czwartek, 5 kwietnia 2012

Ulubiona sałatka ze steków:)

Coś konkretnego, coś smacznego i koniecznie z mięsem. Urodziny mojego K. nie mogły się odbyć bez tej sałatki. Pomysł zaczerpnęłam wiele lat temu od Nigelli.
Potrzebny jest marynowany stek. Wielokrotnie go przerobiłam - dostosowałam do zawartości lodówki i jest to jedno z moich popisowych dań. W sam raz na rozpoczynający się sezon grillowy. Nie będę ukrywać - robię go też w domu na patelni grillowej. Lubię go tak bardzo, że godzę się na zadymiona kuchnię - ale zdecydowanie wolę zgrillować go na węglu drzewnym.

Ważne jest wcześniejsze zamarynowanie mięsa. Często robię to 2 -3 dni wcześniej. Właściwie jest to też jedno z niewielu dań do których używam sosu sojowego.



2 dni przed grillowaniem

grube na 2 centymetry steki z rostbefu (ilość zależy od apetytów gości)
pół butelki sosu sojowego
sok z 2 limonek
płatki suszonego chili
1 starty ząbek czosnku
4 małe pokrojone na ćwiartki cebulki
2 łyżki musztardy
2 łyżki oliwy

Wszystko mieszam w misce i przykryte wstawiam do lodówki. Czasem używam tez strunowego woreczka foliowego.

W dniu imprezy - steki wyjmuje z lodówki i ok godziny pozwalam im przyjąć temperaturę pokojową. 




Na talerzach rozkładam sałatę - z dużą domieszką rukoli oraz ogórkiem, pomidorkami, dumką i natką pietruszki. 
Mięso grilluję na bardzo rozgrzanej patelni grillowej po ok 2 minuty z jednej strony. Lubię też cebulkę z rusztu więc kawałki cebuli z marynaty dorzucam na patelnię. 
Steki po upieczeniu trafiają na deskę - gdzie "odpoczywają " ok 5 minut. Potem kroję je na cienkie plasterki, rozkładam na sałacie. Dorzucam zrumienione cebulki, obficie skrapiam sokiem z limonki oraz odrobiną oliwy. 

Jeśli macie gości nie przekonanych do jedzenia prawie surowego mięsa - możecie jeden z kawałków zgrillować mocniej. Ja osobiście lubię mocno krwiste;)


Wszystkie te zdjęcia zrobiła H. Pięknie - marze o jej umiejętnościach.:)

Awangarda Smaku

wtorek, 3 kwietnia 2012

Bo lubimy kawę


Kilka dni temu upiekłam tartę cytrynową. Wspaniała ! Ale moje K. stwierdził, że zbyt kwaśna. On woli delikatniejsze smaki. Uruchomiłam wyobraźnię i zaczęłam wyliczać czym można zastąpić cytrynę. Na dźwięk słowa kawa - rozbłysły oczy mojego K. i stwierdził. Tak, tak, kawowa. Nie mogłam odmówić tej prośbie. Wczoraj na urodzinowy deser zrobiłam specjalnie tylko dla Niego kawowe creme brulee. 
Przepis wymyśliłam sama - proporcje były na oko. Wyszło pysznie:). Tego typu deser uwielbiamy jeść z możliwie szerokich naczyń z bardzo ważnego powodu. Po prostu mamy więcej pysznej cukrowej przypalonej skorupki do schrupania:).

Kawowe creme brulee


(2 porcje dla łasuchów lub 4 normalne)


3 jajka
100 ml śmietany kremówki *
100 ml świeżo zaparzonej kawy espresso*
5 łyżek cukru
łyżka ekstraktu z wanilii (lub np ulubiony alkohol pasujący do kawy)
1 łyżka brązowego cukru - na skorupkę

Rozgrzałam piekarnik do 150 stopni C wraz z blachą wypełnioną na wysokość ok 1 cm wodą.
Ubiłam śmietankę z cukrem, dodałam do tego jajka i gdy krem był wymieszany wanilię i całość zalałam gorącą kawą. Chwilę pomieszałam na małych obrotach i przelałam do naczyń do zapiekania. Wstawiłam naczynia na blachę z wodą. W piekarniku krem spędził ok 40 minut.
Tuż przed podaniem posypałam wierzch deseru cukrem i przypaliłam go palnikiem. Po chwili przebijaliśmy pękającą z delikatnym chrzęstem skorupkę. Było pysznie:)

*Jeśli nie parzycie w domu espresso a używacie kawy rozpuszczalnej - to możecie użyć 200 ml śmietanki i 3 łyżeczek kawy rozpuszczonych w odrobinie wody. Ale ja wolę smak prawdziwej kawy:)



wtorek, 27 marca 2012

Nowoczesna tradycja?

 Gotowana w rosole wołowina, podana z chrzanem. Klasyczne, ulubione danie obiadowe. Czas przygotowania poniżej 10 minut z czego najwięcej tracimy na cieniutkie pokrojenie mięsa. Mój pomysł - możliwy do zrealizowania dzięki zamrożonemu bulionowi. Znów bez przepisu. 

Na 1 osobę trzeba liczyć ok 10 dkg świeżej polędwicy wołowej. 
Rozgrzałam bulion wołowy tak że tylko lekko mrugał. Polędwicę pokroiłam w bardzo cienkie plasterki. Wrzuciłam do bulionu - gdzie wołowina naciągała ok 2 minut. W tym czasie na talerzach rozłożyłam rukolę i obrałam kawałek świeżego chrzanu. Mięso po 2 minutach wyłowiłam i rozłożyłam na sałacie delikatnie skrapiając bulionem. Na wierzch starłam chrzan, lekko oprószyłam pieprzem i solą i skropiłam octem balsamicznym. Bulion wypiliśmy z filiżanek. 
Było pysznie i prosto. Maksimum smaku przy minimalnym wysiłku. Polecam.




Awangarda Smaku

środa, 21 marca 2012

Ciastko


Czasem lubię pobawić się formą, fakturą i zaskoczyć smakiem. Stąd dzisiejsze ciastko. Trochę nieoczywiste, smażone, niezwykle aromatyczne. 
Wymyśliłam je sobie. Uzupełniłam  brakujące składniki.
I było warto. 
Zapraszam. 

Smażone ciastko z ciasta filo  z anyżkową czekoladą w syropie podwójnie pomarańczowym


Skladniki na 1 ciastko:

4 kostki gorzkiej czekolady
1 łyżka ouzo
1 łyżeczka śmietanki kremówki
pół płata ciasta filo
1 łyżeczka miodu z kwiatów pomarańczy
1 łyżeczka wody pomarańczowej

oliwa do smażenia

Połowę czekolady stopiłam w kąpieli wodnej ze śmietanką i ouzo. Wystudziłam masę. Rozgrzałam oliwę w najmniejszym rondelku do smażenia. 

Na połowę plata filo nałożyłam 2 kostki czekolady,łyżeczkę masy czekoladowej i zawinęłam paczuszkę tak aby mieć pewność że czekolada nie wyplynie. Smażyłam w rozgrzanej oliwie na złoty kolor. 
Wodę pomarańczową podgrzałam i rozpuściłam w niej miód. Odsączone z oliwy gorące ciastko - polałam syropem - najlepsze jeszcze cieple najlepiej z filiżanką czarnej, gęstej aromatycznej kawy.


środa, 14 marca 2012

Burak!!!

Burak w roli głównej. Kolejne warzywo darzone przeze mnie bezkompromisowym uwielbieniem. Kilka przykładów ulubionych "buraczanych" smaków

  • zasmażane młode buraczki ze śmietaną i młode ziemniaczki z koperkiem - marzenie całoroczne. 
  • botwinka z duuuużą ilością koperku (i oczywiście)  młodymi ziemniaczkami - śnię po nocach
  • zimowa sałatka z papryki i buraków - produkowana przez moją siostrę i przechowywana w słoikach - całoroczna przyjemność
  • tarta z botwinką  - będzie już niedługo
  • barszcz - tutaj nikogo nie trzeba przekonywać
  • marynowane całe buraczki
  • i teraz kaszotto z burakami.
Właściwie  potrawa robiona na kształt risotto ale na wyraźną prośbę mojego K. z pęczakiem. Pięknie wygląda i fantastycznie smakuje. W tej potrawie burak wystąpił w 4 postaciach - bazy do kaszotto, smażonych z czosnkiem plasterków, pieczonych chipsów buraczanych i soku. Danie dla nas świetne solo - ale oczywiście może stanowić też dodatek do innych rybnych, grzybowych lub mięsnych przysmaków.

Kaszotto z poczwórnym burakiem

2 duże podłużne buraki (miały ok 10 cm długości )
1 mała drobno posiekana cebulka
2 ząbki czosnku
125 ml czerwonego wina
125 ml soku z buraków ( świeżego lub z butelki tzw jednodniowego) + 40 ml na koniec
szklanka pęczaku
2 łyżki oliwy
łyżka mascarpone (niekoniecznie)
duża łyżka startego sera (użyłam orzechowej goudy) - niekoniecznie - ale polecam
wiórki sera (orzechowa gouda )
50 g rukoli
tymianek i\lub koperek
ciepła woda lub lepiej ciepły bulion
garść włoskich orzechów

Kaszę opłukałam i namoczyłam kilka godzin wcześniej.



Buraki obrałam i jednego z nich pokroiłam w plasterki grubości ok 0,5 cm. Połowę plasterków rozłożyłam na lekko posmarowanej oliwą blaszce i posoliłam oraz popieprzyłam. Piekłam ok 30 minut w termoobiegu przy 180 stopniach C. Drugą część włożyłam do garnka z łyżką oliwy, listkami tymianku , solą, pieprzem i zgniecionym ząbkiem czosnku. smażyłam na małym ogniu ok 30 minut.

Odcedziłam pęczak i starałam się go osuszyć. W rondlu na pozostałą oliwę wrzucałam kolejno cebulę, pokrojonego w kostkę  (1 cm) buraka i posiekany czosnek. Chwilę smażyłam dodałam też pieprz. Po ok 10 minutach zwiększyłam mocno ogień i dorzuciłam do garnka kaszę. Chwila intensywnego mieszania - pęczak oblepił się oliwą - i wlałam wino. Intensywne mieszanie i po wchłonięciu sok z buraków, znów mieszanie i od tej pory po chochelce bulionu (wody). Mieszanie i dolewanie zajęło ok 30 minut - ale ja naprawdę uwielbiam to robić:).
Gdy kasza i buraki były już miękkie wlałam te pozostałe 40 ml soku z buraka, wsypałam koperek i doprawiłam mascarpone.
Podprażyłam włoskie orzechy.
Na talerzach najpierw położyłam czosnkowo  - tymiankowe plastry smażonego buraka, na to kaszotto a na wierzch chipsy. 
Całość zjedliśmy z rukolą z orzechami a ja dodatkowo z orzechową goudą. 
Cóż powiedzieć - pyszne , sycące danie.
A chipsy buraczane domowej produkcji są naprawdę pyszne.

czwartek, 1 marca 2012

Pyszny makaron ekspresowy

Danie szybkie i pełne smaku. Zaskakujące prostotą. Jest pełne wspomnień i sentymentu ale też trochę fusion polsko - włoskim. Takie samo robi Nigella - ale danie jest moim wspomnieniem z dzieciństwa - znowu!
Gdy został makaron z obiadu - moja babcia chętnie odgrzewała go ze świeżo stopioną słoninką. Również wtedy gdy my raczyłyśmy się jakimś makaronem na słodko - mój Dziadziuś zajadał makaron ze skwarkami. W czasie studiów na moim stole często gościł makron razowy ze słoninką i surówką. Pyszne i tanie danie.
Taki makaron można przygotować dosłownie w kilka minut. Jest smaczne, tanie i jeśli odlejemy tłuszcz (co oczywiście robię)  niezbyt tłuste. Ważne by użyć naprawdę dobrego boczku i duuuużo pieprzu i pietruszki. 
Ważna uwaga - uwielbiają go wszyscy znani mi mężczyźni;)

Makaron z boczkiem

300 g długiego makaronu np linguine
6 łyżek pociętego w centymetrową kostkę chudego boczku
4 łyżki drobno posiekanej natki pietruszki
ząbek czosnku  (opcjonalnie)
pieprz
sól


Makaron gotuję al dente. W tym czasie na małym ogniu smażę na bardzo chrupko boczek. Posypuję go pieprzem. Gdy boczek jest już bardzo złoty a makaron ugotowany - odlewam filiżankę wody i odcedzam makaron. Odlewam również cały tłuszcz z patelni. Na patelnię ze skwarkami wrzucam drobno posiekany czosnek, większość pietruszki i makaron. Szybko mieszam podlewając wodą z gotowania. Całośc posypuję jeszcze pieprzem i natką. Zjadamy wydając pomruki zadowolenia.

wtorek, 28 lutego 2012

Moja metoda na ...



Reklamę z "Głodem" znają wszyscy. Ale ja mam swój sposób na niego. Podarowany mi przez Babcię. Znany i kochany od zawsze:).
Sama nie wiem czy wolę go w lecie gdy do serka wrzucam pachnące słońcem owoce, czy teraz gdy wyjmuje te zamarznięte letnie kulki z zamrażalnika.
Jedno jest pewne - takie danko jest pyszne i zdrowe. Wiem co jem i kontroluję sama ilość słodyczy. A smaki? Ogranicza mnie tylko wyobraźnia - ale i tak najchętniej jem truskawkowy lub borówkowy:)


Serek z borówkami




15 dkg białego sera
garść świeżych lub mrożonych owoców jagodowych (maliny, borówki, truskawki)
miód do smaku (ok 1 łyżeczki - ale jeśli owoce są słodkie to nie potrzeba)
ewentualnie łyżka mleka, jogurtu lub śmietany
odrobina ekstraktu z wanilii

Składniki miksujemy, na koniec sprawdzając czy jest tak słodkie jak lubimy.
Przygotowanie zajmuje ok minuty.


Zachęcam do spróbowania - ale jest ryzyko, że po takim serku już żaden sklepowy Was nie zachwyci:).
Serek nie zawiera żadnych sztucznych barwników, aromatów identycznych z naturalnymi i konserwantów. Intensywność koloru jest pochodną ilości owoców, słodycz zależy od ilości miodu, kaloryczność od tłustości sera i ilości miodu a jakość od jakości białego sera. 
Smacznego:)

czwartek, 23 lutego 2012

Na dobry początek dnia


Często rano robimy sobie małe przyjemności . Takie które nie zajmują dużo czasu, nie wymagają skomplikowanych przygotowań  ale dają pyszny efekt, Jednym z naszych ulubionych polepszaczy nastroju jest pyszny koktajl owocowy zwany smoothie. Do klasycznego dodaje się lód - my dodajemy mrożone owoce - nie rozcieńczamy smaku.
To też jeden z moich ulubionych sposobów na przejrzałe banany:).


Poranny smoothie malinowy

2 bardzo dojrzałe banany
duża garść mrożonych owoców - (tutaj są maliny ale mogą być truskawki, borówki lub mix)
łyżeczka miodu
świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy (ok z 3 dużych)

Do blendera najpierw wrzucam mrożone owoce, na nie wlewam sok i miód a na koniec wkrawam banany. Miksuję do uzyskania gładkiego, jedwabistego napoju. 
Pyszne, zdrowe.

Na zdrowie:)

poniedziałek, 20 lutego 2012

Pomysł na ostatki - bliny






Ostatki - koniec karnawału i rozpoczęcie Wielkiego Postu. Tradycyjnie był on witany śledzikiem o północy w nocy z wtorku na środę. 
Bliny z dodatkiem śledziowym to takie połączenie - smażone placki  symbolizują Zapusty a śledzie to post. Nie zmienia to faktu że danie jest pyszne. Owszem wymaga pracy - ale smak wynagradza trud. Przepis na bliny zaczerpnęłam z bloga Liski. Nie wprowadzałam modyfikacji - bo bardzo nam zasmakowały. Śledzie moje K. przywozi od Mamy, do tego gęsta kwaśna śmietana i mamy ucztę.
Niestety nie mam patelni z zagłębieniami więc moje placki nie wyglądały tak ładnie. I zgadzam się z Liską - zimna wódka to idealny dodatek.



Bliny


ok. 25 sztuk o średnicy 10 cm
Dla 2 osób aż nadto będzie połowa porcji.

Zaczyn:
15 g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
120 ml letniej wody

Ciasto:
4 jajka
350 ml letniego mleka
80 g masła, stopionego i ostudzonego
220 g mąki pszennej
80 g mąki gryczanej
1/2 łyżeczki soli
do smażenia: masło lub olej roślinny

Zaczyn:
Wszystkie składniki wymieszałam w misce i odstawiłam na 20 minut, by "ruszyły".
Ciasto:
Białka oddzieliłam od żółtek i ubiłam je na sztywną pianę. Odstawiłam. W mikserze stacjonarnym ubiłam żółtka z masłem i mlekiem oraz makami i solą na gładkie ciasto. Dodałam pianę z białek i dużą łyżką dokładnie wmieszałam ją w ciasto . Jak zwykle zrobiłam to w dwóch etapach. Odstawiłam na 2h.  Ciasto bardzo zwiększyło objętość i  stało się rzadkie

Na patelni rozgrzałam masło klarowane (olej roślinny ) i wlewałam  po 1 bardzo dużej łyżce ciasta, formując placuszki. Smażyłam ok. 2 minut z każdej strony. Usmażone przełożyłam z radą Liski do nagrzanego żeliwnego garnka - to zapobiegło wystygnięciu przed końcem smażenia.
Gotowe bliny podałam z kwaśną śmietaną, śledziami i żurawiną.
Jedliśmy je też na słodko z dżemem aroniowym. 



Smacznego!

niedziela, 19 lutego 2012

Niespodzianka konkursowa



Obiecana niespodzianka dla tych którzy głosują na mój przepis w konkursie na Kulinarny Blog Roku.
Prześlijcie na adres cosdobrego.blog@gmail.com potwierdzenie oddania głosu. Na potwierdzenia czekam do 1 marca do 10 rano. 
1 marca ok południa spośród przesłanych maili wylosuję jedną osobę dla której upiekę ciasteczka. Do wyboru czekoladowe, cytrynowe lub maślane. Prześlę je pocztą. 
W mailu zgłoszeniowym poproszę tylko o potwierdzenie oddania głosu oraz imię i nazwisko.  O adres poproszę  dopiero zwycięzcę losowania. 

Przypominam przepis i link do głosowania. Żeby nie było wątpliwości powyżej zdjęcie wypieku:).

Pamiętajcie - przy moim przepisie klikacie głosuj, podajecie swój adres mailowy, odbieracie maila i potwierdzacie głos. Najciekawsze 10 komentarzy wygrywa bon o wartości 50 zł do DUKI ufundowany przez organizatora konkursu. 

sobota, 18 lutego 2012

Karmelowe słodko - słone ciasto z jabłkami po raz drugi


Smak "Bretońskiego ciasta maślanego" zauroczył mnie tak bardzo, że nie mogłam się powstrzymać przed powtórzeniem. Słono  słodki karmelowy smak podbił moje serce i podniebienie. 
Idealnie skomponowało się z jabłkami i właśnie w tym kierunku powędrowały myśli mojego K. Gdy musiał wybrać urodzinowe ciasto dla swojej Mamy - wybór wydawał się oczywisty.
Był to strzał w dziesiątkę. Słodko - słone ciasto z jabłkami w waniliowym karmelu i orzechami.
Dzisiaj wariacja na temat połączenia Kouign Amann i Tarty Tatin. Zapraszam.


Słodko - słona Tarta Tatin z Bretońskim ciastem maślanym

Ciasto
200 g maki pszennej
140 g solonego masła -lub zwykłego masła wymieszanego z solą morską
120 ml wody
14 g świeżych drożdży
140 g cukru - użyłam drobnego kryształu
pół łyżeczki soli morskiej - niekoniecznie ale warto:)

Jabłka
100 g cukru
3 średnie jabłka
50 g masła 
garść orzechów włoskich
pół laski wanilii
pół łyżeczki soli morskiej

Ponadto na wierzch
50 ml wrzącej wody
2 łyżki cukru
łyżeczka masła


Wszystkie składniki muszą mieć temperaturę pokojową. Drożdże mieszam z łyżką cukru i łyżka mąki oraz letnią wodą odjętych ze składników ciasta. Odstawiam na 20 minut. W tym czasie rozbijam masło wałkiem by było miękkie.
Resztę mąki wsypuję do miski i mieszam ją z wyrośniętym zaczynem. Dobrze wyrabiam na gładkie , nie lepiące się ciasto. Odstawiam na 30 minut do wyrośnięcia. 
Na mocno omączonym blacie rozkładam ciasto i wałkuję je na prostokąt o grubości ok 1 cm.  Rozkładam masło na całej powierzchni i posypuję cukrem. składam na 3 części (jak list urzędowy) i wałkuje na prostokąt i jeszcze raz składam. Wkładam do lodówki na pół godziny. Wyjęte z lodówki ciasto wałkuję na kwadrat którego boki składam do środka i wałkuję je na kształt koła. Zostawiam do wyrośnięcia przez 30 minut.
W tym czasie zajmuję się jabłkami. Jabłka, najchętniej szare renety, dokładnie myję i kroję na ósemki. Nie obieram bo uwielbiam skórkę ale decyzja należy do tego kto piecze.
W stalowym ganku o grubym dnie rozpuszczam cukier i karmelizuję go na złoty kolor. Wrzucam masło i ósemki jabłek. Dorzucam ziarenka wyskrobane z laski wanilii i orzechy. Smażę aż jabłka będą oblepione karmelem - ok 2 minut. - muszą pozostać w kawałkach.
Okrągłą foremkę wykładam papierem do pieczenia - również boki - aby zapobiec wypłynięciu karmelu i oszczędzić sobie skrobania foremki. Na dnie foremki układam jabłka, pomiędzy wciskając kawałki orzechów. Zostawiam brzegi wolne. Polewam karmelem z garnka i posypuję solą. Na wierzch układam ciasto - wciskając je po bokach do dna - powstanie coś w rodzaju rantu. 
Piekarnik nagrzewam do 200 stopni C i mieszam wodę z cukrem  i masłem (ze składników na polewę). Ciasto smaruję tą mieszanką i wkładam do piekarnika. Piekę ok 30 -35 minut do mocnego zrumienienia.
Jeszcze ciepłe wykładam na talerz -po prostu góra na spód.
Smakowało nam bardzo. 





Przypominam o głosowaniu na moje ciasto. TUTAJ - klikasz głosuję, podajesz adres mailowy, odbierasz link i potwierdzasz swój głos. Najciekawsze komentarze otrzymają 50 zł do DUKI. I nie wyrzucaj maila. Będzie niespodzianka na blogu.

czwartek, 16 lutego 2012

Kocham orzechy


Dawno, dawno temu moim ulubionym śniadaniem był świeżo odcedzony na durszlaku biały ser, wymieszany z łyżką śmietany i cukrem. Z czasem odkryłam lepszy smak zastępując cukier miodem. Taki serek położony na bułeczce lub kromce chleba - pychota. Serek oczywiście robiła moja Babia z mleka od naszej krowy.
Drugim smakiem podjadanym jako "mam ochotę na coś słodkiego" - były orzechy wyjadane ze słoika z łyżką miodu. Zasłodzenie gwarantowane - ale też pychota.
Ale kilka ładnych lat upłynęło by połączyć ser, orzechy i miód w pyszną pastę.
Najchętniej jem ją na drugie śniadanie. Bez żadnych dodatków. Dodaje energii i syci. 

Ilość składników zależy od apetytu:). Wolę miękki ser - taki bardziej mi smakuje.


Pasta z białego sera, orzechów i miodu



Biały ser- 50 - 70 g
łyżeczka jasnego miodu
łyżka prażonych orzechów

Ser rozgniatam widelcem z miodem i posiekanymi podprażonymi orzechami. Gdy pasta wychodzi zbyt sucha dodaję jogurt grecki lub w ostateczności mleko albo śmietanę- zależy co mam w lodówce.

Wariacją na temat jest łyżka lub dwie gęstego jogurtu greckiego - polanego płynnym miodem i posypanego orzechami. Też bardzo smakowite:).

czwartek, 9 lutego 2012

Przypalamy!!! - kolejna odsłona


Już się chwaliłam palnikiem. Od kiedy go mam przypalam różności. Najmniej zachodu to po prostu na dnie miseczki odrobina dżemu (oczywiście domowego) lub kilka plasterków banana lub karmelizowane jabłka, na to nałożona łyżka gęstego jogurtu greckiego  posypana cukrem. Minutka operowania palnikiem i można postukać łyżeczką i delektować się karmelizowaną  skorupką.
W weekend postanowiłam zrobić prosty deser Nigelli. Ściślej mówiąc wariację na temat jednego z jej deserów. 
Deser wymaga oczekiwania - ale jest banalnie prosty

Deser jogurtowy z bananami
(ilość porcji zależy od wielkości naczyń i apetytu jedzących)

4 łyżki gęstego jogurtu greckiego
2 łyżki śmietany 18% - następnym razem użyję kremówki
łyżeczka cukru
25 ml białego rumu
łyżka płatków migdałowych
łyżeczka wiórków kokosowych

1 banan
4 łyżeczki brązowego cukru

W blenderze miksuję jogurt z migdałami i kokosem. Śmietankę ubijam z cukrem, jogurtem i rumem do zgęstnienia. Zajmuje to chwilę. (Nie dodawałam zbyt dużo cukru bo przecież potem cukier idzie na wierzch).
Do miseczek (lub szklaneczek) na dno wkroiłam banana - plasterki posypałam odrobiną cukru i skropiłam rumem (to nie jest konieczne - ale pyszne). na to nałożyłam krem jogurtowy, zafoliowałam i całość wylądowała w lodówce.

Następnego dnia posypałam każdą porcję brązowym cukrem i skarmelizowałam. 
Było smakowite:)



Drukuj przepis

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...