Od 10 lat wszystkie wakacje spędzam na Mazurach. Pływamy łódką a ja mianowałam się samozwańczym "kukiem".
Czasy studenckie to oczywiście makaron z sosem pomidorowym. Już wtedy nie dopuszczałam gotowych dań w słoikach czy też torebkach. Przed wypłynięciem nasze "piekiełko" wypełniały paczki makaronów, butelka oliwy i puszki pomidorów. Do tego była oczywiście kiełbasa na grilla i serki topione.
Przebojem był makaron lub ryż z kremowym serkiem ziołowym. A daniem idealnym sałatka ze świeżych pomidorów, ogórków i papryki z duuuużą ilością cebuli i czosnku - to była wersja na bogato;) - Wtedy gotowanie samodzielne to była konieczność finansowa.
Od tego czasu trochę się zmieniło. Gotowanie na łódce stało się wyborem i przyjemnością a nie tyko koniecznością. Korzystamy z darów lasu, targowiska w Mikołajkach i stoiska w Krzyżach. Przywozimy puszki fasoli, tuńczyka, cieciorki. Samodzielnie pieczone chleby, tony makaronu i kasz. Zdarza mi się tez na krótsze wypady zabrać marynowane mięso a ostatnio przygotowałam słoiki z wolno pieczoną łopatką. Świetne bo gotowe tylko do podgrzania.
W portach kusimy załogi stojących obok jachtów zapachem tortilli lub frittaty, jajecznicy na kurkach. Na leśnych obozowiskach zapachy rozchodzące się z kociołka są powodem zazdrosnych spojrzeń.
Zaczniemy od śniadania:
- Naleśniki z serem i świeżo zebranymi borówkami lub malinami (mój osobisty numer jeden) przygotowane przez moje K.
- tosty francuskie z sałatka pomidorową lub dżemem ( super sposób na wykorzystanie czerstwego pieczywa)
- jajecznica z kurakami i odrobiną cebulki - najlepiej smakuje po długim porannym spacerze - gdy kurki same wchodzą do reki:)
- grzyby z jajkami - wersja jajecznicy - gdzie cała patelnia grzybów (preferowane prawdziwki) ledwo jeszcze mieści jajka - czasem robiona z konieczności 5 dni pod rząd potrafi się znudzić :) - (ale co zrobić z grzybami?;))
- placuszki z białego sera z dżemem - raczej deser śniadaniowy - pyszny:)
- owsianka z jabłkami lub innymi owocami -(smaczna ale trzeba zmywać więc niezbyt często).
- kanapki z frittatą lub tortillą -tak tak - chleb z ziemniakami rządzi;).
Do tego kawa. Zaparzana w w włoskiej kawiarce. Ktoś powie że to kłopotliwe - byc może - ale w końcu jesteśmy na wakacjach i chcemy żeby było przyjemnie:).
Obiadokolacja - a raczej główny posiłek dnia
- Kociołek, kociołek i jeszcze raz kociołek - nasz numer jeden.
- ze świeżymi pomidorami i bazylią - nie do pokonania -
- ze świeżą cukinią i kurkami
- z fasolą i tuńczykiem
- po prostu z oliwa i natką pietruszki
- z bakłażanami i sosem pomidorowym z fetą
- z czerwona fasola i boczkiem (danie pełne wspomnień)
- czasem zupy - pomidorowa dla najmłodszych członków załogi i żurek - danie na deszczowe dni
- kasze na różne sposobu - głównie pęczak , do tego fasola z suszonymi pomidorami i duszona papryka
- omlety, tortille i frittaty - w zależności od zapasów w piekiełku.
- bruskietty - potarte pachnącymi pomidorami, posypane oregano - jako dodatek do grilla i sałatek.
- kopytka - dzieło pana Mariana
Żeby było jasne nasza łódka duża nie jest. Do dyspozycji mamy tylko dwupalnikową małą kuchenkę gazową, kilka misek i desek. Ale dania które tam gotujemy sprawiają nam wiele radości. Są zdrowe świeże, proste i co najważniejsze pyszne.
Dlaczego napisałam ten post? Po prostu czasem spoglądam w garnki sąsiadom na innych łódkach, w portach dochodzi mnie zapach "kociołków do syta" a skrzynki taszczone na jachty uginają się od gotowców. Chcę pokazać że można inaczej. Do tego zachęcam.
