Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 kwietnia 2013

Bezy z .....



Chrrrrupiące, 
kruche, 
słodkie, 
lekkie.

 BEZY!!!!

Kawowe, czekoladowe.
Sposób na białka po pieczeniu świątecznych ciast, placków, bab , mazurków:)
Bezy domowe. Ich wykonanie jest proste jeśli pamiętamy proporcje:

1 białko - 60 g cukru  i bardzo starannie ubijemy pianę. W tej robocie niestety nie ma drogi na skróty - ale bez obaw to nie jest trudne:)  szczegółowy opis zamieściłam Tutaj 

Bezy piekę dla mojego K. On je uwielbia i nie mogą być wilgotne czy ciągnące w środku. Muszą być całkowicie suche, bardzo chrupkie. 
Od razu zaznaczam - nie są idealne w wyglądzie bo nie mam cierpliwości do precyzyjnego nakładania piany i zazwyczaj używam łyżki. Ale w tym tez tkwi ich urok..tak się pocieszam:)

piątek, 8 lutego 2013

Czekoladowo mi....





"Jak być domową boginią" - kultowa dla wielu książka Nigelli Lawson od niedawna cieszy mnie i moje K. Wiem, to nie jest nowość ale warto ja mieć i korzystać . Przetestowałam juz co nieco z niej a dziś przepis na  "Babeczki ze stopionej czekolady".
Zródło: http://wysylkowa.pl/ksiegarnia/
Zrobienie ciastka  z kusząco wypływającym czekoladowym środkiem wydawało mi się bardzo trudne i... Nigella pokazała mi że to banalnie proste. Co więcej można przygotować je wcześniej lub  właściwie od ręki. Składniki większość z nas ma w spiżarce. 
Zredukowałam znacząco ilość cukru - i taką wersję podaję smakowała nam o wiele bardziej i moim zdaniem była bardziej czekoladowa:)
Polecam na spotkanie z przyjaciółką przy kawie (razem stanowią idealny duet), na romantyczną kolację (WALENTYNKI?)  i elegancki deser.
Nie są idealne piękne ale ich urok tkwi w prostocie oraz zniewaląjacym intensywnym  smaku.
Do dzieła.

środa, 4 lipca 2012

Torcik dla mojego K. i burza;)

Moje K. obchodzący popularne imieniny zażyczył sobie torcik mocno czekoladowy z malinami. Przejrzałam  mniej i bardziej popularne blogi ale .... ostatecznie zrobiłam po swojemu. Postanowiłam zaufać sobie i liczyć na to że wszystko się uda i będzie pysznie.
Udało się. torcik wprawdzie nie jest wyszukany, ale intensywny nieco truflowy w smaku z mocnym akcentem malin. Jego niewątpliwą zaletą jest łatwość przygotowania - nie może się nie udać . Nie jest też zbyt czasochłonny. 

Dla mnie już zawsze będzie kojarzył się z burzą. Jedliśmy to ciasto siedząc bezpiecznie na tarasie - wokół szalał wicher, niebo przecinały błyskawice a wszystko okraszały nam grzmoty. Tak już mam - uwielbiam burze.  Kocham gdy po dniu pełnym parnego, dusznego powietrza zaczyna wiać a granatowe niebo przecinają błyskawice. Lubie wypatrywać tych poziomych, zajmujących pół  nieba. Czekam na pierwsze ożywcze krople chłodzące rozgrzaną ziemię i na ozonową rześkość powietrza po burzy. Po południu wypatruję tęczy i jak dziecko mam ochotę skakać przez kałuże a w nocy.... no cóż po prostu śpię. W nocy burze mnie nie cieszą - nie słyszę ich bo śpię - potem słucham zdziwiona . W nocy była burza. Hmm nic nie słyszałam.
A Wy? 

Torcik mocno czekoladowy z malinami

Biszkopt czekoladowy

4 jajka
2 łyżki maki tortowej
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżka kakao
4 łyżki cukru
1 łyżka ekstraktu waniliowego
60 g czekolady 55% z pekanami
60 g masła

Krem czekoladowy

1 opakowanie 250 g serka typu mascarpone
100 g czekolady 55% z pekanami
20 g masła
50 ml brandy wiśniowej
szczypta soli

400 g malin
60 ml brandy wiśniowej
2 łyżki kakao

Piekarnik nagrzałam do 170 stopni C. Foremkę o średnicy 20 cm wyłożyłam na dnie pergaminem.  Czekoladę roztopiłam z masłem. Jajka ubiłam z cukrem do białości (to bardzo ważne - bo do ciasta nie dodaję proszku do pieczenia). Najpierw wymieszałam masę jajeczną z czekoladą a na koniec przesianymi mąkami i kakao.  Całość przelałam do foremki i piekłam ok 25 minut. Ciasto studziłam 15 minut w foremce a potem już bez boków tortownicy. 
Zimne przekroiłam, mocno nasączyłam brandy i przełożyłam kremem i malinami. Na wierzchu i po bokach rozsmarowałam resztkę masy i ozdobiłam torcik kakao i malinami.

Aby zrobić krem potrzebowałam dosłownie 5 minut. 
Czekoladę stopiłam z masłem - jednocześnie zaczęłam miksować serek.  Masę czekoladową wlałam do serka, dodałam brandy do smaku - musiało byś wyczuwalne. Całość ubiłam na bardzo puszysty krem.

Czekolada z orzechami jest ciekawym akcentem - dodaje nowej struktury. Ciasto było pyszne -  smak czekolady podkreślało kakao - a całość wyszła lekko truflowa. Polecam:)




piątek, 29 czerwca 2012

W drogę...


Nie ukrywam, sporo jeździmy. Głównie samochodem. Zdarza się nam pokonywać całą Polskę jednego dnia  ( np. z Zakopanego przez Łódź do Gdańska i  z powrotem;)) lub pół Europy. W takich wypadkach warto mieć coś dobrego pod ręką. Batony na stacjach już dawno nam się przejadły, ich ciastka straszą ilością E-składników a czasu też nam szkoda:)
Jednym z naszych klasyków jest brownie. Właściwie P. niedawno zwrócił mi uwagę ze jeszcze nie ma go na blogu. Dla mnie jest tak oczywisty;). Zapraszam na mroczny smak czekolady. Tym razem z odrobiną soli morskiej.

Zmodyfikowany przepis Agnieszki Kręglickiej  - przerobiłam kilka.... i to właśnie jej pasuje mi najbardziej jako baza. Korzystam z niego od lat i zawsze jest tak samo nieidealnie idealny;)
Uwielbiam jego zakalcowatość:)


Brownie z solą morską i migdałami


150g gorzkiej czekolady (używam minimum 70% - inne nie ma sensu - potwierdza to nawet moje K.)
150g  masła 75 g mąki 200 g cukru 4 jajkaPłatki migdałowe - garść ok 70 g
pół łyżeczki soli morskiej
30 ml whiskey
łyżeczka masła


Piekarnik nagrzewam do 170 stopni C. Na małej patelni rozpuściłam masło z 1\4 łyżeczki soli i w ciepłym podprażyłam przez chwile migdały - dosłownie tylko zaczynały pachnieć. Kwadratową foremkę o boku ok 25 cm wyłożyłam papierem.
Rozpuściłam w kąpieli wodnej masło z czekoladą (czyli trzymałam je na parze w szklanej misce).
Jajka ubiłam z cukrem, dodałam do nich mąkę a na koniec wlałam przestudzoną czekoladę. Wymieszałam masą z migdałami i whiskey. (ale niezbyt dokładnie ). Na wierzchu oprószyłam solą. Piekłam 18 minut.

Wspaniale smakowało z kawą.

środa, 21 marca 2012

Ciastko


Czasem lubię pobawić się formą, fakturą i zaskoczyć smakiem. Stąd dzisiejsze ciastko. Trochę nieoczywiste, smażone, niezwykle aromatyczne. 
Wymyśliłam je sobie. Uzupełniłam  brakujące składniki.
I było warto. 
Zapraszam. 

Smażone ciastko z ciasta filo  z anyżkową czekoladą w syropie podwójnie pomarańczowym


Skladniki na 1 ciastko:

4 kostki gorzkiej czekolady
1 łyżka ouzo
1 łyżeczka śmietanki kremówki
pół płata ciasta filo
1 łyżeczka miodu z kwiatów pomarańczy
1 łyżeczka wody pomarańczowej

oliwa do smażenia

Połowę czekolady stopiłam w kąpieli wodnej ze śmietanką i ouzo. Wystudziłam masę. Rozgrzałam oliwę w najmniejszym rondelku do smażenia. 

Na połowę plata filo nałożyłam 2 kostki czekolady,łyżeczkę masy czekoladowej i zawinęłam paczuszkę tak aby mieć pewność że czekolada nie wyplynie. Smażyłam w rozgrzanej oliwie na złoty kolor. 
Wodę pomarańczową podgrzałam i rozpuściłam w niej miód. Odsączone z oliwy gorące ciastko - polałam syropem - najlepsze jeszcze cieple najlepiej z filiżanką czarnej, gęstej aromatycznej kawy.


piątek, 13 stycznia 2012

Wspomnienia i kokosowe czekoladki




Smak Bounty poznałam ok 20 lat temu na ... spływie Dunajcem. Do dzisiaj pamiętam bystrość prądu rzeki, październikowe słońce, parujące złoto brązowe lasy i migające przed oczyma skały. Wtedy też spróbowałam po raz pierwszy tego słodkiego kokosowego batonika. Był zupełnie inny niż to co było dostępne w naszym małym wiejskim sklepiku.  Na jego pojawienie się w sklepach czkałam kilka lat Przyznam się do dzisiaj jest moim ulubionym batonikiem. 

Z okazji robienia trufelków postanowiłam spróbować zrobić coś na kształt Bounty. Poszukiwania na blogach niestety mnie zawiodły więc przystąpiłam do dzieła sama.

Oto mój przepis - polecam
Pralinki kokosowe w stylu Bounty
(ok 30 szt)



200 g wiórków kokosowych
ok 100 ml zagęszczonego mleka słodzonego
ok 50 ml białego rumu

100 g jasnej lub ciemnej czekolady
20 g masła
20 ml białego rumu

W rondelku zagotowałam mleko i wrzuciłam do niego wiórki kokosowe. Mieszałam wszystko chwilę podgrzewając na małym ogniu. Wystudziłam i do ostudzonej masy dolałam rum. (Przyznam się masa z samym mlekiem była po prostu za słodka i zbyt gęsta. Dodałam rum stopniowo aż osiągnęłam smak i konsystencję bardziej mnie zadowalającą. Jeśli wolicie nie używać rumu możecie użyć niesłodzonego mleka i dosładzać cukrem - ale moim zdaniem rum znacząco podbija smak:)).
Masa powinna być lekko lepka. Wystudzoną, dodatkowo ochłodziłam w lodówce. 
Z masy uformowałam kulki. Nie ukrywam trzeba się przy tym troszeczkę ubrudzić - bo kulki muszą być ścisłe a najłatwiej zrobić to dłońmi. Kulki mocno schłodziłam w lodówce.

Pora na czekoladę. W kąpieli wodnej (czyli w misce ustawionej na garnku z wrzątkiem tak by nie dotykała wody) rozpuściłam czekoladę z masłem i rumem.
Schłodzone kulki rumowe szybko zanurzałam w płynnej czekoladzie i odkładałam na papier do zastygnięcia.
Przechowywać w lodówce do tygodnia (gdyby jakieś Wam zostały w co wątpię).
Nie, nie smakują dokładnie jak Bounty. Tak, są przepyszne.

sobota, 7 stycznia 2012

Trufle śmietankowo - rumowe


Kocham czekoladę. Wiem to jest bardzo intymne wyznanie jak na blog kulinarny ale nic na to nie poradzę. Kocham i już. Najbardziej oczywiście gorzką. Minimum 70% kakao. Mleczna mogłaby dla mnie nie istnieć gdyby nie..... no właśnie trufle. 
Smak trufli belgijskich to ... to jest to. Nie umiem go nawet w pełni opisać. Moje ulubione są śmietankowe i kusząco miękkie, aksamitnie czekoladowe, jedwabiste i jednocześnie bardzo bogate w smaku. 
To była próba przybliżenia się do doskonałości. Smak inny ale... wyszły wspaniałe.
Przepis i technika są mojego pomysłu - zależało mi na lekkości stąd pomysł z bitą śmietaną.

Trufle śmietankowo - rumowe 

z aromatem pomarańczy

200 g dobrej jakości mlecznej czekolady
100 ml śmietanki kremówki
1 łyżeczka masła
25 ml białego rumu
skórka otarta z połowy pomarańczy (wyszorowanej)
szczypta soli
kakao do obtoczenia trufli

Na bardzo małym ogniu podgrzewam w kąpieli wodnej połowę śmietanki z solą, (czyli nad garnkiem z gotującą się wodą umieszczam miseczkę tak by nie dotykała wody - ogrzewa ją para). Gdy jest już mocno ciepła dorzucam skórkę z pomarańczy, czekoladę i mieszam do rozpuszczenia czekolady. Wtedy zdejmuję z ognia dodaję masło i studząc mieszam dalej. 
W mikserze ubijam pozostałą śmietankę z rumem. Prawie zimną masę czekoladową chwilę ubijam ze śmietanką. I tutaj bardzo ważne jest by nie ubijać zbyt długo  - tylko tyle by otrzymać puszystą masę a nie sztywny mus. 
Krem chłodziłam (powstrzymując się przed wyjedzeniem całego) 1h w lodówce. 
Na talerzyk przesiałam kakao - dosyć grubą warstwą. 
Mus nakładałam łyżeczką i obtaczałam w kakao. 
Można ok 3-4 dni przechowywać w lodówce.
Smacznego

Ilość zależy od tego ile wyjecie i jak dużej łyżeczki użyjecie. Mi wyszło ok 30 sztuk.

Smacznego.

sobota, 19 listopada 2011

Czekoladowe ganache


Szybki deser w 7 minut zachwycający smakiem i konsystencją. Skorzystałam z przepisu Jamiego Olivera z jego najnowszej książki "30 minut w kuchni". Tak wiem - tam są gotowe zestawy i raczej nie powinno się wybierać pojedynczych dań. Ale deser to co innego.;) Potrzebowałam czegoś co da się szybko przygotować, będzie ładnie wyglądało i będzie z czekolady. Wybraliśmy przepis sugerując się zdjęciami. Był to strzał w dziesiątkę. 
Oczywiście nie byłabym sobą nie wprowadzając odrobiny swojej inwencji i podkręciłam nieco krem przy pomocy mojego ulubionego cointreau.
Deser wyszedł jedwabisty i kuszący w miarę stygnięcia stawał się coraz bardziej kremowy. Naprawdę polecam.


Czekoladowe ganache z pomarańczową nutką
(6 porcji)

170 g gorzkiej czekolady
250 ml śmietany kremówki 36%
20 g masła
20 ml cointreau 
szczypta soli
otarta skórka z połowy pomarańczy

Śmietankę podgrzałam ze skórką pomarańczową i ciepłą zalałam pokrojoną na malutkie kawałki czekoladę. Miseczkę z masą umieściłam nad garnkiem z gorącą wodą i mieszałam do rozpuszczenia. Dodałam masło i likier oraz szczyptę soli morskiej. Wymieszałam całość ubijaczką na gładką masę i rozlałam do małych ceramicznych miseczek.
Podałam z pomarańczą pokrojona na cząstki i kruchymi pomarańczowymi jeszcze ciepłymi ciasteczkami.

Ciasteczka z nutką pomarańczy

150 g ciast kruchego z tego przepisu
łyżeczka cukru brązowego
otarta skórka z połowy pomarańczy
łyżka cukru perlistego

Ciasto miałam w zamrażalniku:). Rozmrożone ale wciąż zimne ciasto rozwałkowałam na prostokąt o grubości 0,4 cm posypałam brązowym cukrem i skórką pomarańczową. Zwinęłam rulonik wzdłuż dłuższego boku i pokroiłam na ok 0,5 cm ciasteczka. Połowę posypałam cukrem perlistym i piekłam je w 180 stopniach C. 15 minut. Studziłam na kratce:).
Świetne z kremem czekoladowym np jako łyżeczka:).



Drukuj przepis

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...