Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 grudnia 2014

Karp w piernikowej panierce z sosem wiśniowym




Oto druga z propozycji dla Just Mousse. 
Tym razem typowo wigilijna. Dla mnie to drugie w życiu podejście do karpia. Znów udane. Postawiłam na prostotę i smak. 
Wcześniej użyłabym mrożonych owoców - ale o te musy są wygodniejsze.
Jeśli dokładnie przyjrzycie się składnikom - to zauważycie ze wszystkie- występują i tradycyjnych potrawach wigilijnych - no może w ortodoksyjnej wersji nie było by masła - ale ... :)

Świąteczny szybki deser

Za namową Just Mousse przygotowałam dwie propozycje na nadchodzące święta. Obie proste i szybkie - bo na takie miałam czas.:) 
Just Mousse to o prostu przeciery owocowe z odrobina cukru, skrobi ryżowej i witaminy C. Produkowane są z polskich owoców (nie mówię oczywiście o bananowym:)). Wolne od glutenu i co ważne dla niektórych - wegańskie:). 
A co było dla mnie ważne? Po prostu mi zasmakowały na tegorocznych targach Natura Food. Co więcej produkowane są w pobliskich Pabianicach. Dla mnie bomba:).

wtorek, 16 września 2014

Sernik z palonym masłem i.. kilka słów

Nie było mnie długo i dlatego uważam, że należą Wam się słowa wyjaśnienia.

W moim życiu wydarzyło się kilka rzeczy dobrych ale zmienaijących wszystko.

Po pierwsze przeprowadzka. Super sprawa, piękna okolica i ... cień. Nie umien robić ładnych zdjęć a brak ładnego światłą mi to jeszcze utrudnia. Uważam że zasługujecie na możliwie ładne zdjęcia i nie zawsze jestem zadowolana na tyle by to opublikować.
Po drugie i najważniejsze - zostałam mamą małej cudownej istotki. Mam piękną córeczkę Anię i to jej poświęcam cały swój czas.
Ciąża to temat być może na osobny wpis - ale kuinarnie było trudno - najpierw ciągłe mdłości - potem dieta cukrzycowa.  Efektem było  minus!!! osiem kilogramów po ciąży:).

piątek, 29 marca 2013

Łosoś w cieście na specjalne okazje

Specjalne okazje wymagają secjalnych dań.
Specjalne okazje wypadają czasem w piatek.
Specjalnie dla wspaniałych gości w pewien piątek podałam łososia w dwóch smakach zapiekanego w domowym cieście francuskim.
Danie to oprócz fantastycznego smaku ma też tą zaletę że 30 minut przed podaniem po prostu włożyłam je do piekarnika. Wszystko przygtowane czekało w lodówce.

Pomysł na rybe w cieście nie jest oczywiście ani nowy ani mój.  W tym wypadku ograniczona byłam wieloma wytycznymi  i nie korzystałam z żadnego gotowego przepisu. Gościom zaproponowałam 2 wersje. Obie pyszne.
Zapraszam.

czwartek, 28 marca 2013

Zdrowy koszyczek z ciasta - jeszcze zdążysz:)

Ten rok obfituje w piekne wielkanocne ozdoby. Jajka gotowane w naturalnych barwnikach (i nie jest to tylko cebula i buraki). Piekne ciasta, pasztety świateczne. Wykwintne wielkanocne przekąski. Na zaprzyjaznionych blogach świeta aż kwitną. 
Dla mnie numeren jeden jest coś co po raz pierwszy zobaczyłam niedawno. Zobaczyłam i się zachwyciłam. I co więcej zrobiłam. Koszyczek wielkanocny z ciasta. Idealny by udekorować nim świateczny stół i bardzo bardzo piękny. Co więcej całkiem prosty do zrobienia - odrobina zreczności i ulubione drożdżowe ciasto. U mnie takie którego używam do paluchów: pszenno - gryczano -ziemniaczano- oliwkowe. Lekko wytrawne. Bardzo smaczne. Zapraszam.
Jeśli nie masz mąki gryczanej zastąp ją pszenną.:)
Przepis jest mój - ale inspiracje z wielu blogów - tam królują słodkie wypieki w typie chałki - ale ja uznałam ze chlebowe ciasto z dodatkiem oliwy bardziej mi odpowiada.
Zrobienie takiego koszyczka  - a zwłaszcza jego zaplecenie można zlecić pomocnikom. To całkiem ciekawa zabawa:).

poniedziałek, 18 marca 2013

Wielkanocny tort drożdżowy z bakaliami










Tort o którym słyszałam od dzieciństwa. Robiony tradycyjnie przez Ciocię Irenę na Wielkanoc. Słyszałam.. to za dużo powiedziane. Przewijał się we wspomnieniach mojej Mamy jako doskonałość. Specjalność rodziny krakowskich cukierników. Mama jadała go we wczesnej młodości. Przepis zaginął. Pozostało tylko wspomnienie smaku. Idea jest następująca – warstwy drożdżowego ciasta przełożone bakaliami – marcepanem , orzechami, rodzynkami im więcej warstw tym lepiej. Każda odzielna. Tort bardzo czaso i pracochłonny. Wymagający idealnego ciasta drożdżowego – lekkiego ale zarazem wystarczająco mocnego by utrzymać ciężar bakalii.
Zapraszam na wyjatkowy tort składajacy się z 6 warstw ciasta i 5 przełożeń bakaliowych pieczonych razem.

niedziela, 23 grudnia 2012

Trzy po trzy - czyli mix tatarów na ciasteczkach

W moim życiu ogromne zmiany - i brak internetu w domu:)
Dlatego korzystam dzisiaj z uprzejmości rodziców i to u nich piszę mój post konkursowy. 

Zadanie w konkursie na Kulinarny Blog Roku na bieżący miesiąc to sylwestrowe kreacje ...kulinarne. 
Jeśli kreacja to musi być barwnie, zabawnie trochę szalenie. Kreacja to też zabawa z formą i smakiem.
Długo myślałam i... oto one: kreacje  "tatarskie". Skrojone na miarę - dla każdego coś dobrego. Małe wytrawne ciasteczka w trzech smakach z dopasowanymi do nich "tatarami" również w wersji dla wegetarian.


Trzy po trzy - czyli jak dopasować ciastko do tatara

Ciastka maślane w trzech smakach

500 g mąki pszennej
3 żółtka
250 g masła Lurpak lekko solone
4 łyżeczki cukru pudru

ponadto

- 4 plasterki szynki parmeńskiej i 6 suszonych fig namoczonych w herbacie
- skórka i sok otarte z połowy cytryny
- pół łyżeczki mielonego imbiru + łyżka lodowatej wody.


Tatar łososiowy z szynką parmeńską i figami

15 dkg bardzo świeżego surowego filetu z łososia
3 plasterki szynki parmeńskiej
pół małej czerwonej cebuli
łyżka oliwy Extra Vergine
sok z połowy cytryny
łyżeczka octu balsamicznego
świeżo zmielony pieprz
łyżeczka drobno posiekanego koperku 
do dekoracji:
kilka małych gałązek koperku
4 suszone figi namoczone w herbacie


Tatar łososiowy na orientalna nutę

15 dkg bardzo świeżego surowego filetu z łososia
pół małej czerwonej cebuli lub 2 dymki
łyżeczka świeżego soku z imbiru
łyżka soku z limonki
łyżeczka oleju sezamowego
łyżeczka sosu sojowego
łyżeczka posiekanej kolendry 
do dekoracji:
kilka listków kolendry
kilka plasterków marynowanego młodego imbiru

Tatar z awokado z porzeczkami

1 bardzo dojrzałe awokado
pół małej czerwonej cebuli
sok z połowy limonki
skórka otarta z połowy limonki
szczypta soli do smaku
garść czerwonych porzeczek lub np nasiona granatu
Do dekoracji : 
owoce porzeczki lub granatu


Przygotowania tej przekąski rozpoczęłam od ciasteczek. 
Drobno posiekałam szynkę oraz lekko odsączone  figi. Wycisnęłam sok z cytryny i otarłam skórkę.
Na sam początek zmiękczone wałkiem zimne masło roztarłam z mąką i cukrem  na kruszonkę. Podzieliłam ją na trzy części  i do każdej dodałam po żółtku wraz z dodatkami.
Czyli do pierwszej szynkę i figi, do drugiej skórkę i sok z cytryny a do trzeciej imbir i wodę.
Szybko zagniotłam ciasta i owinięte papierem włożyłam na pół godziny do lodówki.
Ciasto jest bardzo kruche ale daje się je dosyć łatwo rozwałkować. Za pomocą kieliszka wycięłam z każdego ciasta kółeczka i upiekłam w nagrzanym do 200 stopni C piekarniku na jasno złoty kolor (ok 10 minut). Wystudziłam je na kratce i tuż przed podaniem nałożyłam tatara.




Zrobienie tatarów jest proste ale odrobinę pracochłonne. 
Wszystkie składniki typu ryba, szynka, cebula należy bardzo drobno pokroić wręcz posiekać. Zaczynam zawsze od cebuli którą wsypuję do oddzielnych miseczek i zalewam sokiem z cytryny lub octem oraz solę jeśli w przepisie jest sól. Następnie do zakwaszonej cebuli (która puściła sok) dorzucam pozostałe składniki i dokładnie wszystko mieszam. W przypadku szynki najpierw ją smażę na suchej patelni na chrupko, dodaję oliwę i gorącą zalewam łososia z dodatkami.

Tatary powinny być szybko zjedzone - w końcu to surowa ryba!!! - ale są przepyszne. Maślane ciasteczka zaskakują różnorodnością smaku  a wszystkie tartinki wyglądają niezwykle efektownie.
Proponuję poniższe zestawy
:tatar z szynką na ciasteczkch szynkowo - figowych i udekorowane ćwiartkami fig oraz koperkiem
: tatar na orientalną nutę na ciasteczkach imbirowych - udekorowany marynowanym imbirem i świeżą kolendrą
: tatar z awokado na ciasteczkach cytrynowych z klejnotami  porzeczek.

Awangarda Smaku







niedziela, 1 lipca 2012

Kaczka na pożegnanie truskawek

Kilka miesięcy temu pod wpływem impulsu kupiłam słodkie wino truskawkowe. Tak!! Nie przeklikałam się - słodkie.
Nie była to pomyłka, nie było to także aż tak ekscentryczne jak zakup likieru marchewkowego jakieś piętnaście lat temu w San Marino;):)

Od początku wiedziałam że trzeba je wykorzystać do kaczki - taki po prostu był plan. Czekałam na specjalną okazję i oczywiście prawdziwe truskawki. A ponieważ nigdy nie robiłam kaczki inaczej niż na krwisto - dlatego skorzystałam z doświadczenia Joanny z Kólestwa Garów  i tak powstało danie niezwykłe.  Wyrazisty smak kaczki podkreślony słodkawym sosem docenili goście. Warto było :)



Kaczka w sosie truskawkowym
(6-8 porcji)

8 kaczych nóg lub 4 nogi i 4 piersi
łyżka masła
2 łyżki sosu sojowego
kilka listków czerwonej bazylii
sól

Marynata
2 łyżeczki młotkowanego pieprzu z kolendrą
150 ml wina truskawkowego 
młoda czerwona cebula bardzo drobno posiekana
kilka gałązek świeżego oregano

Sos truskawkowy
200 ml wina truskawkowego
500 g bardzo dojrzałych truskawek
łyżka cukru
pół łyżeczki młotkowanego pieprzu z kolendrą
50 ml brandy
łyżeczka zimnego masła
po kilka gałązek tymianku i oregano
sól do smaku

Kaczka jest marynowana - należy więc przynajmniej 2 godziny przed właściwym gotowaniem przygotować marynatę.
Udka kacze pozbawiłam kości i wymieszałam w misce ze składnikami marynaty. Przykryte trzymałam w lodówce kilka godzin.
Następnie każdy kawałek mięsa zwinęłam w kulkę (w środku zostawiając cebulkę) i pospinałam wykałaczkami. Przygotowałam 8 arkuszy papieru do gotowania - na środku każdego ułożyłam mięso, polałam marynatą i uformowałam paczuszki - sakiewki. Mocno zawiązane gotowałam w wodzie 20 minut pod przykryciem w płaskim szerokim rondlu. 
Przestudzone odpakowałam z paczuszek i pozbawione już wykałaczek podsmażyłam na rumiano na maśle - lekko soląc z wierzchu i polewając sosem sojowym.
Zdjęłam z patelni.

Sos:
W rondelku skarmelizowałam cukier i wrzuciłam do niego większość truskawek (najładniejsze zostały do dekoracji). Zalałam resztką marynaty, winem i gotowałam z ziołami związanymi w pęczek ok 30 minut. Doprawiłam jeszcze pieprzem , 
Na patelnię po kaczce wlałam brandy i gdy prawie odparowało dodałam sos (już bez ziół). Zagotowałam  i aby nadać jedwabistości dodałam łyżeczkę bardzo zimnego masła.


Mięso pokroiłam na kawałki, polałam sosem i przybrałam truskawkami oraz  czerwoną bazylią. Jako dodatek podałam mix sałat z truskawkami i miętą wraz z sosem miodowo - kolendrowo - limonkowym oraz młode ziemniaki z ziołami.

A wracając do likieru marchewkowego - nie był taki straszny - jeden z kolegów mojej siostry wypił go z sokiem pomarańczowym:)
Awangarda Smaku
Truskawki 2012

wtorek, 26 czerwca 2012

Smakowite policzki i kluski szparagowe


Policzki???

Owszem! Ja jestem na TAK!
Pierwszy raz miałam przyjemność je jeść w Kraju Basków w ubiegłym roku było to Carrilleras de ternera al Rioja Alavesa y mermelada de ciruela.  Wspaniałe kruche mięso w aromatycznym sosie winnym ze śliwkami. 
Od dawna miałam ochotę zrobić podobne danie ale.. znajdowałam tysiące wymówek. Do działania zmotywowała mnie Joasia z Królestwa Garów. 
Na Zielonym Rynku zakupiłam policzki wołowe  (ale z bardzo młodej sztuki) i po wycięciu tego co mnie interesowało (bo dostałam po prostu głowiznę wołową;)) przygotowałam to wspaniałe danie. 



Policzki wołowe w winie
Na 2 duże porcje


2 policzki wołowe (razem ważyły ok 70 dkg)
300 ml czerwonego wina  - użyłam wina Rioja 
3 młode marchewki
2 szalotki
mały pęczek tymianku
klarowane masło
łyżeczka musztardy rosyjskiej
30 ml brandy
łyżeczka zimnego masła
łyżka neutralnego w smaku oleju (np z orzeszków ziemnych)
sól, pieprz (mielony i w ziarnach)

Mięso zamarynowałam przez 2 dni w winie z dodatkiem jednej  startej marchewki, tymiankiem i rozgniecionym pieprzem.
W rondlu do duszenia rozpuściłam łyżkę klarowanego masła i zrumieniałam na tym 2 marchewki i cebulkę. W tym samym czasie na grubej patelni na oleju zrumieniłam osączone z marynaty  osuszone mięso. Marynatę przecedziłam. Mięso przełożyłam do rondla dołożyłam tymianek. Z patelni zlałam tłuszcz i wlałam na nią odcedzoną marynatę, zagotowałam wszystko zbierając cały smak a na koniec zalałam tym mieso.
Lekko posoliłam i dusiłam całość pod przykryciem w piekarniku nastawionym na 140 stopni C przez 4 h. 
Przed podaniem ostrożnie wyjęłam rozpadające się mięso z sosu. Sos przetarłam przez sito dodałam  brandy, musztardę i zagotowałam całość. Po wyłączeniu gazu tuż przed podaniem do sosu  dodałam łyżeczkę zimnego masła.

Do tego dnia najbardziej pasowały mi kluski. - ale chciałm by były bardziej odświętne. dlatego wymyśliłam kluski z zielonymi szparagami. I to był strzał w dziesiątkę

Kluski z deski z zielonymi szparagami
2 porcje

pół pęczka zielonych szparagów

300 g mąki pszennej
1 jajko z lodówki
lodowata woda
sól
łyżka masła

Umyłam szparagi i odłamałam im zdrewniałe końce. Odcięłam również główki  w ok 1\3 wysokości. Zagotowałam w dużym rondlu zdrewniałe końce szparagów z łyżką masła i szczyptą soli. 
Mąkę wymieszałam z jajkiem i szczyptą soli dolewając tyle zimnej wody aby powstało ciasto geste , lecz dające się wyrabiać widelcem. Ciasto wyrabiałam tak długo aż na jego powierzchni powstały pęcherzyki powietrza a całość zaczęła odchodzić od łyżki ( ok 10 minut). Można użyć od razu ale ja polecam min pół godziny w lodówce. 
W tym czasie w szparagowym wywarze  zblanszowałam główki szparagów. Posiekałam na plasterki pędy szparagowe i również je zblanszowałam.  Posiekane i ostudzone szparagi wymieszałam z ciastem następnie wyłożyłam na zwilżoną wodą deskę i odcinając kawałki wrzuciłam je do wody. Powstaną długie nieregularne kluski. Gotowałam je ok 3 minut.

Wołowinę ułożyłam na kluskach, polałam ją sosem a na wierzchu dekorację stanowiły szparagi i tymianek. Wspaniałe danie na specjalne okazje:)

Awangarda Smaku





wtorek, 27 marca 2012

Nowoczesna tradycja?

 Gotowana w rosole wołowina, podana z chrzanem. Klasyczne, ulubione danie obiadowe. Czas przygotowania poniżej 10 minut z czego najwięcej tracimy na cieniutkie pokrojenie mięsa. Mój pomysł - możliwy do zrealizowania dzięki zamrożonemu bulionowi. Znów bez przepisu. 

Na 1 osobę trzeba liczyć ok 10 dkg świeżej polędwicy wołowej. 
Rozgrzałam bulion wołowy tak że tylko lekko mrugał. Polędwicę pokroiłam w bardzo cienkie plasterki. Wrzuciłam do bulionu - gdzie wołowina naciągała ok 2 minut. W tym czasie na talerzach rozłożyłam rukolę i obrałam kawałek świeżego chrzanu. Mięso po 2 minutach wyłowiłam i rozłożyłam na sałacie delikatnie skrapiając bulionem. Na wierzch starłam chrzan, lekko oprószyłam pieprzem i solą i skropiłam octem balsamicznym. Bulion wypiliśmy z filiżanek. 
Było pysznie i prosto. Maksimum smaku przy minimalnym wysiłku. Polecam.




Awangarda Smaku

piątek, 13 stycznia 2012

Wspomnienia i kokosowe czekoladki




Smak Bounty poznałam ok 20 lat temu na ... spływie Dunajcem. Do dzisiaj pamiętam bystrość prądu rzeki, październikowe słońce, parujące złoto brązowe lasy i migające przed oczyma skały. Wtedy też spróbowałam po raz pierwszy tego słodkiego kokosowego batonika. Był zupełnie inny niż to co było dostępne w naszym małym wiejskim sklepiku.  Na jego pojawienie się w sklepach czkałam kilka lat Przyznam się do dzisiaj jest moim ulubionym batonikiem. 

Z okazji robienia trufelków postanowiłam spróbować zrobić coś na kształt Bounty. Poszukiwania na blogach niestety mnie zawiodły więc przystąpiłam do dzieła sama.

Oto mój przepis - polecam
Pralinki kokosowe w stylu Bounty
(ok 30 szt)



200 g wiórków kokosowych
ok 100 ml zagęszczonego mleka słodzonego
ok 50 ml białego rumu

100 g jasnej lub ciemnej czekolady
20 g masła
20 ml białego rumu

W rondelku zagotowałam mleko i wrzuciłam do niego wiórki kokosowe. Mieszałam wszystko chwilę podgrzewając na małym ogniu. Wystudziłam i do ostudzonej masy dolałam rum. (Przyznam się masa z samym mlekiem była po prostu za słodka i zbyt gęsta. Dodałam rum stopniowo aż osiągnęłam smak i konsystencję bardziej mnie zadowalającą. Jeśli wolicie nie używać rumu możecie użyć niesłodzonego mleka i dosładzać cukrem - ale moim zdaniem rum znacząco podbija smak:)).
Masa powinna być lekko lepka. Wystudzoną, dodatkowo ochłodziłam w lodówce. 
Z masy uformowałam kulki. Nie ukrywam trzeba się przy tym troszeczkę ubrudzić - bo kulki muszą być ścisłe a najłatwiej zrobić to dłońmi. Kulki mocno schłodziłam w lodówce.

Pora na czekoladę. W kąpieli wodnej (czyli w misce ustawionej na garnku z wrzątkiem tak by nie dotykała wody) rozpuściłam czekoladę z masłem i rumem.
Schłodzone kulki rumowe szybko zanurzałam w płynnej czekoladzie i odkładałam na papier do zastygnięcia.
Przechowywać w lodówce do tygodnia (gdyby jakieś Wam zostały w co wątpię).
Nie, nie smakują dokładnie jak Bounty. Tak, są przepyszne.

wtorek, 10 stycznia 2012

Na rozgrzewkę - Imbirowy napój rozgrzewający


Wczoraj podałam przepis na rozgrzewający napój piwny. 
Jednak ma on pewna wadę. Obyczajowość w naszym kraju bardzo się zmieniła i z popularnego dania śniadaniowego ( bo to przepis na staropolską polewkę piwną) stał się wieczornym lekarstwem lub regionalnym napitkiem w górskiej knajpce.
Na śniadanie raczej nie jest już polecany:). 
Na szczęście nie jest to jedyny napój jaki możemy przygotować sobie w domu. Dzisiaj polecam coś co popijam od rana do wieczora. Co więcej czasem pijam go zamiast kawy! O jego właściwościach zdrowotnych krążą legendy. Wiele lat temu poleciła mi go moja przyjaciółka Ania. 
Zapraszam na Imbirową "herbatkę".


To właściwie nie jest przepis . Po prostu ścieram na tarce lub kroję drobno kila centymetrów korzenia imbiru. Gotuję to ok 20 minut w 2 szklankach wody. I tak powstaje baza. 
Przecedzam ją do szklanki - dosładzam miodem i dodaję kilka plasterków pomarańczy lub cytryny lub limonki. Zależy co właściwie mam:). I ........ gotowe.
Czasem zrobię zbyt mocne i wtedy rozcieńczam wodą. Mogę ugotować więcej i podgrzać kiedy mam ochotę:)
Polecam:)




sobota, 7 stycznia 2012

Trufle śmietankowo - rumowe


Kocham czekoladę. Wiem to jest bardzo intymne wyznanie jak na blog kulinarny ale nic na to nie poradzę. Kocham i już. Najbardziej oczywiście gorzką. Minimum 70% kakao. Mleczna mogłaby dla mnie nie istnieć gdyby nie..... no właśnie trufle. 
Smak trufli belgijskich to ... to jest to. Nie umiem go nawet w pełni opisać. Moje ulubione są śmietankowe i kusząco miękkie, aksamitnie czekoladowe, jedwabiste i jednocześnie bardzo bogate w smaku. 
To była próba przybliżenia się do doskonałości. Smak inny ale... wyszły wspaniałe.
Przepis i technika są mojego pomysłu - zależało mi na lekkości stąd pomysł z bitą śmietaną.

Trufle śmietankowo - rumowe 

z aromatem pomarańczy

200 g dobrej jakości mlecznej czekolady
100 ml śmietanki kremówki
1 łyżeczka masła
25 ml białego rumu
skórka otarta z połowy pomarańczy (wyszorowanej)
szczypta soli
kakao do obtoczenia trufli

Na bardzo małym ogniu podgrzewam w kąpieli wodnej połowę śmietanki z solą, (czyli nad garnkiem z gotującą się wodą umieszczam miseczkę tak by nie dotykała wody - ogrzewa ją para). Gdy jest już mocno ciepła dorzucam skórkę z pomarańczy, czekoladę i mieszam do rozpuszczenia czekolady. Wtedy zdejmuję z ognia dodaję masło i studząc mieszam dalej. 
W mikserze ubijam pozostałą śmietankę z rumem. Prawie zimną masę czekoladową chwilę ubijam ze śmietanką. I tutaj bardzo ważne jest by nie ubijać zbyt długo  - tylko tyle by otrzymać puszystą masę a nie sztywny mus. 
Krem chłodziłam (powstrzymując się przed wyjedzeniem całego) 1h w lodówce. 
Na talerzyk przesiałam kakao - dosyć grubą warstwą. 
Mus nakładałam łyżeczką i obtaczałam w kakao. 
Można ok 3-4 dni przechowywać w lodówce.
Smacznego

Ilość zależy od tego ile wyjecie i jak dużej łyżeczki użyjecie. Mi wyszło ok 30 sztuk.

Smacznego.

sobota, 31 grudnia 2011

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku



Moi Drodzy życzę Wam tego nienamacalnego co sprawia, że życie ma smak.
Oby Nowy Rok nie przyniósł Wam rozczarowań... w żadnym aspekcie życia.
Agnieszka:)

czwartek, 29 grudnia 2011

Coś bardziej wykwintnego:)


Dziś bez długiego wstępu. 
Danie które broni się smakiem. Najważniejsze to użycie najlepszych składników.
Troszeczkę pracochłonne ale jednak łatwe. Świetne na Sylwestra jako przystawka na zimno lub na uroczysty Noworoczny obiad. Naprawdę pyszne:)

Roladki wołowe

400 g polędwicy wołowej pokrojonej na cienkie plastry i lekko zbitej
10 wędzonych suszonych śliwek
100 ml śliwowicy łąckiej
3 łyżki sklarowanego masła
5 śliwek węgierek (użyłam mrożonych)
sól
pieprz

Sos śliwkowo - chrzanowy

5 śliwek węgierek (użyłam mrożonych)
1 łyżka bardzo dobrego chrzanu ze słoika
śliwowica z moczenia śliwek suszonych
łyżka świeżego bardzo zimnego masła (gdy podajemy danie na zimno - nie dodajemy go)

Śliwki wędzone moczymy w śliwowicy. (Można to zrobić dużo wcześniej). Plastry wołowiny skrapiamy śliwowicą z jednej strony i pierzymy oraz bardzo ostrożnie solimy. Na jednym z brzegów układamy przecięte na pół śliwki i zwijamy tradycyjne roladki. Okręcamy je nitką. Upewniamy się że są suche i obsmażamy je na mocno rozgrzanym maśle. W środku muszą pozostać lekko różowe (dzięki temu pięknie wyglądają po przekrojeniu). Przykrywamy folią i odstawiamy. Na tym samym maśle obsmażamy lekko popieprzone śliwki węgierki. Ostrożnie je odkładamy.


Sos
Węgierki gotujemy 5 minut w śliwowicy.
Z patelni odlewamy masło i wrzucamy chrzan, chwileczkę podsmażamy i dolewamy płyn z gotowania śliwek. Mieszamy wszystko i miksujemy ze śliwkami. Ewentualnie lekko solimy.
Do przystawki mocno chłodzimy.
W wersji na ciepło tuż przed podaniem mocno podgrzewamy i już bez włączonego gazu mieszamy z masłem . Powstanie baaardzo aksamitny sos.

Smacznego




środa, 28 grudnia 2011

Pachnące święta


Święta Bożego Narodzenia to nie tylko Wigilia. Po nim następują dwa cudowne dni kiedy możemy cieszyć się bliskością miłych nam osób. Niekoniecznie musimy wtedy zjadać resztki Wieczerzy Wigilijnej, czy stać godzinami w kuchni-  polecam aromatyczny, pachnący bardzo świąteczny garnek duszonej wołowiny z pomarańczami.  Zapach jaki roznosi się w domu (bez względ na widok za oknem) mówi nam - Tak to święta!!!. Do tego doskonale pasowały nam kładzione kluski z pietruszką według tego przepisu. Jeśli nie mamy ochoty robić klusek zjadamy gulasz z chlebem. Pyszny.
Przepis jest mojego autorstwa - oparty o klasyczne przepisy na duszona wołowinę.

Użyjmy najlepszego wina - w tej potrawie to ono nadaje smak:)

Wołowina duszona w pomarańczach



1,5 kg wołowiny 

olej arachidowy 
2 łyżki zimnego masła
4 białe cebule pokrojone na ćwiartki
2 marchewki, przecięte wzdłuż w ćwiartki
250 ml dobrego wytrawnego czerwonego wina
3 liście laurowe

świeży tymianek

2 pomarańcze
łyżka dżemu z gorzkich pomarańczy (dziękuję Maryli za ten smak)ok 1l domowego rosołu wołowego 
sól, pieprz
natka pietruszki (osobno łodyżki i listki), otarta skórka z pomarańczy


W garnku do duszenia na łyżce masła duszę na małym ogniu cebulę z marchewkami lekko obsypane pieprzem. W tym samym czasie kroję wołowinę na sporą kostkę ( tak żeby wyszło 3 - 5 na porcję) i osuszone kawałki obsmażam na rumiano na bardzo rozgrzanej patelni z olejem.
Mięso dodaję do garnka, dorzucam listki laurowe, tymianek i łodyżki pietruszki. Z patelni ze smażenia zlewam ewentualny tłuszcz i podgrzewając ją wlewam wino. Gotuję je i skrobię wszystkie pyszności. Całość w garnku zalewam podgrzanym winem  i dodaję skórkę z połowy pomarańczy (wyszorowaną i pozbawioną białej części). Wszystko duszę ok 2 godzin w połowie doprawiając solą. 
Przed podaniem wyjmuję mięso z garnka i zabezpieczam je przed wysuszeniem- a sos przecedzam. Dokładam do niego sok z 1 pomarańczy i dżem z gorzkich pomarańczy - gotuję na ostrym ogniu dla zredukowania. 
Przed podaniem podgrzewam wszystko razem. Podaję z kluskami posypane otartą skórką z pomarańczy i drobniutko posiekaną pietruszką.




Drukuj przepis

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...