysmarować masłem i wysypać bułką tartą.  Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni C.
Ciasto możemy zrobić albo w makutrze, albo mikserem. Polecam makutrę i pałkę lub mikser stacjonarny. 
Mikser stacjonarny:
Jajka (żółtka i białka) ubijamy z cukrem do białości. Dodajemy bardzo miękkie masło i ubijamy dalej - musi powstać puszysta jednolita masa. Mąkę przesiewamy razem z proszkiem. Dalsza część pracy już bez miksera. Do maślano- jajecznej masy dodajemy skórkę z cytryny lub wanilię i  wsypujemy mąkę. Dodajemy śmietanę i mieszamy tylko do połączenia składników.
Ciasto wykładamy ma blaszkę z wierzchu posypując obranym i posiekanym na max 2cm kawałki rabarbarem. 
Wkładamy do piekarnika i pieczemy ok 20 minut na złoty kolor lub do momentu gdy patyczek wbity w ciasto pozostanie suchy. W połowie pieczenia możemy posypać kruszonką lub na 5 minut przed końcem samymi płatkami migdałów. 
Smacznego.


niedziela, 15 maja 2011

Po prostu omlet na śniadanie



Mamy w lodówce prawdziwe jajka od prawdziwych kur. Kury te są najbardziej rozpuszczonymi ptakami jakie sobie można wyobrazić. Dba o nie moja Babcia.  Jedzą pszenicę, kukurydzę i gotowane ziemniaki. Grzebią w ziemi wydziobując z niej tłuste robaki, biegają po specjalnie dla nich powiększonym trawniku. Piją zawsze tylko świeżą wodę - wymienianą kilkanaście razy dziennie. znoszą jajka.  Oprócz Babci dba o nie Kogut. Kończą w rosole. 
Wracając do jajek. Zjadamy je  pod różnymi postaciami - również jako omlet.
Ten był z sosem pomidorowym, szynką i szczypiorkiem. Taki recycling lodówkowy.
Usmażyłam go  tym razem zgodnie z przepisem z mojego najnowszego nabytku, czyli książki Michel'a Roux "Jajka". 




Omlet
dla 2 osób


2-3 jajka na osobę (w tym wypadku użyłam 5)
pół łyżeczki klarowanego masła
szczypta soli i pieprzu

Nadzienie

1 średni dojrzały pomidor (tutaj pomidor malinowy)
2 razy po połowie łyżeczki masła
listki otarte z 1 gałązki tymianku
kilka plasterków gotowanej szynki
szczypiorek
sól i pierz

Zaczynamy od nadzienia: czyli dusimy posiekanego pomidora na połowie masła z dodatkiem tymianku, soli i pieprzu. Obok smażymy na małym ogniu szynkę z pozostałym masłem.

Jajka rozbijamy do miseczki, doprawiamy solą i pieprzem, lekko roztrzepujemy widelcem. Rozgrzewamy patelnię o średnicy 20 cm, najlepiej nierzywierajacą. Kiedy jest już gorąca, smarujemy ją małą ilością masła. Wlewamy jajka, (w tym przypadku połowę), smażymy przez  kilka sekund, aż dół omleta lekko się zetnie. Zgarniamy brzegi do środka potrząsając owalnie patelnią, aż omlet będzie taki jak lubimy. Ja lubię lekko złoty na zewnątrz ale wciąż miękki w środku. Posypujemy szczypiorkiem, częściowo zwijamy omlet i przechylając patelnię zsuwamy na ciepły talerz. Nacinamy przez całą długość i w nacięcie wkładamy szynkę, polewamy duszonymi pomidorami i posypujemy szczypiorkiem. To samo robimy z drugim omletem.


Smacznego:)


Kuchenna katastrofa - dosłownie



Zazdroszczę mieszkańcom wielkiej płyty. U nich zdarzenie ze środy jest mało prawdopodobne. Nie spadnie szafka z talerzami i szklankami. Dzięki czemu nie rozwali rusztu na kuchence i nie wgniecie płytek na podłodze. Nie będzie mieszaniny nalewek, miękkich nasączonych alkoholem owoców, szkła ze szklanek, skorup z talerzy i misek. Nie będzie niesamowitego huku spadających szafek, brzęku tłukących się talerzy i szklanek. Armagedon w kuchni trwał mniej niż minutę. Sprzątanie 2 dni. Wynieśliśmy kilka kartonów skorupowo owocowego miszmaszu. Kilka worków ociekających alkoholem śmieci - które jeszcze niedawno były naszymi kuchennymi gażetami. Szkło pomimo zastosowanej "śluzy" było  wszędzie. 







To kilka zdjęć pokazujących niszczącą siłe spadajacej szafki:








Drukuj przepis

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...