Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 maja 2013

Racuchy z rabarbarem



Mamy ogromną słabość do smażonych potraw. Moje K. może je jeść bez obaw o utratę linii, ja no cóż ... :).
Kilka dni temu na fanpage mojej koleżanki Agaty zobaczyłam placki z rabarbarem. Przyznaję nie jadłam ich do tej pory. Ale gdy zapytałam moje K. rozpromienił się cały. Stwierdził, że racuchy z rabarbarem są super i On jest jak najbardziej na tak i gdybym mogła to On oczywiście i bardzo chętnie:). 
Efektem był dzisiejszy obiad. Na przekór chmurom i deszczowej pogodzie na talerze wrzuciliśmy słoneczne racuchy. Kwaśne jak ...pogoda, wiosenne. 
Jako dodatek świetnie sprawdził się zrobiony na szybko sos truskawkowy. Połączenie rabarbaru i truskawek od dawna należy do moich ulubionych i był to świetny sposób na wykorzystanie ostatnich zapasów z zamrażarki. 
Te racuchy zagoszczą w naszym wiosennym menu na stałe. Świetne na zimne dni. 
Oparłam się na moim ulubionym przepisie na racuchy na maślance ale maślankę kefirem i dorzuciłam rabarbar a całość przygotowań uprościłam.
Polecam.

niedziela, 10 marca 2013

Gorące kanapki:)

Idea "buły z kotletem " lub mięsem na ciepło jest mi bardzo bliska. Uwielbiam zwłaszcza te domowe - właściwie innych nie jadam. Lubie wiedzieć dokładnie co jem i .... żeby to nie było zbyt słone. Stąd jestem "skazana" na domowa produkcję tego przysmaku. O domowych hamburgerach pisałm wczesniej. Ale nie ograniczam się tylko do nich. Pewne połączenia wydawały mi się baaardzo oczywiste - ale niekoniecznie są.
Z dzieciństwa i wycieczek (wypraw) z Mama i Palą pamiętam bułki z mielonymi lub schabowymi . Gorące kotlety włożone po prostu w bułkę i tak zapakowane idealnie smakowały w pociągu nad morze, autobusie lub w miejscach które odwiedzałyśmy. Do dzisiaj gdy wracamy z Paleśnicy do Łodzi Mama pakuje dla mjego K. kotlety - do Częstochowy już nie ma po nich śladu:)
Zdarza się nam też uprawiać czyste pasożytnictwo gdy z zamrażarki Mamy wyciągamy mrożone mielone, które smażymy i wpakowane w bułki zjadamy z sałatą i sosem majonezowo - czosnkowo -koperkowym.

Ale dzisiaj będzie o kotletach rybnych . Alternatywie dla wszystkich paluszków rybnych i innych gotowych pomarańczowych (taki dziwny nienaturalny kolor) panierowanych rybkach.
Taki kotlet to "obiad" w 10-15 minut. Skusicie się?

czwartek, 3 maja 2012

Proste rzeczy są pyszne


Sezon truskawkowy nadciąga. Na blogach pojawią się wspaniałe przepisy na dania i desery truskawkowe. Nie mogę pominąć przysmaku mojego K.  Zawsze w sezonie z błogą miną rozgniata truskawki i szczęśliwy zjada je z makaronem. Proste, wręcz oczywiste ale pozwala cieszyć się cudownym smakiem owoców. Danie z gatunku gotowe w 10 minut. Każdy może je sobie zrobić. Polecamy:)

Znów brak przepisu - raczej zaproszenie do eksperymentów.

Makaron z truskawkami

Potrzebujemy makaron - najlepiej taki który dobrze zbiera sos - wszelkie rurki, świderki, muszelki świetnie się sprawdzają. Drugi składnik to truskawki  w ilości zapewniającej nam optymalną ilość sosu. Truskawki rozgniatamy widelcem i posypujemy cukrem. Opcjonalnie można dodać śmietanę lub (to moja ulubiona wersja) odrobinę sosu balsamicznego. 
Cały urok tego dania tkwi w prostocie i truskawkach. I nie przejmujcie się wyglądem - to po prostu jest pyszne. 
Moja propozycja dla zapracowanych mam - uszczęśliwi malucha kóry sam może rozgnieść truskawki :)

Inne  moje dania z truskawkami:)


wtorek, 28 lutego 2012

Moja metoda na ...



Reklamę z "Głodem" znają wszyscy. Ale ja mam swój sposób na niego. Podarowany mi przez Babcię. Znany i kochany od zawsze:).
Sama nie wiem czy wolę go w lecie gdy do serka wrzucam pachnące słońcem owoce, czy teraz gdy wyjmuje te zamarznięte letnie kulki z zamrażalnika.
Jedno jest pewne - takie danko jest pyszne i zdrowe. Wiem co jem i kontroluję sama ilość słodyczy. A smaki? Ogranicza mnie tylko wyobraźnia - ale i tak najchętniej jem truskawkowy lub borówkowy:)


Serek z borówkami




15 dkg białego sera
garść świeżych lub mrożonych owoców jagodowych (maliny, borówki, truskawki)
miód do smaku (ok 1 łyżeczki - ale jeśli owoce są słodkie to nie potrzeba)
ewentualnie łyżka mleka, jogurtu lub śmietany
odrobina ekstraktu z wanilii

Składniki miksujemy, na koniec sprawdzając czy jest tak słodkie jak lubimy.
Przygotowanie zajmuje ok minuty.


Zachęcam do spróbowania - ale jest ryzyko, że po takim serku już żaden sklepowy Was nie zachwyci:).
Serek nie zawiera żadnych sztucznych barwników, aromatów identycznych z naturalnymi i konserwantów. Intensywność koloru jest pochodną ilości owoców, słodycz zależy od ilości miodu, kaloryczność od tłustości sera i ilości miodu a jakość od jakości białego sera. 
Smacznego:)

czwartek, 9 lutego 2012

Przypalamy!!! - kolejna odsłona


Już się chwaliłam palnikiem. Od kiedy go mam przypalam różności. Najmniej zachodu to po prostu na dnie miseczki odrobina dżemu (oczywiście domowego) lub kilka plasterków banana lub karmelizowane jabłka, na to nałożona łyżka gęstego jogurtu greckiego  posypana cukrem. Minutka operowania palnikiem i można postukać łyżeczką i delektować się karmelizowaną  skorupką.
W weekend postanowiłam zrobić prosty deser Nigelli. Ściślej mówiąc wariację na temat jednego z jej deserów. 
Deser wymaga oczekiwania - ale jest banalnie prosty

Deser jogurtowy z bananami
(ilość porcji zależy od wielkości naczyń i apetytu jedzących)

4 łyżki gęstego jogurtu greckiego
2 łyżki śmietany 18% - następnym razem użyję kremówki
łyżeczka cukru
25 ml białego rumu
łyżka płatków migdałowych
łyżeczka wiórków kokosowych

1 banan
4 łyżeczki brązowego cukru

W blenderze miksuję jogurt z migdałami i kokosem. Śmietankę ubijam z cukrem, jogurtem i rumem do zgęstnienia. Zajmuje to chwilę. (Nie dodawałam zbyt dużo cukru bo przecież potem cukier idzie na wierzch).
Do miseczek (lub szklaneczek) na dno wkroiłam banana - plasterki posypałam odrobiną cukru i skropiłam rumem (to nie jest konieczne - ale pyszne). na to nałożyłam krem jogurtowy, zafoliowałam i całość wylądowała w lodówce.

Następnego dnia posypałam każdą porcję brązowym cukrem i skarmelizowałam. 
Było smakowite:)



poniedziałek, 16 stycznia 2012

Naleśniki





Niby takie zwyczajne, niby pospolite ale zawsze lubiane. Przynajmniej przez nas. Czasem urządzamy sobie przyjacielskie przyjęcie naleśnikowe. Wtedy na stole lądują banany, truskawki, serek waniliowy, bita śmietana, sos karmelowy i czekoladowy, powidła a w sezonie  inne owoce. Dla każdego coś dobrego.
Gdy moje K. wróciło dziś do domu to postarałam się by był to przyjemny powrót. Zapach naleśników z wanilią przywitał go już na półpiętrze. W progu wyczuł słodki zapach duszonych moreli, a po chwili smażyliśmy banany z cynamonem  i rumem. Zapraszam

Naleśniki na dwa sposoby:)

Ciasto naleśnikowe

2 jajka
20 dkg mąki
ok 200 ml mleka
łyżeczka ekstraktu waniliowego
pół łyżeczki sody oczyszczonej
2 łyżeczki drobnego cukru
szczypta soli
łyżka stopionego i ostudzonego masła
tłuszcz do smażenia - masło klarowne lub olej

Mąkę przesiewam z solą i sodą. Jajka ubijam z połową mleka, cukrem i wanilią. Dosypuję mąkę i ubijam dalej. Dodaję masło i rozrabiam z mlekiem do konsystencji gęstej śmietany. Nie może być żadnych grudek. 
Na tym etapie warto odłożyć ciasto na przynajmniej pół godziny do lodówki. 
Przed smażeniem sprawdzamy konsystencję ciasta i ewentualnie rozcieńczamy zimną wodą. Od gęstości ciasta zależy grubość naleśników - my lubimy cienkie więc ciasto jest dosyć płynne. 
Smażę na nieprzywierającej, dobrze rozgrzanej patelni (tłuszczu praktycznie nie używam) wlewając pół chochelki ciasta i rozprowadzam je szybko poruszając patelnią. Po chwili odwracam i dosmażam z drugiej strony.  Gotowe naleśniki odkładam na gorący talerz. I tak, aż do zużycia ciasta.

Duszone morele do naleśników

8 moreli (użyłam mrożonych)
łyżka dżemu mirabelkowego (lub innego )
2 łyżeczki cukru
50 ml wody

Do rondelka wlałam wodę, wsypałam cukier i dodałam dżem i morele. Wszystko dusiłam na średnim ogniu kilka minut. Uzyskałam gesty syrop z całymi kawałkami owoców.


Smażone banany o rumowej nucie 

2 banany
łyżeczka brązowego cukru
łyżeczka masła
50 ml brązowego rumu (lub więcej :))
szczypta cynamonu

Na patelnię włożyłam pokrojone na ćwiartki banany. Posypałam brązowym cukrem  i smażyłam do skarmelizowania bananów i cukru.  Gdy zawartość patelni była lekko złota - dodałam masło, cynamon i wlałam rum. Dosłownie po chwili wszystko było gotowe.

Nie muszę chyba dodawać że na naleśniki położyliśmy nadzienie i ... zjedliśmy je. 
Naleśniki z morelami można obsypać cukrem pudrem a te z bananami startą czekoladą.

Polecam:)

PS. Ale tak na ucho - uwielbiam gdy to moje K. piecze dla mnie naleśniki. Jest w tym mistrzem i jego naleśniki smakują obłędnie pysznie. 
Najlepiej smakują mi takie zrobione przez Niego na śniadanie na Mazurach. On smaży naleśniki na łódce. Ja z Anką spacerujemy po lesie i zbieramy borówki (lub gdy mamy szczęście poziomki) a Marcin idzie do sklepu po serek albo robi kawę.  A potem wszyscy jemy naleśniki.  Raj...


piątek, 25 listopada 2011

Bruschetta- nasza ulubiona



Bruschetta - rodzaj grzanki pochodzącej z Włoch.  Świetna na śniadanie, kolację, przystawkę i oczywiście zawsze gdy mamy ochotę na "coś dobrego". Po raz kolejny danie którego siłą jest prostota i dobrej jakości składniki. Od czasów Włoch pozostało mi zamiłowanie do jedzenia bruschetty z porządnych kromek chleba. 
Zakochałam się w tych grzankach pływając barką z długowłosym żeglarzem o pieknym imieniu Salvatore wokół magicznych wysp Tremiti. Jego majtek i  zarazem siostrzeniec wcześniej przytargał w ogromniej torbie termicznej gorące kromki. Już na barce nacierał je czosnkiem, nakładał pokrojone, pachnące słońcem południa pomidory a całość posypywał aromatycznym oregano i polewał oliwą. Po kąpieli w morzu wśród rybek smakowały wspaniale. Zmierzając do brzegu raczyliśmy się jeszcze schłodzonym musującym winem. Ten smak pamiętam do dzisiaj.
Ja bruschettę robię podobnie - podpiekam chleb w tosterze (a dla wiekszej ilości smakoszy w piekarniku), do miseczki wrzucam posiekane pomidory, doprawiam je solą i pieprzem oraz mieszam z porwaną świeżą bazylią. Jeszcze ciepłe kromki nacieram przekrojonym ząbkiem czosnku. Nakładam sałatkę pomidorową i polewam oliwą. Pomidorów powinno być duuużo i muszą być dojrzałe i pachnące.  W zimie używam czasem pomidorków koktajlowych.

Przepis jest bardzo orientacyjny - dobór proporcji zostawiam Wam. Najważniejsze jest cieszenie się tym smakiem.

Bruschetta z pomidorami

3 dosyć grube kromki chleba (dobry chleb pszenny lub pszenno - żytnie na zakwasie)
2 średnie pomidory (można sparzyć i obrać ze skórki)
kilka listków świeżej bazylii lub pół łyżeczki suszonego oregano
ząbek czosnku
2 łyżki oliwy
sól i pieprz

Opiekamy chleb na rumiano. W tym czasie kroimy pomidory, lekko je solimy i pieprzymy oraz mieszamy z porwanymi listkami bazylii. Do mieszanki dodajemy łyżkę oliwy. Chleb nacieramy czosnkiem na wierzch nakładamy mieszankę pomidorową wraz z wytworzonym sokiem ( w nim jest mnóstwo smaku) i polewamy grzanki oliwą. Staramy się zjeść ciepłe:)

Smacznego

wtorek, 22 listopada 2011

Owsianka - śniadanie idealne


Lubicie owsiankę?  Ja tak! Jestem  genetycznie obciążona zamiłowaniem do zup mlecznych na śniadanie. Moja babcia i mama gotowały mi zupy mleczne przez całe dzieciństwo - wtedy numerem jeden był grysik na mleku ugotowany na gęsto z sokiem malinowym lub borówkami ze słoika. A może było to lane ciasto też bardzo geste? Albo ryż na mleku pachnący wanilią lub cynamonem? Szczerze mówiąc uwielbiałam wszystkie te zupy. Może dlatego że mleko było od naszej krowy o niespotykanym imieniu "Malina"? 
Wtedy owsianka też mi smakowała  ale raczej dostawałam ją formie zupy. 
Dziś to owsianka jest numerem jeden. Ale zmieniłam jej konsystencję. Moja musi być! bardzo gęsta. I koniecznie z różnymi dodatkami. Taką owsiankę gotuję od wielu lat - właściwie od czasu kiedy wyprowadziłam się z domu. Często na patelni:). To idealne zimowe śniadanie - daje energię na cały dzień i  pomimo sporej kaloryczności  - bardzo zdrowe.
Kiedyś moja przyjaciółka Ania powiedziała mi że owsiankę należy gotować przynajmniej 30 minut bo wtedy najpełniej korzystamy  z jej zdrowotnych właściwości. Dlatego teraz zalewam ją wodą od razu gdy wstanę - a gotuję po prysznicu:).
Dzisiaj przepis podstawowy i jako dodatek smażone jabłka z miodem i migdałami. Wygląda trochę jak deser i idealnie smakuje:)

Owsianka przepis podstawowy
(dla 1 osoby)

50 g płatków owsianych - nie błyskawicznych ok 6 pełnych łyżek
100 ml wody
100 ml mleka
szczypta soli

Płatki owsiane zalewam wodą w rondelku lub na patelni i zostawiam na chwilę. Po kilku minutach gotuję z solą na małym ogniu, często mieszając. Gdy wchłonie wodę zalewam mlekiem i znów gotuję do zgęstnienia. Gotowe. Podaję albo na płaskim albo na niezbyt głębokim talerzu z różnymi dodatkami.

Jabłka smażone do owsianki

1 jabłko umyte i pokrojone w plasterki (ja kroję na ćwiartki i te ćwiartki na półksiężyce)
1\2 łyżeczki masła
1\2 łyżeczki miodu (użyłam miodu z nawłoci od pana Wody z Paleśnicy) lub mała łyżeczka brązowego cukru
kilka posiekanych migdałów (lub więcej;))
szczypta cynamonu

Masło rozpuszczam na patelni na małym ogniu i układam plasterki jabłek - pojedynczą warstwą. Smażę je do zrumieniania z obu stron i na sam koniec dorzucam posiekane migdały. Jeśli używam cukru a nie miodu sypię go właśnie teraz na patelnię.
Podsmażone jabłka układam na owsiance, polewam miodem i na koniec oprószam cynamonem. 
Smacznego

Jest to danie z serii dzieci też to lubią - sprawdźcie i informujcie o efektach.  
Acha , faceci też takie jedzą - przynajmniej większość mi znanych:).




niedziela, 13 listopada 2011

Przekuć porażkę w sukces:)

Czasem w kuchni coś nie wychodzi. Na przykład biszkopt. I to taki mający stanowić podstawę urodzinowego tortu. A jajka wyliczone, święto iii co? 
Wcześniej też miałam taki przypadek. Było to dokładnie piętnaście lat temu. Też piekłam tort i też na moje urodziny. Też bardzo mi zależało na super wyniku. I też nie miałam możliwości powtórki. Wtedy kupiłam tort - teraz zawalczyłam. Zamiast dwóch warstw ciasta - był tylko spód. Tort miał mimo to 3 warstwy. Żółtą z biszkopta , ciemnoróżowy mus truskawkowy i kremową masę truskawkowa. Do tego czekolada i.... pyszny tort gotowy.
Warto nie poddawać się:) i nie dać ograniczyć przepisom. Wszystko zrobiłam inaczej niż miało być i przerobiłam swój już wcześniej mocno zmodyfikowany przepis.

Zapraszam na mocno truskawkowy tort. 
Niesezonowy - bo z mrożonych truskawek. 

"Niesezonowy" tort truskawkowy

1 blat biszkoptowy o średnicy 24 cm
1 litr mrożonych truskawek
2 galaretki truskawkowe
1/2 litra wody
200 g masła
3 łyżki cukru pudru
2 surowe żółtka
70 ml czystej wódki
sok z połowy cytryny

Do przybrania

100 g gorzkiej czekolady (64% kakao)
100 ml śmietany kremówki
2 łyżki cukru perlistego

Obie galaretki rozpuściłam w połowie litra wody i zostawiłam do przestudzenia. Truskawki wrzuciłam do blendera- były jeszcze zmrożone. Masło ubiłam na puch z 2 łyżkami przesianego cukru pudru. Na koniec ubijania dodałam 2 żółtka. Niezbyt dokładnie zmiksowałam truskawki z 2\3 galaretki. Odłożyłam 1\3 powstałego pure a do blendera wlałam sok z cytryny, połowę wódki i wsypałam pozostałą łyżkę cukru pudru. Całość zmiksowałam tym razem bardzo dokładnie. Powstał puszysty mus który bardzo szybko (z uwagi na działającą żelatynę) wyłożyłam na blat biszkoptowy objęty obręczą tortownicy. Musiałam spieszyć się z wyrównywaniem gdyż bardzo szybko tężało.
Masę znów ubijałam kolejno dodając wódkę, pozostałą galaretkę i pure truskawkowe. (Z uwagi na różnicę temperatur masa się waży - trzeba się z tym pogodzić - w smaku jest obłędnie pyszne- uwierzcie mi;)). Powstała marmurkowa masa, którą też szybko wyłożyłam do tortownicy. 
Śmietankę zagotowałam, a na wierzch tortu nożem zestrugałam ok 25 g czekolady. Pozostałą czekoladę zalałam wrzącą śmietanką i po chwili ubiłam trzepaczką na aksamitny i kuszący mus. Zostawiłam do przestudzenia od czasu do czasu mieszając trzepaczką.
W tym czasie ostrożnie wyjęłam tort z tortownicy - musiałam użyć noża by odciąć boki. Następnie pokryłam boki tortu kremem czekoladowym używając po prostu łyżki. Na koniec posypałam czekoladę cukrem perlistym. 
Gotowe.
Można jeść właściwie od razu - ale do czasu podania przechować go trzeba w lodówce.
Był pyszny:)




poniedziałek, 17 października 2011

Różowy tydzień


Bierzesz prysznic po meczącym dniu. Trudy dnia spływają z Ciebie. Po wytarciu wybierasz swój ulubiony balsam do ciała. To Twoja chwila. Cieszysz się nią smarując ciało....
Nagle coś cię niepokoi. Sprawdzasz jeszcze raz. I ponownie. I znów...
Noc nieprzespana. Lekarz potwierdza, że jest powód do niepokoju. Ogarnia Cię strach: jesteś bardzo młoda i ciebie to nie dotyczy! To nie powinno Cię dotyczyć.
A jednak....

Akcja w której biorę udział jest mi bardzo bliska. Chcę by wszystkie dziewczyny - bez względu na swój wiek i stan zdrowia nie zapominały się badać - by pamiętały o sobie i profilaktyce. To bardzo ważne!!!!
U mnie wszystko  już jest ok:) Ale badań nie zaniedbuję. Profilaktyka jest  najważniejsza i uśmiech też. Wbrew i na przekór. To takie kobiece.

A więc na przekór wszystkiemu różowy deser. Słodki, optymistyczny i baaaardzo pyszny.
Chciałam stworzyć coś wyjątkowego. Chciałam coś, co wywoła uśmiech u oglądających i jedzących. Powstał deser z domowej bezy i malinowego crud. Proste i pyszne.

Przyznam nigdy nie jadłam crud. Ani lemon crud ani żadnego innego. Dużo czytałam ale nie mogłam się zdecydować. Myślałam o bezie z lemon crud ale nie jest różowo. A co jest różowe? Oczywiście maliny. Przedstawiam zatem mój własny malinowy crud - raspberry crud. Świeży w smaku, intensywny bardzo malinowy. Przeczytałm kilka przepisów na blogach i stworzyłam swoją wersję. Zapraszam.

Różowy deser specjalnie dla dziewczyn (bez względu na to ile dziewczyna ma lat)

Beza z malinowym crud

Beza

Malinowy crud

2 żółtka (użyłam jajek od babci - nie ma zdrowszych)
150 g malin mrożonych (użyłam samodzielnie zerwanych w Paleśnicy więc super eko i bio;))
cukru pudru
50 g masła
50 g cukru pudru (można mniej )

Maliny rozmroziłam i po w miarę dokładnym rozgnieceniu przetarłam przez sitko. Żółtka utarłam na pianę razem z masłem i cukrem. Przecier a raczej sok malinowy wymieszałam z masą maślano - żółtkową w rondelku z grubym dnem i podgrzewałam na małym ogniu. Cały czas mieszałam trzepaczką by nie zrobiła mi się malinowa jajecznica. Krem pięknie zgęstniał po ok 12 minutach. Ostudziłam i większość przełożyłam do małego słoiczka. Ale przede wszystkim polałam nim samodzielnie upieczone idealnie kruche bezy na które przepis podam wkrótce:)

Z tego co czytałam można go przechowywać w lodówce do ok tygodnia.

Wykorzystanie tego różowego cudu to:
  • przekładanie ciasteczek
  • nadziewanie naleśników
  • smarowania bułeczek śniadaniowych
  • wyjadanie ze słoiczka
  • i co nam podpowie wyobraźnia.


Jedno jest pewne, crud zagościł w naszej kuchni. 

Wszystkim dziewczynom życzę uśmiechu i zdrowia. Dbajcie o siebie.


sobota, 15 października 2011

A dziś na śniadanie....

Zgadnijcie - odpowiedź po południu;)


To nie były pancakesy;) ale placuszki - serniczki.


Jedne z moich ulubionych szybkich placuszków. Moim zdaniem mają same zalety: ich przygotowanie to tylko kilka minut, smażę je bez tłuszczu, są lekkie i puszyste - ale treściwe, delikatne i miękkie, do przygotowania wystarczy miska i rózga.
Przygotować je można w każdym miejscu w którym dysponujemy palnikiem i patelnią. Zazwyczaj wykorzystuję jakiś serek z kubeczka - w tym wypadku była to ricotta, ale używałam też mascarpone, jakiegoś waniliowego, serków kanapkowych, puszystych i twarogu też. Właściwie każdy biały ser  jest dobry. Często używam resztek;)

Te placuszki to kolejna propozycja skierowana również dla dzieci. Miałam przyjemność przygotowywać te placki dla kilku maluchów i zawsze placki znikały z talerzy. Świetne na mazurskich rejsach oraz Tatrzańskich wyprawach na narty. Gotowe w kilka minut więc nim maluchy np zdążą się ogarnąć po sankach mają na stole pyszne placuszki. Zachwycała mnie mała M. która zimą w Białce zdecydowanie preferowała te placki z miodem koniecznie akacjowym.
Gdy do małych smakoszy dosiadają się więksi - bez obaw możemy przygotować większą porcję. 
To mój własny przepis. A dlaczego serniczki? Bo podczas smażenia kuchnię wypełnia kuszący sernikowy zapach, a same placuszki bardzo przypominają w smaku ten cudowny wypiek.
Placuszki "serniczki"
(ok 8 placuszków- 1- 2 porcje)


serek ok 125g 
1 jajko
1 łyżka maki ziemniaczanej
2 łyżki mąki pszennej (można zastąpić orkiszową lub razową)
wanilia (niekoniecznie)
otarta skórka z cytryny lub pomarańczy lub limonki (niekoniecznie)
cukier ok 1 łyżeczki

Dodatki do wyboru:
mus owocowy, świeże owoce, mód, syrop klonowy, syrop owocowy, dżem
Serek dokładnie mieszamy  rózgą z jajkiem, cukrem, wanilią i skórką z cytrusów. Po chwili dodajemy mąkę i dokładnie mieszamy razem wszystkie składniki.  Można też składniki zmiksować lub w ostateczności wymieszać widelcem  - ale jeśli użyjecie twarogu warto go wcześniej dokładnie rozgnieść z odrobiną mleka lub śmietanki. Teflonową patelnię rozgrzewamy ale niezbyt mocno i kładziemy łyżką placuszki. Smażymy na małym ogniu i po chwili odwracamy. Mały ogień jest istotny - pozwala nam nie przypalić placuszków i nie dopuścić do tego by pomimo ciemnej zewnętrznej skórki pozostały surowe w środku.
Podajemy z ulubionym dodatkiem:)

niedziela, 9 października 2011

Suszone śliwki


Kto z Was zna pierogi z suszonymi śliwkami?

?
?
?
Danie które dla mnie jest oczywiste.  Na takim jedzeniu się wychowałam. 
W kuchni mojej Babci - w moim rodzinnym domu były od zawsze. Zresztą suszone  a raczej wędzone śliwki często gościły na naszych talerzach. W pierogach, w zapiekanej kaszy lub pęczaku ( ta specjalność może występować w wersji na słodko jako samodzielny specjał lub jako dodatek do dań mięsnych  z sosem). Kilka śliwek do bigosu, do schabu pieczonego lub duszonej wołowiny. Oczywistą oczywistością jest oczywiście:) kompot z suszonych śliwek i suszone śliwki jako przegryzka. Te wędzone najlepsze dostawałam od Doroty - z sadu jej Dziadków na Jamnej.
Dziś najczęściej muszę zadowolić się śliwkami kalifornijskim. Ale pierogi i tak są pyszne.

Pierogi z suszonymi śliwkami
Ciasto do pierogów tradycyjne: 
400 g mąki pszennej, 
2 żółtka
ciepłe mleko - ile zabierze. 

Zagniatam dosyć luźne, dające wałkować się ciasto i dobrze je wyrabiam. Potem ciasto sobie odpoczywa a ja w małym rondelku gotuję partiami śliwki - ok 400 g. Muszą zmięknąć trwa to kilka minut. Jeśli mamy "prawdziwe" wędzone śliwki to wcześniej trzeba je namoczyć. Ugotowane, odsączam na papierowym ręczniku. A wody nie wylewam tylko gotuję ją do gęstości syropu. Dodaję do niego łyżkę masła i szczyptę cynamonu. Jeśli uważam że potrzeba odrobinę dosładzam - ale to kwestia smaku:)


W dużym garnku gotuję wodę na pierogi.
Ciasto wałkuję bardzo cienko i szklanką wycinam koła. Do każdego wkładam śliwkę i zlepiam.
Do osolonego wrzątku  wkładam łyżką masła i wrzucam pierogi. Gotuję je ok 4 minut. 
Wykładam na talerz - gdzie dzięki masłu w wodzie z gotowania nie zlepiają się.
Na talerzach polewamy pierogi syropem.
Danie świetne też na zimno. Pierogi znikają w niewytłumaczalny sposób.:)




Uwaga!!! nie można ich nigdy zrobić za dużo bo zawsze wychodzi za mało:).

A teraz ciekawostka. Takie pierogi to jeden z tradycyjnych deserów Wigilijnych w moim rodzinnym domu. Bez nich nie wyobrażam sobie świąt. Gdy nie spędzam Wigilii w Paleśnicy - to robię te pierogi i dzielę się nimi. Dla mnie to smak domu i tradycji tak jak kapusta z grzybami czy żurek owsiany. 


Chętnie poznam Wasze "nietypowe" dania wigilijne. Potrawy rodzinne i lokalne. Jestem ich bardzo ciekawa.


Drukuj przepis

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...