Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziemniaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziemniaki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 września 2012

Babka ziemniaczana z grzybami

Jesienne mgły snujące się po kartofliskach, poranna rosa zebrana z traw przez różowe gumowce i ciepły sweter na grzbiecie. 
Tak kojarzy mi się jesień i grzybobranie z dzieciństwa.
Z jesienią kojarzy mi się również połączenie ziemniaków i grzybów. Tutaj ten klasyczny mariaż w tardycyjnej babce ziemniaczanej. 
Przepis i połączenie na lekko francuską nutę wymyśliłam sama:) Zapraszam i baaaardzo polecam.
Właściwie składniki są bardzo podobne do tych w gołąbkach ziemniaczanych - ale całość smakuje zupełnie inaczej:)
Znów danie proste i w zasadzie dostępne dla każdego - w przypadku babki polecam długie pieczenie w stosunkowo niskiej temperaturze - osiągniemy wtedy o wiele bogatszy smak:)

poniedziałek, 24 września 2012

Gołąbki ziemniaczane- to jest pyszne




Zabawa z polską, chłopską tradycją, z formą i smakiem. Gołąbki ziemniaczane to coś o czym czytałam dawno temu we wspaniałej książce "W staropolskiej Kuchni". Nie powiem zaintrygowały mnie - ale nie miałam jakoś okazji ich zrobić - aż do dzisiaj:).
Z książki wzięłam tylko pomysł - reszta to moje wyobrażenie smaku - zresztą całkiem udane;).
Gołąbki są w wersji jarskiej - dla Ani - i ta forma znakomicie sprawdzi się w dni postne. Wersji mięsnej domagali się panowie i zapewne kiedyś ją dostaną ( ale ta im też bardzo smakowała).
Danie tanie, właściwie proste i  ze składników ogólnie dostępnych - dowód na to ze w kuchni liczy się pomysł.Tradycyjnie dodawany w takich daniach smalec zastąpiłam masłem - bo bardziej pasuje do grzybów a kapustę białą - kapustą włoską z uwagi na jej urodę oraz delikatny smak. 
Bardzo aromatyczne i wspaniałe na jesienną porę. Idealne na biesiadowanie z bliskimi przyjaciółmi. Znów danie z serii : Nie wygląda ale smakuje:)



Moja propozycja w bieżącym zadaniu w Wyborach kulinarnego bloga roku. Jeśli ci się podoba to tutaj możesz oddać głos 

niedziela, 22 kwietnia 2012

Moje ulubione kluski

Oto kluski dla których jestem gotowa obierać ziemniaki i trzeć je ręcznie. Znów prezentuję Wam wspomnienie mojego dzieciństwa. Kluski są twardawe, bardzo konkretne w konsystencji i smaku. Moim zdaniem wystarczy do niech tylko surówka i oczywiście przyrumieniona "omasta". 
W mojej rodzinie mówi się na nie "kotne kluski", w Zakopanem  "tarcioki" a tu gdzie mieszkam "żelazne kluski". Chodzi oczywiście o kluski z tartych surowych ziemniaków.
Ich produkcja ma dwie pułapki:  
- odpowiednie ziemniaki - ja się poddaję przy zakupie i przywożę z Paleśnicy (nie umiem wybrać na rynku takich żeby kluski się nie "rozlazły" w gotowaniu - jeśli ktoś mi może doradzić w sprawie rodzaju ziemniaków to ja chętnie posłucham lub poczytam) Swoją droga to ciekawe w kraju ziemniaka że nie ma żadnej kultury jego sprzedaży.
- mocne odciśnięcie startych ziemniaków (jeśli ktoś korzysta z sokowirówki ma sprawę załatwioną)

Kotne kluski 

1,5 kg ziemniaków
1 łyżka maki ziemniaczanej + trochę do podsypania
1- 2 łyżki maki pszennej
sól
2 jajka

omasta do wyboru:)
- słoninka na skwarki (użyłam wędzonej w ziołach) + ewentualnie sporo listków  świeżej szałwii 
- wędzony boczek na skwarki 
- olej z cebulką (masło raczej nie pasuje)
sporo pieprzu do posypania

Obrane ziemniaki starłam na drobnej tarce (lub w melakserze lub najlepiej w sokowirówce). Partiami odcisnęłam przez gazę lub ściereczkę sok aż masa ziemniaczana będzie bardzo sucha. Soku nie wylałam tylko zostawiłam w misce na ok 10 minut.
Zagotowałam wodę w szerokim płaskim rondlu.
Do suchej masy ziemniaczanej dodałam mąki, jajka i sól. Sok ostrożnie odlałam skrobię  z dna miski dodałam do masy ziemniaczanej. Wszystko wymieszałam i formowałam kluski w postaci wałeczków ok 4cm  na 2 cm. Każda kluskę otoczyłam w mące ziemniaczanej.
(Warto pierwszą kluskę wrzucić do wrzątku i patrzyć czy się nie rozpada-  jeśli zamiast kluski w garnku mamy rozpadające się coś  to można dodać więcej mąki do masy ).
Kluski gotowałam w lekko osolonej wodzie aż ponownie zatonęły. 
Polałam je stopioną słoninką z szałwią. 
Było pysznie i prawie jak w domu. ale klusek mojej Babci nie pobiły.

Świetnym dodatkiem było też kwaśne mleko.



poniedziałek, 26 września 2011

Makaron z ziemniakami? ..... TAK


Sądzę że większość z Was zna gotowe pesto genovese. Zielona, aromatyczna pasta w słoiczku - dopełnienie wielu bardziej lub mniej udanych dań. Pesto z makaronem to klasyka i szybkość w jednym. Ratuje na wyjazdach czasem w domu:). Jednak o wiele bardziej lubię zrobić pesto samodzielnie - proste, szybkie i ten smak... mniam. Po szczegóły zapraszam do Marty i naprawdę polecam. 
Pesto alla Genovese to klasyka - ale .. no właśnie - moje K. nie jada sera, ja też nie zawsze mogę, cena pinoli potrafi odstraszyć. Robię więc czasem pesto mało klasyczne - jest w nim bazylia!, czosnek, oliwa i pestki słonecznika. Zdrowe i pyszne.

Ale miało być o ziemniakach i makaronie. 
To zestawienie widziałam w wielu włoskich książkach kucharskich. Czytałam o nim, oglądałam na blogach, w programach tv ale jednak nie przekonywało mnie - miało być wypróbowane kiedyś... w bliżej nieokreślonej przyszłości. Aż dostałam "Kitchen" Nigelli Lawson - i obejrzałam ją w TV gotującą "Pasta alla genovese with potatoes, green beans and pesto"- czyli Makaron po genueńsku z ziemniakami , zieloną fasolką i pesto. 
Jak zwykle nie zostałam obojętna na jej urok i to Brytyjka a nie Włosi przekonała mnie do zrobienia tego przysmaku. Bo to jest przysmak. Sycące, bardzo treściwe danie. Aromatyczne dzięki bazylii i czosnkowi, kojąco aksamitne dzięki ziemniakom, lekko chrupkie dzięki fasolce. Idealne:). Do tego dnia użyjcie najlepszej oliwy jaką macie - nie będziecie żałować ani kropli.
Niestety po raz kolejny danie które lepiej chyba smakuje niż wygląda - więc uwierzcie mi na słowo i do dzieła.
W orginalnym przepisie Nigella użyła tradycyjnego pesto zrobionego przez siebie  - ja podaję przepis na moją zmodyfikowana wersję ze słonecznikiem. 

Makaron po genueńsku z ziemniakami, zieloną fasolką i pesto słonecznikowym
(porcja dla 2 baaardzo głodnych osób)

4 mączyste ziemniaki pokrojone w kostkę o boku ok 1,5 cm
200 g makaronu - tutaj grube rurki
200 g zielonej fasolki obranej i pokrojonej na pół lub 3 części
świeżo starty ser parmezan (niekoniecznie  ale warto)

Na pesto słonecznikowe
1/2 ząbka czosnku
1/4 szklanki słonecznika
1/2 szklanki oliwy
duży peczek bazylii 
świeży parmezan - niekoniecznie
sól, pieprz do smaku

Zaczynamy od gotowania ziemniaków - wstawiamy je w dużym garnku w dużej ilości wody. Potem dorzucimy do nich makaron.
W osobnym garnku wstawiamy fasolkę (moja uwaga:  Nigella podaje czas gotowania fasolki 3-4 minuty. Wydaje mi się że albo ma inną fasolkę do dyspozycji - albo nasz smak jest nieco inny - ja gotuję ok 15 minut.) Ma być jędrna ale jeszcze nie miękka. 
Gdy ziemniaki są już prawie gotowe  - dorzucamy makaron. Chodzi o taki efekt że ziemniaki lekko się rozgotują i powstanie z tego cudowny sos. Makaron gotujemy al dente!
Odcedzamy fasolkę.


W tym czasie robimy pesto - do blendera wrzucamy słonecznik z czosnkiem i bazylią (serem), miksujemy do ziarnistej konsystencji - (można na gładką pastę  ale ja wolę taką "chropowatą" strukturę)  wlewamy oliwę, doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Miksujemy do momentu połączenia się wszystkich składników.
Ziemniaki z makaronem odcedzamy zostawiając ok 1\2 szklanki wody z gotowania. W tym samym garnku mieszamy makaron z fasolką, ziemniakami i pesto. Jeśli danie wydaje nam się zbyt suche dodajemy  wodę z gotowania.
Na talerzach posypujemy świeżo startym serem - i ...... Smacznego:)



czwartek, 8 września 2011

Kociołek - nasz mazurski przysmak


Kto z Was próbował dania z kociołka? 
Kto uwierzy że z 3 składników podstawowych plus sól i pieprz wrzuconych do żeliwnego kotła wyjdzie danie niezwykłe. 

Przepis podstawowy +  pierwszy kociołek zawdzięczamy Panu Marianowi. Pochodzi z okolic Zawiercia.
Jego przygotowanie to miły rytuał. Jest prosty ale ... właściwe ognisko to sztuka. Tylko z takiego będzie właściwy żar. Nie podejmuję się opisywać tego - gdyż ogniskiem zajmują się Panowie. Kociołek to również ich domena.


W wersji podstawowej do kociołka wyłożonego plastrami tłustego boczku wkładamy warstwami pokrojone ziemniaki, plastry cebuli i chudsze kawałki boczku przesypując je solą i pieprzem. Wszystko ugniatamy i zakręcamy denko a całość wrzucamy na żar. Po pierwszej godzinie wokół ogniska zacznie się roznosić kuszący zapach - chwilę potem apetyczne perkotanie -- i wtedy trzeba uzbroić się w cierpliwość - jeszcze ok godziny i-- łyżki w dłoń. powstałe danie oczywiście należy do serii - nie wygląda - ale smakuje i to jak:).

Wersje kociołka mogą być różne - Podstawa zostaje zawsze ta sama. Do tego kapusta, którą wykładamy kociołek - nadająca aromat i zabezpieczająca całość przed przypaleniem. Lub mięso wieprzowe, papryka, pomidory, białe wino, czosnek-- to co lubicie i co podpowie Wam wyobraźnia lub co właśnie macie w "piekiełku".

To właściwie nie jest przepis:)
Raczej wskazówki. 


Dobre rady dla początkujących "kociołkowiczów".

Dno kociołka zawsze wyłożone tłustym boczkiem , słoniną lub liśćmi z kapusty. Jeśli mamy skórę z boczku idzie na samo dno.
Boczek na kapustę.
W wersji z mięsem kroimy je na małe kawałki i marynujemy np w winie- przekładamy na boczek.
Warzywa mieszamy. 
Używamy duuuuuużo ziemniaków. 
Jeśli dajemy pomidory to na sam wierzch. 








Polecam:)

czwartek, 1 września 2011

Słońce na talerzu


Pan Marian przywiózł dla Nas na łódkę karmelizowaną dynię. Dużo dyni:). Co z niej zrobić? Decyzja zapadła szybko - zupa. Ale bardzo sycąca więc z ziemniakami i bardzo, bardzo gęsta. 
Nawet nie wyobrażacie sobie jak cudownie smakowała jedzona na dziobie "Misiaczka" na Jeziorze Nidzkim.

To właściwie nie będzie nawet przepis - raczej wariacja na temat ..

Zupa z karmelizowanej dyni

(duży garnek)

Karmelizowana dynia* (ok 2 litrów)
Ziemniaki (ok 2 kg)
1 cebula 
3 ząbki czosnku
suszone warzywa
szczypta imbiru
pieprz
sól
słodka papryka w proszku
2 łyżki masła
czerwone chili świeże lub suszone
mleko - opcjonalnie

*karmelizowana dynia - dynia pokrojona na cząstki, posmarowana olejem i upieczona w piekarniku

Dynię kroimy w grubą kostkę (ok 2 cm bok) i dusimy na łyżce masła z posiekaną cebulą, czosnkiem, imbirem i suszonymi warzywami. To zajmie ok 10 minut- raczej nie rumienimy chodzi o to aby wszystkie smaki się wydobyły i rozwinęły. Gdy wszystko już pięknie pachnie dodajemy pokrojone w średnią kostkę ziemniaki i zalewamy wszystko wodą nieco ponad warzywa. Solimy i pieprzymy dodając paprykę. Gotujemy do czasu aż ziemniaki się rozpadają. W razie potrzeby dolewamy wody. Mieszamy dodając pozostałe masło aż uzyskamy gęsty "krem" z wyraźnymi kawałkami warzyw ( jeśli lubicie można zmiksować ale ja wolę konkretną strukturę). Przed podaniem posypujemy zupę w miseczce drobno posiekanym chili ewentualnie dolewając mleka.
Znakomita po odgrzaniu na drugi dzień;) Myślę że można zamrozić:)

Proporcje podałam "na oko" - na łódce nie mam wagi - ale myślę że w zupach nie potrzeba aptecznych miar - wrzucamy wszystko do gara i czekamy na sycące, rozgrzewające danie.

I co powiecie na mazurskie jedzenie? 

Ps. Specjalne podziękowania dla Pani Krysi za przysłaną dynię. Było pysznie:)







poniedziałek, 18 lipca 2011

Najlepsze knedle są z morelami


Były już u mnie knedle z truskawkami - taka klasyka wszystkim znana. Pyszne w upalne dni. Jednak najbardziej lubię knedle z morelami. Klasyka kuchni CK. W sam raz kwaśne - w sam raz słodkie. Konkretne - ogromne - bardzo syte. Smak lata zaklęty w kuli:). Uwielbiam morele i dni kiedy pojawiają się na straganach należą do najbardziej udanych. Jeśli nie próbowaliście to serdecznie namawiam i zapraszam. Przepis jest mój - wielokrotnie wypróbowany i sprawdzony - dobry do każdych knedli. Ciasto wychodzi delikatne, kokretne, lekko "gumowate" - idealnie knedlowe:)

Knedle z morelami
(ok 15 duużych knedli - 4 porcje)

500 g ugotowanych ziemniaków
250 g tłustego sera
2 jajka
mąka ziemniaczana  (ilość wg przepisu)
łyżka grysiku (kaszki manny)
2 łyżki mąki

15 moreli
4 łyżeczki cukru wymieszane z 3 łyżeczkami mielonych migdałów

Do polania kwaśna śmietana:)

Gotujemy wodę w dużym garnku. 
Ugotowane ziemniaki ugniatam na pure a przestudzone (lub z ugniecione wczorajszego dnia) ubijam z serem tłuczkiem. (Lubię robić to w ten sposób bo szybko wszystko się łączy). Podobnie jak przy tradycyjnych kluskach śląskich wybieram 1/4 masy i w to miejsce wsypuję mąkę ziemniaczaną. Szybko zagniatam na blacie ciasto z jajkami podsypując je maką i kaszka manną. Całość roluję w gruby wałek z którego odcinam spore kawałki ciasta.  
W wydrylowane morele w miejsce pestki wsypuję pół łyżeczki mieszanki cukrowo- migdałowej i zawijam owoc w ciasto. (Sposób formowania knedli podałam tutaj). 
Solimy wodę i wrzucamy knedle. Mieszamy. Powinny gotować się ok 3-4 minut od wypłynięcia. 
Podajemy z kwaśna śmietaną ale z bułeczką na którą przepis podałam tutaj też smakują wspaniale.

Duża porcja to 4 - normalna 3 ale to zależy od Waszych apetytów i wielkości moreli. (te były bardzo duże).
Smacznego:)

Gdy myślę o czymś dobrym - niewątpliwie te właśnie knedle znajdują się na szczycie marzeń o słodkim obiedzie  (obok pierogów z borówkami i naleśników mojego K.) Z mrożonych moreli też wychodzą - ale najlepsze są teraz:).

poniedziałek, 11 lipca 2011

Tortilla dobra na wszystko


Tortilla to potrawa dobra na wszystko. Lubimy ją na kolację gdzie podana jak tarta idealnie smakuje z lampką wina. Równie dobra na spotkanie z przyjaciółmi - to organizowane w domu jak również gdy spotykamy się z nimi w plenerze. Idealna na śniadanie w kanapce  ( tak tak ziemniaki z chlebem - zaufajcie mi - przepyszne w tej postaci). 
Chętnie robimy ją na Mazurach jako kolacjo - śniadanie - jest  wyczekiwana zarówno przez wegetarian jak i zagorzałych mięsożerców. Ostatnio do grona wielbicieli dołączył mały Antoś (niecałe 2 latka), który z zadowoleniem wchłonął 2 porcje.
Składniki macie wszystkie bardzo łatwo dostępne.  Ziemniaki, jajka i cebula - to podstawa. 
Zapraszam.


Tortilla hiszpańska - czyli omlet z ziemniakami
(porcja dla 6 osób)


2 kg ziemniaków 
3 duże cebule
1 papryka czerwona
1 podłużna zielona lekko pikantna (opcjonalnie - bo taką miałam)
5 jajek od kur zielononóżek lub 3 zwykłe
6 łyżek oliwy
2 dymki(opcjonalnie)
3 łyżki natki pietruszki
sól, pieprz
pomidor (opcjonalnie)
2 łyżki jogurtu greckiego (opcjonalnie)
wędzona papryka (opcjonalnie - DZIĘKUJĘ AMAIA)

Od razu wyjaśniam - to nie jest wersja oryginalna - ale moja wariacja na jej temat. Ziemniaki wcześniej są podgotowane - i wolę całość zapiec w piekarniku niż przewracać - chociaż w kambuzie oczywiście przewracam ;)

Obrane ziemniaki pokrojone na centymetrowe plastry  lub jeśli mamy mniejsze to na połówki lub ćwiartki gotujemy na półmiekko w osolonej wodzie. W tym czasie na grubej żeliwnej patelni lub takiej z nieprzywierającą powłoką rozgrzewamy połowę oliwy i na małym! ogniu smażymy pokrojoną w dużą kostkę paprykę i grube kawałki cebuli. Gdy ziemniaki są prawie ugotowane - dodajemy je do warzyw na patelni i wszystko dusimy ma małym ogniu - nie rumienimy zbytnio - wszystkie warzywa muszą być miękkie. 
Rozgrzewamy górną grzałkę piekarnika - grill.
Jajka ubijamy z oliwą, większością natki, jogurtem i posiekaną dymką oraz sporą ilością pieprzu i solą. Zalewamy warzywa na patelni i szybko mieszamy całość  na wierzchu układamy pokrojonego pomidora, posypujemy papryką i następnie wkładamy ją do piekarnika. 

Składniki podałam na patelnię o średnicy 28 cm i głębokości 3,5cm lub 2 mniejsze (22 cm  na 5 cm). 


Najlepsza letnia lub na zimno w kanapce.

Kilka uwag:)
Wolimy tortillę grubszą niż zbyt cienką
Jako dodatek można użyć paprykowej kiełbasy (np chorizo) którą dodajemy pod koniec smażenia  lub boczku wykładanego na wierzch przed zapiekaniem. 
Smaczniejsza jest tortilla z mniejszą ilością jajek niż gdy jest ich zbyt dużo.
W tym przepisie musimy się upewnić że nasza patelnia ma niepalną rączkę - czyli jeśli korzystamy np. z teflonowej patelni dobrze jest przełożyć zawartość do foremki do zapiekania.


wtorek, 28 czerwca 2011

Po raz pierwszy w sezonie - knedle


Knedle - ... Lubicie? Bo ja bardzo. 
Wychowana w Małopolsce w obszarze dawnej Galicji - jestem genetycznie obciążona uwielbieniem dla tego typowo CK przysmaku. 
Najlepsze zawsze robiła ciocia Gienia. Pyszne ciasto - po prostu jest ich mistrzynią. Pamiętam moje pierwsze nieudane próby  i telefon po pomoc do Babci. Ona, pomimo że sama robi pyszne knedle, skierowała mnie do absolutnej mistrzyni - cioci Gieni. Najważniejsze są proporcje sera ziemniaków i maki. Oraz czas - trzeba się spieszyć. 
Dziś moje ciasto - bo nie byłabym sobą nie próbując zmian. Zwłaszcza, że po raz pierwszy zrobiłam knedle z truskawkami. Dobre wyszły. 


Serowo ziemniaczane knedle z truskawkami
(4 porcje)


200 g sera 
300 g ziemniaków ugotowanych, utłuczonych przynajmniej trochę ostudzonych
100 g mąki pszennej
50 g drobnej kaszki manny (dzięki temu ciasto ma bardzo konkretną strukturę)
2 jajka
szczypta soli

truskawki 
łyżka mielonych migdałów
cukier (niekoniecznie)

Na stolnicy lub blacie nożem siekamy ser, ziemniaki i mąki i sól. Dodajemy jajka i szybko zagniatamy ciasto. Jeśli ciasto nie ma właściwej konsystencji dodajemy jeszcze trochę mąki ale nie wyrabiamy zbyt długo bo się zrobi zbyt luźne. Ciasto dzielimy na części i z każdej toczymy gruby wałek który kroimy  na kawałki.  Formujemy okrągłe placki, na środek kładziemy otoczoną w migdałach i ewentualnie cukrze truskawkę i lepimy knedel formując kulę. Postępujemy tak aż do wyczerpania ciasta. Knedle układamy na podsypanym mąką blacie. Kiedy wszystkie knedle są już gotowe gotujemy je w dużej ilości osolonej wody 3 minuty od zagotownia i wypłynięcia.  Warto sprawdzić czy są gotowe wyjmując wcześniej jeden na spróbowanie. Podajemy od razu posypane uprażoną z bułką tartą.  Zjadamy ze smakiem.

Smacznego!

Poniżej mały instruktaż lepienia knedli:)










Moja wersja bułki tartej 


4 łyżki bułki tartej
łyżka cukru (niekoniecznie)
łyżka lub więcej mielonych migdałów
łyżka masła

Bułkę prażymy na małym ogniu na suchej patelni. Gdy zrobi się lekko rumiana wsypujemy migdały i cukier a na koniec dodajemy masło. Dzięki wcześniejszemu prażeniu bułka jest chrupiąca ale niezbyt tłusta. No i obłędnie pachnie migdałami.:)

Knedle wbrew powszechnej opinii nie są ani pracochłonne ani trudne. Ich przygotowanie to ok 25 minut. Dzieci je uwielbiają - a Wy robiąc je dla Waszych  bliskich bedziecie wiedzieć co w niech jest.
Polecam:)

sobota, 25 czerwca 2011

Chleb orkiszowy z orzechami



Zapach tego chleba jest równie wspaniały jak jego smak. "Orzechowość" orkiszu została jeszcze bardziej podkreślona przez orzechy włoskie.  To mój własny przepis -  i stanowczo polecam. Pyszny na ciepło - (zjedlismy pół bochenka wraz z naszym gościem) jeszcze lepszy kompletnie wystudzony np dzień później. 
Jeśli nie macie maki orkiszowej możecie użyć pszennej. 


Chleb orkiszowy na żytnim zakwasie z ziemniakami i orzechami




Zaczyn:
przygotować wieczorem lub min. 10 h wcześniej

70 g gęstego zakwasu żytniego
70 g semoliny - ale można zwiększyć ilość mąki 
150 g mąki orkiszowej typ 700
50 g mąki orkiszowej typ 1400
250 g maślanki (lub jogurtu naturalnego)



Moczka:
przygotować równocześnie z zaczynem

75 g płatków orkiszowych zalanych 100 g wrzącej wody

Ciasto:

cały zaczyn
cała moczka
450 g maki orkiszowej typ 700
50 g mąki orkiszowej typ 1400
4 średnie ugotowane młode ziemniaki - roztarte na pure (mogą być z wczorajszego obiadu)
4 małe łyżeczki soli
250 - 300 g wody - ilość zależy od ziemniaków i gęstości jogurtu.
50 g grubo posiekanych orzechów włoskich - podprażonych wcześniej na suchej patelni

Mieszamy wszystkie składniki oprócz orzechów i soli zagniatając ok 15 minut ciasto. Powinno nam wyjść luźne i puszyste ciasto. Dopiero teraz dodajemy sól i orzechy zagniatając jeszcze ciasto przez 2-3 minuty. Wszystko zostawiamy do podwojenia objętości co zajmuje ok 3.5h. W czasie wyrastania dwukrotnie składamy ciasto ( to znaczy rozciągamy je na blacie lekko posypanym mąką, i składamy jak list urzędowy na trzy części i potem jeszcze raz na trzy tak, że powstaje paczuszka).
Teraz formujemy bochenek i mocno obsypany mąką zostawiamy do wyrośnięcia maksymalnie na ok 40 minut. Ja używam miski lub koszyka do którego wkładam obsypaną mąką ściereczkę.



W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 250 stopni C wraz z blachą na której będziemy piekli chleb.
I czas na szybkie działanie:)
Chleb wykładamy na gorącą blachę. Nacinamy żyletką i wsuwamy do piekarnika. Po 10 minutach obniżamy temperaturę do 200 stopni. Pieczemy jeszcze 35 minut. Dobrze jest sprawdzić czy się upiekł stukając w spód chleba. Ma mieć głuchy odgłos. Jeśli nie dopiekamy jeszcze 5 minut.
Wyjmujemy i odkładamy na kratce do wystudzenia. Od razu delikatnie smarujemy wodą.

Drukuj przepis

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...