niedziela, 25 września 2011

Malinowe pożegnanie lata


Nie wiem jak dla Was ale dla mnie istnieją połączenia idealne. W książce Michela Roux'a "Ciasta pikantne i słodkie" jest wiele inspirujących przepisów. Jeden z nich szczególnie zachwycił moje K. Połączenie kruchego ciasta, aromatycznych malin i aksamitnego kremu czekoladowego zniewala. Połaczenie idealne. 
Warto skusić się na nie gdy jeszcze są słodkie maliny - takie pożegnanie lata jesienią.






Tarta z malinami i kremem czekoladowym




250 g ciasta kruchego z całymi jajkami (według przepisu poniżej)
250 g świeżych malin




20 g liści mięty ( ja pominęłam)



50 ml likieru pomarańczowego (użyłam zamiast mięty)

Krem czekoladowy:

250 ml śmietany kremówki (użyłam tortowej 36%)
200 g dobrej czekolady 60 - 70% kakao - drobno posiekanej
25 g płynnej glukozy (nie miałam- pominęłam)
50 g masła pokrojonego w kawałeczki

W rondlu o grubym dnie zagotować śmietanę na średnim ogniu. Zdjąć z ognia, dodać czekoladę i glukozę ( ja dodałam 30 ml likieru pomarańczowego) ubić mikserem na bardzo gładką masę. Nadal miksując, po kawałeczku dodać masło. (Używałam miksera stacjonarnego).

Najładniejsze 24 maliny można odłożyć, resztę przekrojoną ma pół wymieszać bardzo delikatnie z miętą ( ja użyłam 20 ml likieru pomarańczowego) i równomiernie rozłożyć na spodzie.
Zalać maliny polewą po brzeg spodu z ciasta. Ostudzić a następnie włożyć do lodówki na co najmniej 2 godziny przed podaniem.
Ciasto pokroić na porcje bardzo ostrym nożem i podawać z malinami. 



Ciasto kruche z całymi jajkami
z książki „Ciasta pikantne i słodkie” Michel'a Roux

250g mąki tortowej
100g masła, pokrojonego w kostkę, lekko zmiękczonego
2 jajka
100g cukru pudru przesianego przez sitko
szczypta soli

Usypać wzgórek z mąki, zrobić w nim wgłębienie. Włożyć w nie masło, wsypać sól, cukier i. palcami wymieszać aż utworzą się grudki. Znów zrobić wgłębienie i wbić w nie jajka. Wyrobić ciasto czubkami palców aż będzie zwarte. Ugnieść je do gładkości.

 Utworzyć z niego kulę, owinąć w folię i włożyć do lodówki na minimum 30 minut.
(Ciasto można przechowywać w hermetycznym pojemniku w lodówce przez tydzień, a w zamrażalniku do 3 miesięcy.)
Dobrze schłodzone ciasto rozwałkować na grubość 3 mm i wyłożyć nim foremkę (ja używam metalowej z wyjmowanym dnem ze specjalną powłoką, więc nie muszę niczym smarować; jeśli jednak nie jesteście pewni jak przywiera Wasza forma ceramiczna, szklana lub metalowa wysmarujcie  ją masłem i wysypcie przesianą bułką tartą lub mąką.) Wstawić do lodówki na minimum 20 minut. Nakłuć widelcem. Wyłożyć papierem i wysypać fasolę lub specjalne ceramiczne kulki. Piec bez nadzienia w 190st. C przez 20 min. ( małe foremki ok. 10 minut). Wyjąć. Zdjąć papier z fasolą lub kulkami. Obniżyć temperaturę do 18
0 stopni C. i piec ciasto jeszcze 5 minut.

Ostudzić 








czwartek, 8 września 2011

Kociołek - nasz mazurski przysmak


Kto z Was próbował dania z kociołka? 
Kto uwierzy że z 3 składników podstawowych plus sól i pieprz wrzuconych do żeliwnego kotła wyjdzie danie niezwykłe. 

Przepis podstawowy +  pierwszy kociołek zawdzięczamy Panu Marianowi. Pochodzi z okolic Zawiercia.
Jego przygotowanie to miły rytuał. Jest prosty ale ... właściwe ognisko to sztuka. Tylko z takiego będzie właściwy żar. Nie podejmuję się opisywać tego - gdyż ogniskiem zajmują się Panowie. Kociołek to również ich domena.


W wersji podstawowej do kociołka wyłożonego plastrami tłustego boczku wkładamy warstwami pokrojone ziemniaki, plastry cebuli i chudsze kawałki boczku przesypując je solą i pieprzem. Wszystko ugniatamy i zakręcamy denko a całość wrzucamy na żar. Po pierwszej godzinie wokół ogniska zacznie się roznosić kuszący zapach - chwilę potem apetyczne perkotanie -- i wtedy trzeba uzbroić się w cierpliwość - jeszcze ok godziny i-- łyżki w dłoń. powstałe danie oczywiście należy do serii - nie wygląda - ale smakuje i to jak:).

Wersje kociołka mogą być różne - Podstawa zostaje zawsze ta sama. Do tego kapusta, którą wykładamy kociołek - nadająca aromat i zabezpieczająca całość przed przypaleniem. Lub mięso wieprzowe, papryka, pomidory, białe wino, czosnek-- to co lubicie i co podpowie Wam wyobraźnia lub co właśnie macie w "piekiełku".

To właściwie nie jest przepis:)
Raczej wskazówki. 


Dobre rady dla początkujących "kociołkowiczów".

Dno kociołka zawsze wyłożone tłustym boczkiem , słoniną lub liśćmi z kapusty. Jeśli mamy skórę z boczku idzie na samo dno.
Boczek na kapustę.
W wersji z mięsem kroimy je na małe kawałki i marynujemy np w winie- przekładamy na boczek.
Warzywa mieszamy. 
Używamy duuuuuużo ziemniaków. 
Jeśli dajemy pomidory to na sam wierzch. 








Polecam:)

niedziela, 4 września 2011

Co zrobić na konkurs? ....... Makaron!


Jak się zorientowaliście od kilku miesięcy biorę udział w konkursie na kulinarny blog roku. Lubię zastanawiać się co przygotować, lubię gotować potrawę na konkurs, smakować ją i zastanawiać się czy Wam zasmakuje. Czasem gotuję kolejne danie i wtedy wspólnie z moim K. decydujemy które jest ciekawsze.  Tym razem wybór był prosty. Na mazurach jedliśmy kurki. Z tego co było na łódce w "piekiełku" - (czyli naszej spiżarce)  dobieraliśmy dodatki. Z potrzeby chwili powstał sos kurkowo - cukiniowy a w chwili olśnienia pokrojona w długie paski cukinia udawała część makaronu.  Pasta wszystkim bardzo smakowała - lekka dzięki cukinii - ale sycąca za sprawą śmietanki w sosie. Polecam! Zróbcie ją sami dopóki trwa sezon kurkowy na straganach;)

Makaron z cukinią w sosie kurkowo - cukiniowym
(2 porcje)


150 g długiego makaronu np. bavette n 13
1 średnia cukinia lub 2 mniejsze
mała cebulka
1 łyżka masła
15 dkg kurek ( dwie spore garści)
100 ml śmietanki 18%
łyżka koperku
sól i pieprz

Oczyszczone i pokrojone ale nie myte kurki oraz posiekaną drobno cebulkę lekko solimy smażymy na maśle na małym ogniu ok 10 minut . Cukinię obieramy bardzo grubo ok 0,5 cm i skórki kroimy wzdłuż na bardzo długie paski - taki "makaron". Wnętrze cukinii pozbawiamy pestek i kroimy na kostki centymetrowe. Wstawiamy wodę na makaron. Gdy kurki zaczynają się rumienić wrzucamy kostkę cukiniową i właściwie od razu wlewamy śmietankę. Całość zagęszczamy na małym ogniu. W tym czasie gotujemy makaron -sprawdzamy jaki jest czas gotowania na al dente i na 3 minuty przed tym czasem wrzucamy do niego paski cukinii. Muszą pozostać intensywnie zielone i jędrne podobnie jak makaron. Odcedzamy zostawiając pół szklanki wody z gotowania. Do sosu wrzucamy połowę koperku, pieprzymy do smaku i wrzucamy makaron z cukinią - w razie potrzeby dolewamy wodę z gotowania. Mieszamy i podajemy posypane resztą koperku.
Wyśmienite ze szklaneczką schłodzonego w jeziorze białego wina.

Smacznego:)
Makaron na Mazurach

czwartek, 1 września 2011

Słońce na talerzu


Pan Marian przywiózł dla Nas na łódkę karmelizowaną dynię. Dużo dyni:). Co z niej zrobić? Decyzja zapadła szybko - zupa. Ale bardzo sycąca więc z ziemniakami i bardzo, bardzo gęsta. 
Nawet nie wyobrażacie sobie jak cudownie smakowała jedzona na dziobie "Misiaczka" na Jeziorze Nidzkim.

To właściwie nie będzie nawet przepis - raczej wariacja na temat ..

Zupa z karmelizowanej dyni

(duży garnek)

Karmelizowana dynia* (ok 2 litrów)
Ziemniaki (ok 2 kg)
1 cebula 
3 ząbki czosnku
suszone warzywa
szczypta imbiru
pieprz
sól
słodka papryka w proszku
2 łyżki masła
czerwone chili świeże lub suszone
mleko - opcjonalnie

*karmelizowana dynia - dynia pokrojona na cząstki, posmarowana olejem i upieczona w piekarniku

Dynię kroimy w grubą kostkę (ok 2 cm bok) i dusimy na łyżce masła z posiekaną cebulą, czosnkiem, imbirem i suszonymi warzywami. To zajmie ok 10 minut- raczej nie rumienimy chodzi o to aby wszystkie smaki się wydobyły i rozwinęły. Gdy wszystko już pięknie pachnie dodajemy pokrojone w średnią kostkę ziemniaki i zalewamy wszystko wodą nieco ponad warzywa. Solimy i pieprzymy dodając paprykę. Gotujemy do czasu aż ziemniaki się rozpadają. W razie potrzeby dolewamy wody. Mieszamy dodając pozostałe masło aż uzyskamy gęsty "krem" z wyraźnymi kawałkami warzyw ( jeśli lubicie można zmiksować ale ja wolę konkretną strukturę). Przed podaniem posypujemy zupę w miseczce drobno posiekanym chili ewentualnie dolewając mleka.
Znakomita po odgrzaniu na drugi dzień;) Myślę że można zamrozić:)

Proporcje podałam "na oko" - na łódce nie mam wagi - ale myślę że w zupach nie potrzeba aptecznych miar - wrzucamy wszystko do gara i czekamy na sycące, rozgrzewające danie.

I co powiecie na mazurskie jedzenie? 

Ps. Specjalne podziękowania dla Pani Krysi za przysłaną dynię. Było pysznie:)







środa, 31 sierpnia 2011

Wakacje - ciepło, słonecznie, pomarańczowo:)

Witam was po miesięcznej przerwie.  Część tego czasu spędziłam na Mazurach - gdzie oczywiście również gotowałam;). Na początek bez przepisów - pomarańczowe migawki mazurskie. 










Na Szlaku Wielkich Jezior królowały kurki, z nimi powstała większość  dań. Dodawały smaku, aromatu i koloru prostym potrawom. W dalszych postach pokażę jakie pyszne, proste obiady ugotowałam w warunkach "polowych". Będzie też prezentacja naszego mazurskiego przysmaku - kociołka.  Zapraszam:)





piątek, 5 sierpnia 2011

Focaccia - moja miłość


Dzisiaj dwa  a raczej trzy rodzaje tego przysmaku. Wszystkie pochodzą z Włoch gdzie się w nich zakochałam - ale z różnych regionów. Pierwsza z Apulii a dokładnie z Wysp Tremiti. Zajadałam się taką na plaży. W maleńkim barze serwującym cudowne espresso ok 11 pojawialy się wielkie tace tego przysmaku. Podobnie jak pizza a taglio były cięte na kawałki i ważone. Nigdy nie mogłam się zdecydować na jedną więc brałam po małym kawałku takiej z pomidorkami cherry i dodatkowo z cebulką.  Przepyszne:).

Drugi rodzaj to było totalne zaskoczenie. Po długiej podróży samochodem, uroczy placyk w Lucce w Toskanii. Miła knajpka w której poprosiliśmy o lokalny przysmak. Dostaliśmy Focaccię z rozmarynem, szałwią i .... słoniną. 
Taką cudownie się rozpływającą sezonowaną w soli i ziołach. Przepyszne:)
Kilkukrotnie już ja robiłam - ale najlepsza wyszła mi ostatnio. Oczywiście dzięki słoninie.  Nie była to oryginalna toskańska ale równie smaczna za 1\4 ceny tamtej - kupiona w maleńkim sklepiku w Łodzi przy ulicy Nowomieskiej. 

Ciasto też lekko zmodyfikowałam - dodałam oprócz drożdży odrobinę zakwasu- zyskało znacząco na smaku :)

Zapraszam


Focaccia

400 g maki pszennej chlebowej
10 g świeżych drożdzy
łyżka aktywnego płynnego zakwasu pszennego ( niekoniecznie - po prostu piekłam tez chleby:)
łyżeczka soli morskiej
woda ok 300 ml ( ma wyjść dosyć luźne ciasto)
pół łyżeczki cukru
2 łyżki oliwy
odrobina maki do podsypania

Na wierzch słoninkowy:)
cienkie plasterki słoniny sezonowanej
świeże liscie szałwii + klika do dekoracji
świeży rozmaryn

Na wierzch pomidorkowy i cebulkowy
pomidorki koktajowe
młoda cebulka przekrojona wzdłuż na pół i podzielona na łódeczki
świeży rozmaryn
oliwa
sól morska
świeża bazylia 

Jak wszystkie ciasta z zakwasem to też potrzebuje czasu.  Tutaj było to ok 4 h. 
Drożdże rozmieszać z zakwasem, cukrem , odrobiną wody i łyżką maki. Po ok 10 minutach dodać resztę przesianej maki i wodę. Ok 15 minut zagniatać luźne ciasto. Gdy odstaje od ręki polewamy oliwą i przykrywamy wilgotna ściereczką.
Po 4 h formujemy formujemy placki dając im kilka minut odpocząć nim nałożymy nadzienie. 
Piekarnik rozgrzewamy do 230 stopni i rozgrzewamy w nim gruba blachę.
Ja uformowałam jedną owalną a drugą w foremce.
Na okrąg nakładamy zioła na to kładąc plasterki słoniny. 
Na jednej części ciasta w foremce rozkładam cebulkę a na drugiej pomidorki. Wciskamy je lekko w ciasto. Polewamy oliwą, posypujemy rozmarynem i solą. 
Focaccia ze słoninką piecze się ok 10 minut. Tą z pomidorkami lubię grubszą więc piekłam ja ok 15 minut. Na koniec na obie nakładamy świeże zioła - kroimy i zjadamy. Pomidorkowa może być zjedzona na zimno:).

Mam jedna uwagę do słoninkowej wersji. W czasie pieczenie wytapia się sporo tłuszczu  więc warto zebrać go  aby nie było zbyt tłusto (o ile przy tej wersji ma sens mówienie tego:)).  Ja to robię przy pomocy ręcznika papierowego.



Drukuj przepis

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...