sobota, 15 października 2011

A dziś na śniadanie....

Zgadnijcie - odpowiedź po południu;)


To nie były pancakesy;) ale placuszki - serniczki.


Jedne z moich ulubionych szybkich placuszków. Moim zdaniem mają same zalety: ich przygotowanie to tylko kilka minut, smażę je bez tłuszczu, są lekkie i puszyste - ale treściwe, delikatne i miękkie, do przygotowania wystarczy miska i rózga.
Przygotować je można w każdym miejscu w którym dysponujemy palnikiem i patelnią. Zazwyczaj wykorzystuję jakiś serek z kubeczka - w tym wypadku była to ricotta, ale używałam też mascarpone, jakiegoś waniliowego, serków kanapkowych, puszystych i twarogu też. Właściwie każdy biały ser  jest dobry. Często używam resztek;)

Te placuszki to kolejna propozycja skierowana również dla dzieci. Miałam przyjemność przygotowywać te placki dla kilku maluchów i zawsze placki znikały z talerzy. Świetne na mazurskich rejsach oraz Tatrzańskich wyprawach na narty. Gotowe w kilka minut więc nim maluchy np zdążą się ogarnąć po sankach mają na stole pyszne placuszki. Zachwycała mnie mała M. która zimą w Białce zdecydowanie preferowała te placki z miodem koniecznie akacjowym.
Gdy do małych smakoszy dosiadają się więksi - bez obaw możemy przygotować większą porcję. 
To mój własny przepis. A dlaczego serniczki? Bo podczas smażenia kuchnię wypełnia kuszący sernikowy zapach, a same placuszki bardzo przypominają w smaku ten cudowny wypiek.
Placuszki "serniczki"
(ok 8 placuszków- 1- 2 porcje)


serek ok 125g 
1 jajko
1 łyżka maki ziemniaczanej
2 łyżki mąki pszennej (można zastąpić orkiszową lub razową)
wanilia (niekoniecznie)
otarta skórka z cytryny lub pomarańczy lub limonki (niekoniecznie)
cukier ok 1 łyżeczki

Dodatki do wyboru:
mus owocowy, świeże owoce, mód, syrop klonowy, syrop owocowy, dżem
Serek dokładnie mieszamy  rózgą z jajkiem, cukrem, wanilią i skórką z cytrusów. Po chwili dodajemy mąkę i dokładnie mieszamy razem wszystkie składniki.  Można też składniki zmiksować lub w ostateczności wymieszać widelcem  - ale jeśli użyjecie twarogu warto go wcześniej dokładnie rozgnieść z odrobiną mleka lub śmietanki. Teflonową patelnię rozgrzewamy ale niezbyt mocno i kładziemy łyżką placuszki. Smażymy na małym ogniu i po chwili odwracamy. Mały ogień jest istotny - pozwala nam nie przypalić placuszków i nie dopuścić do tego by pomimo ciemnej zewnętrznej skórki pozostały surowe w środku.
Podajemy z ulubionym dodatkiem:)

niedziela, 9 października 2011

Risotto z cukinią i rydzami

W tym miesiącu tematem przewodnim  konkursu w którym biorę udział jest dynia i rodzina:). 
Na szczęście jest ta rodzina. Czyli mogę użyć cukinii:) - bo to moje ulubione warzywo. Mogłam wykorzystać cukinie które przywiozłam od Mamy. Do tego Rodzice przywieźli mi rydze. Prawdziwe pyszne, świeże rydze.  Pomarańczowe cudo - dla mnie najlepsze grzyby. Czekam na nie cały rok - tu gdzie mieszkam trudne do dostania - wręcz nieosiągalne. Usmażone na maśle zjedzone z kromką chleba są rarytasem równym najwymyślniejszym daniom.
Do dania konkursowego użyłam obu przysmaków i powstało cudownie aromatyczne risotto. Zjedliśmy je na śniadanie:) - bo dlaczego nie?
Wspaniałe, piękne pachnące, sycące. Idealne.
Tak ten przepis zasługuje na prezentację w konkursie.
Zasady przygotowania risotta podałam tutaj

Jesienne risotto z rydzami.




1 szklanka ryżu arborio
1/3 szkalnki dobrego białego wina (jeśli nie mamy naprawdę dobrego to nie dodajemy)



1 mały drobno posiekany por biała część
2 łyżki masła
2 szklanki rosołu warzywnego
1 spora młoda cukinie
łyżeczka drobno posiekanych listków selera
4 rydze pocięte w paski
łyżka koperku
natka pietruszki
sól, pieprz

ponadto:
kilkanaście rydzy
1/4 kostki masła
sól, pieprz

W garnku  na średnim gazie rozpuścić połowę masła wrzucić pora i pokrojone rydze i po 3 minutach ryż z selerem. Mieszamy przez kilka minut aby każde ziarenko było oblepione tłuszczem - ryż powinien zrobić się lekko przeźroczysty. Wtedy wlewamy wino  i gdy odparuje zaczynamy dolewać gorący rosół. Partiami i powoli - cały czas mieszając. To całkiem relaksujące i przyjemne. 
W tym czasie zaczynamy smażyć rydze. Robimy to po prostu. Na rozpuszczone masło kładziemy kapelusze grzybów blaszkami do góry. Smażymy aż masło zrobi się bardzo klarowne i pomarańczowe. Wtedy je solimy i pieprzymy. Można mieszać ale nie trzeba. 
Po ok 10 minutach gotowania i mieszania ryżu dorzucamy pokrojoną w półplasterki młodą jędrną i świeżą cukinię.
Gotujemy jeszcze kilka minut nie zapominając o dolewaniu płynu. Ryż powinien pozostać jędrny!. Gdy uznamy że jest prawie gotowy dodajemy pozostałą łyżkę masła i koperek. Mieszamy i zostawiamy pod przykryciem na 2 minuty.
Podajemy ze smażonymi rydzami. Polewając całość niesamowicie aromatycznym rydzowym masłem.
Delektujemy się najlepiej w miłym towarzystwie.
Brak sera nie jest przeoczeniem. 







Suszone śliwki


Kto z Was zna pierogi z suszonymi śliwkami?

?
?
?
Danie które dla mnie jest oczywiste.  Na takim jedzeniu się wychowałam. 
W kuchni mojej Babci - w moim rodzinnym domu były od zawsze. Zresztą suszone  a raczej wędzone śliwki często gościły na naszych talerzach. W pierogach, w zapiekanej kaszy lub pęczaku ( ta specjalność może występować w wersji na słodko jako samodzielny specjał lub jako dodatek do dań mięsnych  z sosem). Kilka śliwek do bigosu, do schabu pieczonego lub duszonej wołowiny. Oczywistą oczywistością jest oczywiście:) kompot z suszonych śliwek i suszone śliwki jako przegryzka. Te wędzone najlepsze dostawałam od Doroty - z sadu jej Dziadków na Jamnej.
Dziś najczęściej muszę zadowolić się śliwkami kalifornijskim. Ale pierogi i tak są pyszne.

Pierogi z suszonymi śliwkami
Ciasto do pierogów tradycyjne: 
400 g mąki pszennej, 
2 żółtka
ciepłe mleko - ile zabierze. 

Zagniatam dosyć luźne, dające wałkować się ciasto i dobrze je wyrabiam. Potem ciasto sobie odpoczywa a ja w małym rondelku gotuję partiami śliwki - ok 400 g. Muszą zmięknąć trwa to kilka minut. Jeśli mamy "prawdziwe" wędzone śliwki to wcześniej trzeba je namoczyć. Ugotowane, odsączam na papierowym ręczniku. A wody nie wylewam tylko gotuję ją do gęstości syropu. Dodaję do niego łyżkę masła i szczyptę cynamonu. Jeśli uważam że potrzeba odrobinę dosładzam - ale to kwestia smaku:)


W dużym garnku gotuję wodę na pierogi.
Ciasto wałkuję bardzo cienko i szklanką wycinam koła. Do każdego wkładam śliwkę i zlepiam.
Do osolonego wrzątku  wkładam łyżką masła i wrzucam pierogi. Gotuję je ok 4 minut. 
Wykładam na talerz - gdzie dzięki masłu w wodzie z gotowania nie zlepiają się.
Na talerzach polewamy pierogi syropem.
Danie świetne też na zimno. Pierogi znikają w niewytłumaczalny sposób.:)




Uwaga!!! nie można ich nigdy zrobić za dużo bo zawsze wychodzi za mało:).

A teraz ciekawostka. Takie pierogi to jeden z tradycyjnych deserów Wigilijnych w moim rodzinnym domu. Bez nich nie wyobrażam sobie świąt. Gdy nie spędzam Wigilii w Paleśnicy - to robię te pierogi i dzielę się nimi. Dla mnie to smak domu i tradycji tak jak kapusta z grzybami czy żurek owsiany. 


Chętnie poznam Wasze "nietypowe" dania wigilijne. Potrawy rodzinne i lokalne. Jestem ich bardzo ciekawa.


sobota, 8 października 2011

Ciasto na niedzielę


Najprostsze z najprostszych. Najlepsze. 
Lubicie biszkopt? Ja uwielbiam. Dziś wariacja na temat:) 
Podobne ciasto robiłam w podstawówce. Wtedy uruchamiałam prodiż, wbijałam jajka do miski i ubijałam pracowicie do białości. Potem odrobina oleju i mąka. Do tego owoce. Najchętniej wrzucałam truskawki. W czasie pieczenia puszczały duuuużo soku (ale to zwiększało smakowitość) i letni podwieczorek gotowy.
Wtedy uważałam że dużo znaczy dobrze, dzisiaj wiem że często mniej znaczy więcej i uczę się umiaru w kuchni. Kilka dobrych składników, staranne wykonanie i prostota sprawiają wiele radości i przekonują smakiem. Dziś nie wrzucam do ciasta kilograma owoców. Nie lubię też ciast uperfumowanych olejkami. Wolę dodać kilka kropli wanilii, otartą skórkę z cytrusów lub gula dobrego alkoholu.

Jakiś czas temu za sprawą Liski  i jej przepisu wróciłam do prostych biszkoptowych  ciast z owocami. Dzięki Kiciusiowi ich przygotowanie to pestka. Olej zastąpiłam rozpuszczonym masłem. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie podkręciła ciasta skórką z cytryny i wanilią. Idealnie komponują się z maślanym aromatem.
Najważniejsze w tym przepisie są jajka. Muszą być świeże, muszą być najwyższej jakości ( ja użyłam jajek od mojej Babci) i muszą być idealnie ubite. Mąka musi być przesiana a masło świeże i rozpuszczone ale nie zrumienione. To nie pomyłka - do ciasta nie dodaje się proszku ani sody!
W przepisie są śliwki ale używałam też jabłek, gruszek, truskawek, czereśni, agrestu. Za namową mojego K. również dżemu gęsty i kwaśny świetnie się sprawdza - zawsze wychodzi pyszne:).

Zapraszam:)

Biszkoptowe ciasto cytrynowe ze śliwkami







4 jajka
120 g mąki pszennej (użyłam typu 450) - ok  1/2 szklanki 
100 g cukru ok 6 kopiastych łyżek
otarta skórka z połowy cytryny
łyżeczka ekstraktu z wanilii
50 g masła (1/4 kostki masła 200 g)
5 - 6 dużych śliwek pokrojonych na ćwiartki

Na polewę cytrynową

sok i skórka z połowy cytryny + 1 plasterek ze skórką
4 łyżki cukru
łyżka wody

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni C. Foremkę o średnicy 20 cm wykładamy papierem do pieczenia lub smarujemy masłem i wysypujemy bułką tartą. Topimy masło.
Jajka ubijamy z cukrem do białości i rozpuszczenia się cukru. Do jajek wsypujemy mąkę i skórkę z cytryny. Dokładnie ale ostrożnie mieszamy  - na koniec wlewając masło i wanilię. Ciasto wylewamy do foremki na wierzch układamy śliwki.
Wkładamy do piekarnika na 40 minut. Pieczemy do tzw suchego patyczka.

Jeśli nie mamy stacjonarnego miksera to oddzielnie ubijamy żółtka z połową cukru do białości a oddzielnie białka. Ważne by rozpuścić cukier. 
Mieszamy połowę białek z koglem moglem, mąką, skórką z cytryny i wanilią. Na koniec ostrożnie z pozostałymi białkami i masłem.Dalej postępujemy jak wyżej.

Na polewę:

W stalowym rondelku mieszamy cukier z wodą i gotujemy do momentu gdy zaczyna zmieniać kolor. Wtedy zdejmujemy z ognia dodajemy sok z cytryny i szybko mieszamy. Plasterek cytryny kroimy na cząstki i mieszamy z syropem.  Całością polewamy ciasto.

Z podanych składników wychodzi ok 6 porcji niekoniecznie dla 6 osób. Idealne na deser lub niedzielny podwieczorek.
Polecam:)

wtorek, 4 października 2011

Cukinia - ostatnie maleństwa


W weekend korzystając ze wspaniałej pogody ogołociliśmy sad w Zdonii, warzywniak, spiżarkę i piwniczkę w Paleśnicy. Wywiezione przez nas łupy ledwo zmieściły się do bagażnika kombi.
Skarby zagarnięte to prawdziwe jabłka w kilku rodzajach pachnące i chrupiące o różnych przeznaczeniach i nazwach których nie znajdziecie na straganach. Orzechy, ziemniaki:), cebule w kilku rodzajach, słoiki pełne słońca. Jajka od prawdziwych kur, pęczki świeżych ziół i ..... ostatnie maleńkie cukinie. Uwielbiam je. 
Chrupiące, mocno zielone idealne do frittaty, grzanek i pizzy. 

Dziś nie będzie przepisu:).
Raczej pomysł i inspiracja z której powstała pizza bianca. Pachnąca, chrupiąca. Pyszna.
Możecie użyć dowolnego ciasta np z tych przepisów
Na wierzch położyłam cienko pokrojone małe cukinie, plasterki pomidora i ricottę. Wszystko posypałam tymiankiem, sola i pieprzem a całość skropiłam odrobiną oliwy. Szybkie i proste. Cukinia zachowała swój delikatny smak. Polecam.


Ps. Tak pochodzę z Pogórza i jest tam niewyobrażalnie pięknie - przykład na zdjęciu.

poniedziałek, 26 września 2011

Makaron z ziemniakami? ..... TAK


Sądzę że większość z Was zna gotowe pesto genovese. Zielona, aromatyczna pasta w słoiczku - dopełnienie wielu bardziej lub mniej udanych dań. Pesto z makaronem to klasyka i szybkość w jednym. Ratuje na wyjazdach czasem w domu:). Jednak o wiele bardziej lubię zrobić pesto samodzielnie - proste, szybkie i ten smak... mniam. Po szczegóły zapraszam do Marty i naprawdę polecam. 
Pesto alla Genovese to klasyka - ale .. no właśnie - moje K. nie jada sera, ja też nie zawsze mogę, cena pinoli potrafi odstraszyć. Robię więc czasem pesto mało klasyczne - jest w nim bazylia!, czosnek, oliwa i pestki słonecznika. Zdrowe i pyszne.

Ale miało być o ziemniakach i makaronie. 
To zestawienie widziałam w wielu włoskich książkach kucharskich. Czytałam o nim, oglądałam na blogach, w programach tv ale jednak nie przekonywało mnie - miało być wypróbowane kiedyś... w bliżej nieokreślonej przyszłości. Aż dostałam "Kitchen" Nigelli Lawson - i obejrzałam ją w TV gotującą "Pasta alla genovese with potatoes, green beans and pesto"- czyli Makaron po genueńsku z ziemniakami , zieloną fasolką i pesto. 
Jak zwykle nie zostałam obojętna na jej urok i to Brytyjka a nie Włosi przekonała mnie do zrobienia tego przysmaku. Bo to jest przysmak. Sycące, bardzo treściwe danie. Aromatyczne dzięki bazylii i czosnkowi, kojąco aksamitne dzięki ziemniakom, lekko chrupkie dzięki fasolce. Idealne:). Do tego dnia użyjcie najlepszej oliwy jaką macie - nie będziecie żałować ani kropli.
Niestety po raz kolejny danie które lepiej chyba smakuje niż wygląda - więc uwierzcie mi na słowo i do dzieła.
W orginalnym przepisie Nigella użyła tradycyjnego pesto zrobionego przez siebie  - ja podaję przepis na moją zmodyfikowana wersję ze słonecznikiem. 

Makaron po genueńsku z ziemniakami, zieloną fasolką i pesto słonecznikowym
(porcja dla 2 baaardzo głodnych osób)

4 mączyste ziemniaki pokrojone w kostkę o boku ok 1,5 cm
200 g makaronu - tutaj grube rurki
200 g zielonej fasolki obranej i pokrojonej na pół lub 3 części
świeżo starty ser parmezan (niekoniecznie  ale warto)

Na pesto słonecznikowe
1/2 ząbka czosnku
1/4 szklanki słonecznika
1/2 szklanki oliwy
duży peczek bazylii 
świeży parmezan - niekoniecznie
sól, pieprz do smaku

Zaczynamy od gotowania ziemniaków - wstawiamy je w dużym garnku w dużej ilości wody. Potem dorzucimy do nich makaron.
W osobnym garnku wstawiamy fasolkę (moja uwaga:  Nigella podaje czas gotowania fasolki 3-4 minuty. Wydaje mi się że albo ma inną fasolkę do dyspozycji - albo nasz smak jest nieco inny - ja gotuję ok 15 minut.) Ma być jędrna ale jeszcze nie miękka. 
Gdy ziemniaki są już prawie gotowe  - dorzucamy makaron. Chodzi o taki efekt że ziemniaki lekko się rozgotują i powstanie z tego cudowny sos. Makaron gotujemy al dente!
Odcedzamy fasolkę.


W tym czasie robimy pesto - do blendera wrzucamy słonecznik z czosnkiem i bazylią (serem), miksujemy do ziarnistej konsystencji - (można na gładką pastę  ale ja wolę taką "chropowatą" strukturę)  wlewamy oliwę, doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Miksujemy do momentu połączenia się wszystkich składników.
Ziemniaki z makaronem odcedzamy zostawiając ok 1\2 szklanki wody z gotowania. W tym samym garnku mieszamy makaron z fasolką, ziemniakami i pesto. Jeśli danie wydaje nam się zbyt suche dodajemy  wodę z gotowania.
Na talerzach posypujemy świeżo startym serem - i ...... Smacznego:)



niedziela, 25 września 2011

Pierwszy sukces:)

Po długiej nieobecności związanej ze sprawami osobistymi spotkała mnie nadzwyczaj miła niespodzianka.

Mój przepis na Toskańską Focaccię  z sezonowaną słoniną  http://www.kulinarnyblogroku.pl/przepisy/pokaz/?id=310 i tutaj : http://cosdobrego.blogspot.com/2011/08/focaccia-moja-miosc.html ,
który brał udział w Sierpniowej edycji konkursu na Kulinarny Blog 2011 Roku zyskał uznanie Piotra Bikonta i został przez niego wyróżniony. Nagrodą dla mnie jest uznanie oraz publikacja mojego przepisu w prawdziwej książce kulinarnej. 

Piotr Bikont napisał: 

"Ze specjałów zagranicznych wyróżniłem takie, które stosunkowo łatwo dają się przenieść w polskie realia (n.p. nie wymagają zbyt wiele składników trudno jeszcze u nas dostępnych). Focaccia toskańska to przepis z jednej strony "hardkorowo" włoski, jednocześnie jednak zda się pachnieć zaskakująco swojsko."

Nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo cieszy mnie zauważenie mojej pracy przez tak znakomitego krytyka.

Wam dziękuję za głosy i proszę o więcej.

Pozdrawiam

Ps: Poniżej źródło mojej inspiracji - Focaccia zjedzona we Włoszech w Lucce w uroczej knajpce.- To było prawie dokładnie rok temu- cudowne chwile podrózy poślubnej. Tym większa radość:).


Agnieszka

Risotto




W tym roku w naszym prywatnym rankingu dań mazurskich risotto na które podam niżej przepis pobiło wszystkie inne dania. Prostota i świeże dobrej jakości składniki zawsze wygrywają.

Risotto - klasyka kuchni włoskiej. Dobrze przygotowane jest kremowe i aksamitne, z jędrnymi ziarenkami ryżu zatopionymi w sosie. Jego przygotowanie nie jest trudne - wymaga jednak poświęcenia mu czasu (20 minut)  w zamian odwdzięczy się nam wyjątkowym smakiem.
Gotować risotto nauczyłam się we Włoszech - następnie wielokrotnie gotowałam je w domu. Nie jest to nudne danie. Podobnie jak makaron można je jeść na dziesiątki sposobów. Nie jest też w swojej najbardziej podstawowej (i przepysznej) wersji Risotto alla milanese zbyt fotogeniczne. Prawdę mówiąc wygląda jak danie dla niemowlaków lub dietetyczna papka. Ale smak jest nieziemski. dlatego zachęcam Was do wypróbowania i polubienia tego dania.
Risotto świetnie sprawdzi się podczas uroczystej kolacji ale równie dobrze na Mazurach.

Kilka słów odnośnie risotta autorstwa Agnieszki Kręglickiej

"Risotto - sztandarowe danie północnych Włoch - to ryż ugotowany w taki sposób, że każde ziarenko jest osobne i jędrne, a razem łączy je kremowy sos powstały z powolnego gotowania tegoż ryżu w esencjonalnym bulionie. Podawane jest tak jak zupa lub makaron: pomiędzy zaostrzającą apetyt przekąską a głównym daniem mięsnym lub rybnym.
Odpowiednia odmiana ryżu o krótkich okrągłych ziarnach, np. dostępny u nas arborio, puchnie od pochłoniętego bulionu, w środku pozostaje al dente, a na zewnątrz rozmaśla się i oddaje skrobię, zagęszczając sos. Żeby to się udało, ryżu na risotto nie wolno płukać. Podsmaża się go leciutko w maśle lub oliwie z cebulką, dodaje do smaku jakieś warzywa, przyprawy, wino, mięso albo ryby i stopniowo wlewa gorący rosół. Tylko tyle, ile ryż jest w stanie wchłonąć. Przez kilkanaście minut gotuje się i miesza, pilnując, żeby z kremowego risotto nie stało się kleiste. Ostatnim ruchem jest wmieszanie łyżki masła lub tartego parmezanu. Danie podaje się od razu, nie da się go zrobić wcześniej i odgrzać, dlatego w dobrych restauracjach zawsze trzeba na nie czekać."

Risotto z cukinią i cieciorką wzbogacone kurkami
(dla 4-5 osób)


2 szklanki ryżu arborio
3\4 szkalnki dobrego białego wina
1 mały drobno posiekany por biała i jasnozielona część

2 łyżki masła



4 szklanki rosołu warzywnego , cielęcego lub drobiowego  lub wody

3 średnie młode cukinie
łyżka drobno posiekanych listków selera
garść kurek (niekoniecznie)
puszka cieciorki
natka pietruszki
sól, pieprz

W garnku  rozpuścić połowę masła wrzucić pora i posiekane kurki i po 3 minutach ryż z selerem. Mieszamy przez kilka minut aby każde ziarenko było oblepione tłuszczem - ryż powinien zrobić się lekko przeźroczysty. Wtedy wlewamy wino  i gdy odparuje zaczynamy dolewać gorący rosół. Partiami i powoli - cały czas mieszając. To całkiem relaksujące i przyjemne. Po ok 10 minutach dorzucamy pokrojoną w półplasterki młodą jędrną i świeżą cukinię ( dziękuję Pani z Krzyży która sprzedawała tam warzywa z własnego ogrodu - przepyszne).
Podajemy z natką i dobrym białym winem.


Jeśli danie ma być dla dzieci - to wino nie będzie przeszkadzało. Cały alkohol wyparuje a danie będzie bardzo aromatyczne. 



Racuchy- szybkie śniadanie


Racuchy- smak dzieciństwa. 
Kro z Was ich nie jadł?
Na ogół jedzone  na obiad, podwieczorek lub wczesną kolację.
W letni sobotni poranek gdy chleb dopiero rósł a w kuchni pachniały świeże owoce - racuchy wydały się nam dobrym pomysłem. 
Chwila mieszania - smażenie - i po chwili pulchne, chrupiące placuszki wylądowały na talerzach.
Pyszne solo, rewelacyjne z owocami i dżemem jagodowym od Mamy.

Racuszki na maślance
(ok 20 sztuk)

1 szklanka maślanki
2 szklanki przesianej mąki pszennej
1 jajko
1/2 łyżki cukru
szczypta soli
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
olej do smażenia




Do przygotowania użyłam miksera stacjonarnego, dzięki czemu było to naprawdę mało absorbujące. Oczywiście trzepaczka też się doskonale sprawdzi.Najpierw ubiłam białko i odłożyłam je. Następnie ubijałam żółtko z cukrem, sola i sodą. Do tego wlałam maślankę i wanilię i cały czas miksując wsypałam mąkę . Wymieszałam całość z białkiem - tym razem przy pomocy drewnianej łyżki - bardzo delikatnie aby piana nie opadła. (Najlepiej robić to na 2 razy. Najpierw dodać połowę piany a po chwili resztę- tą zasadę warto stosować zawsze)
Na rozgrzanym oleju smażę owalne placuszki z obu stron na złoty kolor. Dzięki sodzie robią się pulchne i ładnie rosną pomimo braku drożdży.
Na papierowym ręczniku dokładnie odsączam je z tłuszczu. 

Najlepsze są na ciepło z ulubionym dodatkiem. 
A po takim śniadaniu wycieczka na rowerach:):):)

Świetna propozycja dla dzieci - mogą pomagac mieszać i ubijać - oraz wybierać samodzielnie dodatki:)
   

Drukuj przepis

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...