Od kilku tygodni mam fazę na bliny.
Jemy je przynajmniej raz w tygodniu. Uwielbiam te placki:).
Pulchne, delikatne, złote, niezbyt tłuste. Te smaki i konsystencja bardzo nam odpowiadają. Świetne na spotkania z rodziną, idealne na wieczorne pogaduchy z przyjaciółmi. Jako kolacja lub smakowita przystawka.
Nie będę udawała - to nie jest moje kulinarne dziedzictwo - jednak to kuchnia bardziej na wschód niż na południe (skąd pochodzę). Cały czas szukam idealnego przepisu - problem jest niestety już przy nazwie. Bliny w zależności na to skąd pochodzą mogą być różne (pszenne, gryczane, ziemniaczane i mieszane), i to tak różne jak ich grubości i dodatki.
Jadłam bliny w Petersburgu - miały tam formę naleśników a dodatków co niemiara (są tam takie bary szybkiej obsługi z blinami i kaszą manną na wiele sposobów bardzo tanie jak na to miasto.) i na Białorusi w Brześciu w wersji ziemniaczanej. Zupełnie różne.
Ostatnio piekę bliny wg przepisu Pani Anieli Rubinstein zamieszczonych w jej książce "Kuchnia Neli" z lekko zmodyfikowanym składem:) na zmianę z blinami gryczanymi.