Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jajka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jajka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 września 2014

Sernik z palonym masłem i.. kilka słów

Nie było mnie długo i dlatego uważam, że należą Wam się słowa wyjaśnienia.

W moim życiu wydarzyło się kilka rzeczy dobrych ale zmienaijących wszystko.

Po pierwsze przeprowadzka. Super sprawa, piękna okolica i ... cień. Nie umien robić ładnych zdjęć a brak ładnego światłą mi to jeszcze utrudnia. Uważam że zasługujecie na możliwie ładne zdjęcia i nie zawsze jestem zadowolana na tyle by to opublikować.
Po drugie i najważniejsze - zostałam mamą małej cudownej istotki. Mam piękną córeczkę Anię i to jej poświęcam cały swój czas.
Ciąża to temat być może na osobny wpis - ale kuinarnie było trudno - najpierw ciągłe mdłości - potem dieta cukrzycowa.  Efektem było  minus!!! osiem kilogramów po ciąży:).

wtorek, 9 kwietnia 2013

Bezy z .....



Chrrrrupiące, 
kruche, 
słodkie, 
lekkie.

 BEZY!!!!

Kawowe, czekoladowe.
Sposób na białka po pieczeniu świątecznych ciast, placków, bab , mazurków:)
Bezy domowe. Ich wykonanie jest proste jeśli pamiętamy proporcje:

1 białko - 60 g cukru  i bardzo starannie ubijemy pianę. W tej robocie niestety nie ma drogi na skróty - ale bez obaw to nie jest trudne:)  szczegółowy opis zamieściłam Tutaj 

Bezy piekę dla mojego K. On je uwielbia i nie mogą być wilgotne czy ciągnące w środku. Muszą być całkowicie suche, bardzo chrupkie. 
Od razu zaznaczam - nie są idealne w wyglądzie bo nie mam cierpliwości do precyzyjnego nakładania piany i zazwyczaj używam łyżki. Ale w tym tez tkwi ich urok..tak się pocieszam:)

poniedziałek, 11 marca 2013

Karmelowe mleczko czyli złocisty flan


Płynne złoto otula słoneczny krem - tak właśnie widzę ten prosty deser. 
To flan - zwany również flanem karmelowym , crème caramel lub po prostu mleczkiem karmelowym. To zapiekany w kąpieli wodnej krem z jajek, cukru i mleka z wanilią. Tylko i aż tyle. Pyszny, prosty i bardzo efektowny.  Dla mnie wspomnienie Hiszpanii,  gdzie właściwie prawie zawsze po obiedzie  decydowałam się na ten przysmak. Można go tam kupić w większości sklepów, ale najlepsze są takie serwowane przez małe rodzinne restauracyjki - samodzielnie przygotowane , czasem krojone nożem z dużej blachy.
Jest to trochę lżejsza, odwrócona wersja crème brûlée - tam mamy zapieczoną chrupiącą skorupkę, tutaj  kusząco aksamitny lejący karmel.
Ten pyszny deser występuje chyba na całym świecie. U nas również: to staropolskie mleczka które uchodziły za "...zdrowe, pożywne, lekko strawne i bardzo delikatne w smaku..."*. I tej wersji się będę trzymać:)

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Związek idealny - jajko i oliwa







W październiku odkryłam duet idealny.
Powiem szczerze - podeszłam do niego nieufnie. Z rezerwą ale i ciekawością. Nie dawałam mu dużych szans. Ja wychowana na wiejskim maśle tylko z nim wdziałam jajko. A tutaj zaskoczenie. Jajko z pyszną, "trawiastą" oliwą o świeżym pikantnym smaku smakuje wspaniale. Jest takie  świeże i lekkie w smaku. Nie łudzę się - oliwa to w końcu tłuszcz ale ten najzdrowszy więc nie mam żadnych oporów. 



Do tego połączenia polecam użycie najlepszej oliwe extra vergine. Jeśli takiej nie masz to nie ma sensu próbować. W tym duecie liczy się jakość - dlatego wybierz najlepsze jajka - ja jestem szcześciarą i mam prawdziwe wiejskie jaja- i najlepsza oliwę. To nie jest wpis sponsorowany i dlatego z czystym sumieniem polecam GranFruttato firmy Monini. 
Po raz pierwszy jajko z oliwą jadłam we Włoszech, w Umbrii gdzie pojechałam na zaproszenie Firmy Monini- relację z tego wyjazdu możesz przeczytać u mnie, u Agaty oraz u Ani. Od tej pory jest to moje ulubione połaczenie śniadaniowe. Zmieniełam również skład mojej  pasty jajecznej. Teraz zamiast mojonezu - dodaję oliwę o sok z cytryny. Smak jest bardziej wyrazisty i prawdziwy.
Jajko z oliwą z powodzeniem może zastąpić  jajka z majonezem. dodatkową zaletą jest to że wiem co jem - a to dla mnie bardzo ważne.

Dzisiejszy wpis nie zawiera przepisu - to po prostu pyszna sugestia
Jajka na twardo lub półtwardo, świeżo zmielony pieprz, szczypta soli i pół łyżeczki oliwy na każdą połówke jajka. Voilà - gotowe.

A pasta jajeczna - to po prostu posiekane 2 jajka, sok z ćwiartki cytryny, łyżka oliwy, pół pęczka posiekanego szczypiorku oraz sól i pieprz. Dokładnie wymieszane. Polecam z pomidorem i pajdą żytniego domowego chleba.

Polecam i to wyjątkowo mocno - czekam równiez na Twoje odczucia po takim śniadanku:)

http://cosdobrego.blogspot.com/2013/01/zwiazek-idealny-jajko-i-oliwa.html



Dania Postne

środa, 16 stycznia 2013

Rogaliki - domowy smak

Wracam po długiej nieobecności. Nie ukrywam bardzo brakowało mi pisania, blogowania- chyba tak bardzo jak codziennego dostępu do internetu:).
Ale nie marudzę - jestem baaaardzo szczęśliwa - wszystko powoli układam na półkach i ciesze się z każdego dnia w nowym miejscu:)
Przez ten czas gotowałam i piekłam nasze ulubione i sprawdzone smakołyki ale też troszeczkę eksperymentowałam.  - o tych działaniach w kolejnych wpisach:)
W mojej kuchni zaszły też drastyczne (dla mnie) zmiany - do wyjaśnienia problemów zdrowotnych całkowicie ze swojej diety wykluczyłam mleko - i uczę się smaku np drożdżówki na wodzie. Smakuje inaczej - uwierzcie mi:)

Na nowy początek - klasyczne pyszne rogaliki. 

czwartek, 31 maja 2012

Szparagi na śniadaie



Bardzo szybki wpis - tak jak szybkie są śniadania.  Znów raczej podpowiedź niż przepis -ale było bardzo, bardzo smacznie.

Sadzone jajo z zielonymi szparagami z patelni

Szparagi zielone
jajko
speck
biała część dymki
chleb na zakwasie
masło
sól, pieprz

Szparagi chwilę grillowałam na rozgrzanej patelni, po ok 4 minutach dodałam speck i z boku dymkę. Gdy speck był już chrupiący wbiłam jajka na dymkę i na małym ogniu pod przykryciem smażyłam do ścięcia białka. 
Chleb na zakwasie upiekłam w tosterze.
Idealne  śniadanie - w 7 minut:)
Najbardziej polubiłam smak szparagów maczanych w półpłynnym żółtku - lekko oprószonym pieprzem. 
Polecam jako odrobinę luksusu w środku tygodnia:) .

Inne moje przepisy ze szparagami:





Szparagi na stół




czwartek, 17 maja 2012

"Koko, koko, omlet spoko"

Odkąd mam mojego kiciusia omlet to śniadanie najmniej problemowe ze wszystkich. Jajka wbijam do miksera, dosypuję cukier a potem mieszam z mąką. Dzisiejsza wersja nie wymaga odwracania, precyzji, jest po prostu idealna na leniwe śniadanie po ciężkim wieczorze;) Robię go prawie z zamkniętymi oczami. Nie można się pomylić.
Moje K. zaparza kawę. Ja bez wysiłku wlewam na patelnię masę i po 5 minutach jedyny problem to czy mamy jeszcze ten pyszny dżem z czernic od Mamy?
Z jakiegoś powodu najlepiej sprawdzają się tutaj lejące dżemy, nasączające lekkie ciasto leśnym aromatem.
Ponieważ to bezproblemowe śniadanie to nie będę się zbytnio rozpisywać;) ale wybaczcie nie mogę się oprzeć "Koko, koko, omlet spoko" :):):):)

Do przygotowania potrzebna jest bardzo duża patelnia (używam żeliwnej) którą można wstawić do piekarnika. Piekłam go też w ceramicznej foremce porządnie wysmarowanej masłem i nagrzanej w piekarniku. Jeśli nie masz dużej patelni użyj 4 jajek lub podziel ciasto. 
Zasada jest stała 1 jajko = 1 łyżeczka cukru =1 łyżeczka mąki,

Bezproblemowy omlet biszkoptowy


(dla 2 osób)

5 - 6 jajek ekologicznych
5- 6 płaskich łyżeczek cukru
5 -6 płaskich łyżeczek mąki
szczypta soli
2 łyżki płatków migdałowych - niekoniecznie
łyżeczka oliwy
łyżeczka masła (lub 2 łyżeczki masła klarowanego wtedy nie używam oliwy)
wymiennie ale niekoniecznie
ekstrakt waniliowy- łyżeczka
otarta skórka z połowy cytryny

Piekarnik nagrzewam do 200 stopni C.
Jajka wbijam do misy miksera stacjonarnego - ale jeśli takiego nie macie to oddzielnie należy ubić białka a dopiero potem dodać żółtka). Ubijam na małych obrotach i dodaję sól i cukier. Zwiększam obroty na maksimum (to budzi zwłaszcza jeśli obok moje K miele kawę) Gdy masa jest już bardzo jasna , prawie sztywna i puszysta  na średnim gazie stawiam patelnię. Do masy dodaję przesiana mąkę oraz aromat (lub nie jeśli za bardzo jeszcze śpię). Mieszam wszystko ostrożnie ale zdecydowanie największą łyżką jaka mam.  Na patelnię wlewam oliwę i dorzucam masło. Gdy się prawie roztopi kręcę patelnią by całkiem pokryć dno i boki tłuszczem - wrzucam łyżkę migdałów wlewam ciasto i posypuje z wierzchu pozostałymi płatkami. Patelnię wkładam do piekarnika. Po ok 5 minutach omlet jest gotowy. Przypomina biszkopt ale jest bardziej jajeczny (mniej mąki) i jedwabisty w smaku. 
Kroję go jak ciasto na patelni - bo dzięki temu nie stygnie:)
Polewam dżemem i zjadamy:)

Smacznego


Inne moje omlety:


 

środa, 18 kwietnia 2012

Tarta cytrynowa



Do tego ciasta zbierałam się długo. Nie wiem dlaczego uważałam je za trudne i skomplikowane. Owszem wymaga odrobinę pracy ale daje się "ogarnąć". Zrobiłam je na urodziny mojego K. - oczywiście zniknęło. 
Polecam szczególnie na wiosnę - jeszcze nie ma świeżych owoców ale ma się ochotę na coś orzeźwiającego i lekkiego w smaku - bo w kalorie oczywiście jest bogata.
Ciasto warto przygotować dzień przed podaniem.

Tarta cytynowa 
Wg przepisu Michela Roux'a z książki "Ciasta pikantne i słodkie"


300 g ciasta kruchego z całymi jajkami wg tego przepisu .
1 żółtko roztrzepane z łyżką mleka
5 cytryn - wyszorowanych - moje były duże - następnym razem użyję 4
9 jajek
375 g drobnego cukru
300 ml śmietany kremówki. lekko ubitej
30 g cukru pudru do posypania - użyłam brązowego

Rozwałkowałam ciasto na grubość 3 mm i wylepić nim tortownicę  z ruchomym dnem o średnicy 20 cm i wysokości 3.5 cm. Wstawiłam do lodówki na ok 30 minut. (ja użyłam formy do tart - o średnicy 24 cm ale o wiele płytszej- zostało mi trochę kremu który zapiekłam oddzielnie).

Piekarnik nagrzałam do 180 stopni C. Ciasto nakłułam widelcem i piekłam obciążone fasolą 20 minut. Po tym czasie usunęłam fasolę i papier i piekłam kolejne 15 minut. Lekko przestudzone posmarowałam żółtkiem rozmąconym z mlekiem i zapiekłam w 170 stopniach C 5 minut.

Równolegle robiłam krem: Na drobnej tarce starłam skórkę z cytryn (trzeba to robić dokładnie - ocierając tylko żółtą część) a następnie wycisnęłam z nich sok (trzeba go przecedzić przez sitko!). W misce połączyć trzepaczką jajka z cukrem a następnie  dodać śmietankę  oraz skórkę i sok z cytryny.  Przykryte wstawić do lodówki na ok 30 minut.

Piekarnik nagrzałam do 150 stopni C. Lekko ubity krem cytrynowy wlałam do przygotowanej formy z ciasta ( trzeba uważać żeby nie wylewało się) i piekłam ok godziny i 20 minut. Lekko ostudzone ciasto pozbawiłam tortownicy i wystudziłam na kratce. 

Tuż przed podaniem posypałam  powierzchnię brązowym cukrem i skarmelizowałam palnikiem.  


A dodatkowo pochwalę cytrynę - chlubę mojej Babci. Kupiła ją wiele lat temu. Czasem owocowała zazwyczaj pięknie pachniała kwitnąc. Od kilku lat owocuje regularnie. Obdarzając Nas ogromnymi owocami o zniewalającym smaku.




niedziela, 15 kwietnia 2012

Cenię prostotę



Dzisiejsze danie to kwintesencja tego co cenię w kuchni. Prostota gdzie każdy składnik jest po to by podkreślić smak pozostałych. Kompozycja idealna. Nie ma nic zbędnego  a całość smakuje niezwykle smacznie.
Zrobiłam na niedzielne śniadanie. Lekki smak zachwycił nas oboje.
Gdy chcecie się rozpieścić, gdy macie ochotę na coś więcej  skorzystajcie z tego przepisu.


To też moja propozycja w kulinarnym konkursie na blog roku. Jeśli podoba Wam się ten przepis proszę o głos tutaj.


Łososiowe gołąbki z jajecznicą
(dla 2 osób)

3 jajka (najlepsze jakie uda się nam dostać - ja użyłam od Babci)
4 duże plastry wędzonego łososia
łyżka śmietany 18%
szczypta soli,
szczypta pieprzu
łyżeczka dobrego masła- użyłam Lurpak Klasycznego
łyżeczka koperku drobno posiekanego
kilka gałązek świeżego koperku do dekoracji
cząstki cytrynki




Plastry łososia przycięłam w równe kwadraty. Skrawki łososia drobno posiekałam. Na patelni rozpuściłam na małym ogniu masło. Jajka lekko rozbełtałam i wlałam na patelnię gdzie smazyłam je na małym ogniu ok 2 minut lekko mieszając łopatką. Gdy jajecznica była prawie gotowa dodałam skrawki łososia, posiekany koperek, śmietanę oraz sól i pieprz. Wszystko dokładnie wymieszałam i nałożyłam na plastry łososia. Uformowałam gołąbki. Każdego nacięłam wsuwając w nacięcie małą gałązkę koperku.
Przed zjedzeniem skropiliśmy je cytryną. Były idealne. A dodatkowo wyglądały naprawdę  uroczo. Te przenikające się pastele...;)


Ja po raz kolejny skorzystałam z przepisu Michela Roux'a tym razem zamieszczonego w książce "Jajka".

piątek, 13 kwietnia 2012

Zamiast mazurka

Nie piekę ciast światecznych. Pasożytuję;). Po prostu albo zjadam to co przygotowała moja siostra albo Mama i oczywiście zjadam Babkę mojego K.
Obecnie mam bzika na orzechy w karmelu. Powstało coś w rodzaju mazurka. Coś słodko - słonego, orzechowego dla złagodzenia wyrzutów sumienia na spodzie orkiszowym. Zjedzone - i pochwalone. 
Do tego ciasta zainspirowała mnie Liska.

Słodko - słone karmelowe orzechowe ciastka na orkiszowym spodzie 

Spód:
90 g miękkiego masła użyłam Lurpak Klasyczne
60 g drobnego cukru - użyłam brązowego
1 żółtko
150 g mąki orkiszowej 

Wierzch:
60 g masła lekko solonego Lurpak
50g drobnego cukru
3 łyżki miodu
migdały w płatkach, orzechy laskowe, orzechy włoskie, całe migdały
dodatkowo dla ciekawych  łyżeczka drobno posiekanego świeżego rozmarynu, pół łyżeczki soli morskiej i pół łyżeczki pieprzu pieprzu cayenne 

Forma do pieczenia o wymiarach: 20x30 cm

Piekarnik nagrzałam do 180 st C.
Zmiksowałam masło z cukrem, dodałam żółtko i mąkę. Przełożyłam na blat i rozwałkować na prostokąt o wymiarach 20x30 cm.
Formę wyłożyłam papierem do pieczenia i przełożyłam na nią ciasto.

W stalowym rondelku rozgrzałam masło z cukrem i miodem. Kiedy zaczęło się karmelizować (po ok. 5 minutach), dodałam orzechy, pieprz i sól. Zamieszałam, zdjęłam z ognia i wylałam masę na ciasto. Posypałam rozmarynem i wygładziłam nożem, wstawiłam do piekarnika na 10-15 minut. Brzegi ciasta powinny być rumiane.
Wyjęłam z piekarnika i jeszcze ciepłe pokroiłam  na kwadraty. Ostudziłam na kratce.
Kwadraty początkowo są miękkie, kiedy ostygną - twardnieją i stają się chrupiące.
Liska swoje polecała do kawy. Moja wersja najlepiej smakowała z herbatą

Kwiecień plecień: przeplatamy smaki

wtorek, 3 kwietnia 2012

Bo lubimy kawę


Kilka dni temu upiekłam tartę cytrynową. Wspaniała ! Ale moje K. stwierdził, że zbyt kwaśna. On woli delikatniejsze smaki. Uruchomiłam wyobraźnię i zaczęłam wyliczać czym można zastąpić cytrynę. Na dźwięk słowa kawa - rozbłysły oczy mojego K. i stwierdził. Tak, tak, kawowa. Nie mogłam odmówić tej prośbie. Wczoraj na urodzinowy deser zrobiłam specjalnie tylko dla Niego kawowe creme brulee. 
Przepis wymyśliłam sama - proporcje były na oko. Wyszło pysznie:). Tego typu deser uwielbiamy jeść z możliwie szerokich naczyń z bardzo ważnego powodu. Po prostu mamy więcej pysznej cukrowej przypalonej skorupki do schrupania:).

Kawowe creme brulee


(2 porcje dla łasuchów lub 4 normalne)


3 jajka
100 ml śmietany kremówki *
100 ml świeżo zaparzonej kawy espresso*
5 łyżek cukru
łyżka ekstraktu z wanilii (lub np ulubiony alkohol pasujący do kawy)
1 łyżka brązowego cukru - na skorupkę

Rozgrzałam piekarnik do 150 stopni C wraz z blachą wypełnioną na wysokość ok 1 cm wodą.
Ubiłam śmietankę z cukrem, dodałam do tego jajka i gdy krem był wymieszany wanilię i całość zalałam gorącą kawą. Chwilę pomieszałam na małych obrotach i przelałam do naczyń do zapiekania. Wstawiłam naczynia na blachę z wodą. W piekarniku krem spędził ok 40 minut.
Tuż przed podaniem posypałam wierzch deseru cukrem i przypaliłam go palnikiem. Po chwili przebijaliśmy pękającą z delikatnym chrzęstem skorupkę. Było pysznie:)

*Jeśli nie parzycie w domu espresso a używacie kawy rozpuszczalnej - to możecie użyć 200 ml śmietanki i 3 łyżeczek kawy rozpuszczonych w odrobinie wody. Ale ja wolę smak prawdziwej kawy:)



poniedziałek, 20 lutego 2012

Pomysł na ostatki - bliny






Ostatki - koniec karnawału i rozpoczęcie Wielkiego Postu. Tradycyjnie był on witany śledzikiem o północy w nocy z wtorku na środę. 
Bliny z dodatkiem śledziowym to takie połączenie - smażone placki  symbolizują Zapusty a śledzie to post. Nie zmienia to faktu że danie jest pyszne. Owszem wymaga pracy - ale smak wynagradza trud. Przepis na bliny zaczerpnęłam z bloga Liski. Nie wprowadzałam modyfikacji - bo bardzo nam zasmakowały. Śledzie moje K. przywozi od Mamy, do tego gęsta kwaśna śmietana i mamy ucztę.
Niestety nie mam patelni z zagłębieniami więc moje placki nie wyglądały tak ładnie. I zgadzam się z Liską - zimna wódka to idealny dodatek.



Bliny


ok. 25 sztuk o średnicy 10 cm
Dla 2 osób aż nadto będzie połowa porcji.

Zaczyn:
15 g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
120 ml letniej wody

Ciasto:
4 jajka
350 ml letniego mleka
80 g masła, stopionego i ostudzonego
220 g mąki pszennej
80 g mąki gryczanej
1/2 łyżeczki soli
do smażenia: masło lub olej roślinny

Zaczyn:
Wszystkie składniki wymieszałam w misce i odstawiłam na 20 minut, by "ruszyły".
Ciasto:
Białka oddzieliłam od żółtek i ubiłam je na sztywną pianę. Odstawiłam. W mikserze stacjonarnym ubiłam żółtka z masłem i mlekiem oraz makami i solą na gładkie ciasto. Dodałam pianę z białek i dużą łyżką dokładnie wmieszałam ją w ciasto . Jak zwykle zrobiłam to w dwóch etapach. Odstawiłam na 2h.  Ciasto bardzo zwiększyło objętość i  stało się rzadkie

Na patelni rozgrzałam masło klarowane (olej roślinny ) i wlewałam  po 1 bardzo dużej łyżce ciasta, formując placuszki. Smażyłam ok. 2 minut z każdej strony. Usmażone przełożyłam z radą Liski do nagrzanego żeliwnego garnka - to zapobiegło wystygnięciu przed końcem smażenia.
Gotowe bliny podałam z kwaśną śmietaną, śledziami i żurawiną.
Jedliśmy je też na słodko z dżemem aroniowym. 



Smacznego!

wtorek, 31 stycznia 2012

Przypalamy!!!





Są przedmioty będące obiektem pożądania.
Dla mnie takim był palnik kuchenny.  Marzyłam o nim od kilku lat aż do teraz:).
Dziękuję :)


A co z nim zrobić? Oczywiście oczywistą oczywistość:)
Jakie to szczęście że miałam jajka!
Nie szukałam przepisu, byłam zbyt niecierpliwa. Po prostu otwarłam książkę Nigelli i już gotowałam śmietanę i ubijałam kogel - mogel. Zlew z zimną wodą czekał - ale przydał się tylko do ekspresowego schłodzenia kremu.
Nie była to wersja ortodoksyjna. Nie zapiekałam kremu w niskiej temperaturze, nie chłodziłam kilku godzin w lodówce ale wiecie co?
Był przepyszny! Delikatny, kremowy, waniliowy.
I ta skorupka. Uwielbiam postukać w nią łyżeczką przed złamaniem.

Wybaczcie ekscytację - ale dla mnie to jeden z ulubionych deserów. Robiłam go już wielokrotnie, zdarzało mi się "przypalać" cukier opalarką do okien - taka despaeracja - niestety podmuch gorącego powietrza rozdmuchiwał cukier po całym blacie. Najczęściej zapiekałam krem tuż przed podaniem pod grilem w piekarniku. W tej wersji najlepiej włożyć miskę (lub miseczki) do brytfanki z zimną wodą - krem pozostanie zimny a wierzch się zapiecze:).



Crème brûlée


600 ml śmietany kremówki - użyłam 36%
1 laska wanilii
8 żółtek (koniecznie z jajek klasy "0 " - ja miałam prawdziwe jajka ze wsi)
3 łyżki cukru
6 łyżek brązowego cukru do posypania - można użyć białego


Do wyboru: naczynie do zapiekania o szerokości 20 cm lub 4 płytkie miseczki o średnicy   ok 10 cm mocno schładzam - latem w zamrażalniku zimą można na parapecie;).
Zlew wypełniam do połowy zimną wodą.
Śmietanę z rozciętą laską wanilii gotuję w rondlu z grubym dnem ( używam takiego 2 litrowego) na bardzo małym ogniu.
W tym czasie ubijam żółtka z 3 łyżkami cukru na biały kogel-mogel. Używam do tego miksera stacjonarnego. Gotującą śmietaną zalewam żółtka nie przestając miksować!. Po chwili wszystko przelewam do rondla i gotuję na średnim ogniu cały czas mieszając. Moim zdaniem do mieszania najlepiej nadaje się mała mątewka- zwana też trzepaczką okrągłą.
Gotowanie trwa do czasu zgęstnienia czyli ok 10 minut. Cały czas kontrolujemy sytuacje w rondlu  i mieszamy! Gdyby krem wyglądał że ma się zwarzyć od razu wkładamy garnek do zlewu i bardzo energicznie mieszamy. 
Z kremu wyjmujemy laskę wanilii, - można teraz też wyskrobać ziarenka i wmieszać je do masy - i wlewamy go do przygotowanych naczyń. (Ja się spieszyłam więc schłodziłam krem w zlewie z zimną wodą i już prawie zimny przełożyłam do miseczek.)
Chłodzimy w lodówce a przed podaniem posypujemy brązowym cukrem i karmelizujemy powierzchnię. 
Klasycznie powinnam teraz jeszcze raz go schłodzić - ale pokusa była zbyt silna. :)

Ps. Tak używanie palnika sprawia dziką satysfakcję.





wtorek, 24 stycznia 2012

Pączki Pali




Jak styczeń to paczki. Bez dwóch zdań! Kojarzą mi się z Karnawałem, imieninami, Dniem Babci. 
Ciekawe kto z Was odważyłby się w swojej kuchni upiec 400 pączków?
Moja Mama zrobiła to i ... nie był to jeden raz. Co więcej nie szła na skróty. Wszystkie musiały być idealne, przygotowane z jednakową pieczołowitością i staraniem. 
Nie, nie jedliśmy ich w domu :). Te paczki były na zabawę karnawałową organizowaną przez Komitet Rodzicielski.  
Zysk zasilał szkolne konto dzięki czemu mogliśmy jechać na wycieczki szkolne. Ciekawe które Mamy teraz spędziłyby cały dzień w kuchni przy gorących garach (wszak pączki to było tylko jedno z dań) a później noc sprzedając te rarytasy do rana? ...
Pączki to też moje imieniny. I znów Mama w kuchni spędzała pół dnia a ja z kolegami z klasy pochłaniamy pączki. Rekord?  Nie pamiętam już do kogo należał - ale było to 23 paczki!!! W czasie jednego podwieczorku! Wcześniej i później były sanki więc otyłość nam nie groziła;)
Były też spontaniczne pieczenia pączków ze znajomymi. Tak 80 sztuk. W sam raz na wieczór:)

Teraz pączki piecze moja Siostra. Używa tego samego przepisu co moja Mama. 
Ale najpierw kilka uwag!

1) W kuchni musi być bardzo ciepło. Żadnych przeciągów, uchylonych okien itd.
2) Wszystkie składniku muszą mieć temperaturę pokojową ale mąkę podgrzewamy kilka godzin na kaloryferze!
3) Przepis jest na 1kg mąki. Nie wiem jakie paczki wyjdą jeśli zmniejszymy ilość składników. Zwiększać można dowolnie przy zachowaniu proporcji.
4) Deseczki lub stolnice na których układamy pączki przed smażeniem muszą być czyste, suche, ciepłe (ogrzewamy je przy kaloryferach) i lekko dosłownie tylko oprószamy mąką. zbyt dużo mąki na pączkach spowoduje palenie się tłuszczu!
5) Ściereczki muszą być suche i ogrzane.
6) Tłuszczu powinno być sporo ok 4 litrów ( tym razem była to mieszanka oleju rzepakowego i smalcu (2:1). Wykorzystujemy szeroki głęboki garnek z pokrywką lub frytkownicę. Pączki muszą swobodnie pływać a dzięki tej ilości tłuszczu nie ostygnie on i paczki nie wchłoną zbyt dużo oleju. Zapobiega to też przypaleniu.
7) Warto przygotować kilka pokrojonych ziemniaków - gdyby tłuszcz był zbyt gorący wrzucamy je do garnka. - a poza tym można przy okazji upiec frytki;).
8) Musimy tez sobie przygotować talerze wyłożone ręcznikami kuchennymi, łyżkę cedzakową do łowienia pączków.
9) Całość procesu to ok 4- 5 h.
10) Wykorzystujemy najlepsze składniki aby nie popsuć efektów naszej ciężkiej pracy i nie idziemy na skróty.

Do dzieła
Pączki Mojej Siostry - idealne

1 kg mąki pszennej  tortowej + ok 10 dkg (ciepłej , przesianej)
10 żółtek + 1 jajko
10 dkg drożdży
0,5 l mleka (letniego)
otarta skórka z 2 wyszorowanych cytryn + sok z połowy cytryny
10 dkg drobnego cukru
50 ml spirytusu
szczypta soli
10 dkg roztopionego i ostudzonego masła

Nadzienie:
Najlepsze: pół słoika konfitury różanej i 2 łyżki powideł śliwkowych ale możecie użyć innych dowolnych dobrych powideł kub odsączonych konfitur . - Lekko ciepłe!
Do wyboru cukier puder lub lukier:)


Zaczyn:

Letnie mleko mieszamy z łyżką cukru, łyżką mąki i drożdżami. Dokładnie rozrabiamy i zostawiamy na 20 minut. 

Ciasto:

 Żółtka i jajko ubijamy do białości z cukrem i skórką cytrynową i solą. Mąkę 1 kg przesiewamy do dużej miski lub garnka. Dodajemy do mąki żółtka i zaczyn. Wyrabiamy ok 30 minut. Robimy to dokładnie. Gdy dysponujemy siłą roboczą można jej to zlecić - pilnując by się nie obijała. Ciasto musi odchodzić od ręki- jeśli się lepi można dosypywać pozostałą mąkę. Na koniec dodajemy spirytus  i wciąż płynne masło i wyrabiamy jeszcze ok 5 minut. 
Zostawiamy ciasto w ciepłym miejscu do potrojenia! objętości - ok 2 h.

Formowanie pączków:

Musimy sobie przygotować: Stolnicę, wałek, odrobinę mąki, szklankę a najlepiej 2 różniące się wielkością. Coś czym precyzyjnie nałożymy nadzienie.  Deseczki na pączki i ściereczki do przykrycia.

Na stolnicę wykładamy ok 1\5 ciasta (resztę nadal trzymamy przykryte w cieple). Delikatnie odgazowujemy i formujemy placek.  Wałkujemy go do grubości ok 1 cm


 i większą szklanką której boki omączyliśmy wykrawamy kółka ciasta.


Na połowę z nich nakładamy nadzienie. Dokładnie na środek - mniej więcej wielkości czereśni.
Przykrywamy drugim plackiem. Dociskamy palcami wokoło i wycinamy szklanką pączek.






Odkładamy go na deseczkę pod przykrycie. 
Okrawki ciasta wrzucamy na bieżąco do miski z ciastem.
W ten sam sposób postępujemy z resztą ciasta. Ostatnie 2 tury wykrawając mniejszą szklanką.
Pączki powinny znacząco urosnąć, stać się lekkie.Zajmuje to ok 40 minut.
W tym czasie nagrzewamy tłuszcz.

Smażenie:
Sprawdzamy kawałkiem ciasta jeśli nie tonie i zaczyna się rumienić ale niezbyt szybko tłuszcz jest gotowy. Nie wiem jaka to będzie temperatura;).
Do garnka wrzucamy paczki. Bardzo ważne jest by robić to delikatnie i ta część która w czasie rośnięcia była górą była włożona pierwsza do tłuszczu ( pozwoli to tej "dolnej" części ładnie wyrosnąć). Pączki muszą swobodnie pływać więc nie może ich być zbyt dużo ponieważ urosną. Przykrywamy pokrywką i smazymy pod przykryciem 4 minuty. Odkrywamy garnek i patyczkiem odwracamy paczki. Podziwiamy obrączkę i smażymy jeszcze 3 minuty.
 Wyjmujemy i odsączamy na papierowych ręcznikach. Jeszcze ciepłe lukrujemy lub posypujemy cukrem pudrem . Powinniśmy powstrzymać się minimum 5 minut przed zjedzeniem żeby się nie poparzyć.


Smacznego:)












Drukuj przepis

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...